20 kwietnia
sobota
Czeslawa, Agnieszki, Mariana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Mojżesz i jego następca

Ocena: 0
17557
Wejdź na szczyt i podnieś oczy na zachód, północ, południe, wschód, i oglądaj krainę na własne oczy, bo tego Jordanu nie przejdziesz.
Kiedy Izraelici zbliżali się do Ziemi Obiecanej, w sercu Mojżesza wzrastało pragnienie ujrzenia jej. Rzecz jasna, że pamiętał o swoim grzechu na pustyni, w wyniku którego Bóg mu oznajmił, że nie wejdzie do Ziemi Obiecanej. Niemniej na tym ostatnim etapie wędrówki Mojżesz zaczął błagać Pana o zmianę wyroku. Wówczas Bóg odpowiedział: „Dość, nie mów mi o tym więcej! Wejdź na szczyt (…) i podnieś oczy na zachód, północ, południe, wschód, i oglądaj krainę na własne oczy, bo tego Jordanu nie przejdziesz” (Pwt 3,26-27). Mojżesz zrozumiał, że chociaż Bóg nadal nie pozwalał mu wejść do Ziemi Obiecanej, to jednak wysłuchał jego prośbę w tym sensie, że przynajmniej pozwolił mu ujrzeć kraj z daleka.


SAM NIE PODOŁAM

Mimo pragnienia ujrzenia ziemi jak najszybciej Mojżesz postanowił dokonać najpierw ważnej czynności. Poprosił Pana, aby wyznaczył kogoś na swojego następcę. Swoją prośbę umotywował troską, aby Hebrajczycy nie stali się jak stado bez pasterza. Bóg wysłuchał Mojżesza i kazał mu ustanowić Jozuego na swojego następcę, dodając: „Przenieś na niego część twojej godności, by cała społeczność Izraelitów była mu posłuszna” (Lb 27,20). Starożytny pisarz Orygenes zauważa, że Mojżesz mógł zaproponować jednego ze swoich synów lub jednego z synów swojego brata na następcę. Niemniej nie uczynił tego, bo nie kierował się ludzkimi ambicjami lub kalkulacjami. Jemu zależało tylko na dobru narodu. Był człowiekiem wielkiej wiary, więc ufał, że to Bóg będzie wiedział najlepiej, kogo wskazać.

W tym kontekście tekst hebrajski podaje też ciekawy szczegół. Mianowicie Bóg kazał Mojżeszowi, aby nałożył na Jozuego swoją rękę na znak przekazania mu części swojej godności (Lb 27,20). Kiedy natomiast nadeszła chwila spełnienia tego nakazu, Mojżesz – zamiast jednej – nałożył na Jozuego obie ręce. Tradycja żydowska dostrzegła w tej sytuacji pokorę Mojżesza, który w ten sposób chciał przekazać swojemu następcy nie tylko część swojej godności, ale całą swoją godność. Tak też Mojżesz dał do zrozumienia, że w jego sercu nie było ani zazdrości, ani goryczy. Wręcz przeciwnie – nie tylko pogodził się z tym, że jego rola względem Izraela dobiegła końca, ale pragnął, aby jego następca cieszył się wszystkimi łaskami, którymi on sam się cieszył, kiedy jeszcze był przewodnikiem duchowym swojego ludu.

Biorąc to wszystko pod uwagę, nie sposób nie pomyśleć o tym, co nastąpiło w Kościele dnia 11 lutego 2013 r., kiedy Ojciec Święty Benedykt XVI ogłosił, że ustępuje z urzędu następcy św. Piotra. Benedykta XVI można uznać za współczesnego Mojżesza, który wiernie i gorliwie prowadził Kościół przez pustynię do Ziemi Obiecanej. Jego decyzja o ustąpieniu wynikała z przekonania, że taka była wola Boża. W duchu wiary rozeznał, że nadszedł czas, aby usunąć się w cień. Jak to określił kardynał Ravasi podczas tegorocznych wielkopostnych rekolekcji w Watykanie, Benedykt XVI miał się udać na górę Synaj podobnie jak Mojżesz, ale stamtąd już nie schodzić: miał pozostać w obłoku, w obecności Boga, aby modlić się za Kościół i ofiarować za niego swoje cierpienia.

Na swojej ostatniej środowej audiencji Benedykt XVI powiedział: „Będę wam nadal towarzyszył na drodze Kościoła przez modlitwę i refleksję, przez (…) poświęcenie Panu i Jego Oblubienicy, jakim starałem się żyć dotychczas każdego dnia i którym chcę żyć zawsze. Proszę was, abyście o mnie pamiętali przed Bogiem, a przede wszystkim, abyście się modlili za kardynałów, którzy zostali powołani do tak ważnego zadania oraz za nowego Następcę Apostoła Piotra: niech Pan mu towarzyszy światłem i mocą swego Ducha”.


GŁOS WOLI BOŻEJ

Ludzie, którzy nie spojrzeli na decyzję Benedykta XVI w duchu wiary, zaczęli narzekać, że bł. Jan Paweł II o wiele więcej cierpiał, a jednak nie zrezygnował z urzędu. W końcu poprzednik Benedykta XVI pozostał papieżem do śmierci, a Benedykt XVI postanowił odejść, mimo że „widać”, iż wcale tak źle się nie czuje. W obliczu takiej krytyki warto sobie jednak przypomnieć szum medialny panujący wtedy, kiedy Jan Paweł II stawał się coraz starszy i słabszy. Wówczas trąbiono, że człowiek tak schorowany i w tak podeszłym wieku już dawno powinien ustąpić i dać szansę komuś młodszemu…

O co chodzi w tym wszystkim? Otóż sam Chrystus nawiązał do zasady, którą kierują się ludzie niepatrzący na dzieje Kościoła i świata przez pryzmat wiary: „Przyszedł bowiem Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: «Zły duch go opętał». Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: «Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników»” (Mt 11,18-19). Niewątpliwie widzimy tu nie tylko brak wiary, ale również obłudę.

Bł. Jan Paweł II pozostał do końca, bo tak rozeznał wolę Bożą. Był przekonany, że Bóg tego od niego żądał. Natomiast w przypadku Benedykta XVI Bóg chciał inaczej. Wola Boża była inna, a Benedykt XVI tak tę wolę rozeznał.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -