26 listopada
czwartek
Delfiny, Sylwestra, Konrada
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Modlitwa lekarza

Ocena: 2.75
15583
U pacjenta wierzącego łatwiej jest zbudować poczucie nadziei na wyzdrowienie. Osoba niewierząca szybciej się załamuje – mówi dr Narcyz Sadłoń.
W mieszkaniu państwa Sadłoniów witają mnie ich uśmiechnięte córeczki: Ania, Wanda, Helenka i Kasia. Widać, że są szczęśliwe. Kiedy ich tata szykuje się do rozmowy, w drugim pokoju dziewczynki ćwiczą kolędy: grają i śpiewają. Tradycja zobowiązuje.

– Kiedy zastanawiamy się z żoną Małgosią, co nas łączy, to stwierdzamy, że wychowanie w cieniu Krzeptówek, wielka wartość krzyża na Giewoncie i zaufanie Bogu. Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, jak można oddzielić rzeczywistość od Pana Boga. Na tym budujemy naszą relację do dzieci. Wiara jest dla nas sposobem na życie i jego normalną częścią, także w wymiarze rodzinnym – opowiada major lekarz Narcyz Sadłoń, starszy asystent Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie.

– Wieczorem razem się modlimy, dziękujemy za dobro, które nas spotkało w ciągu dnia. Kiedy pytamy Helenkę, kim chciałaby zostać w przyszłości, odpowiada, że aniołem, bo chce być dobra dla innych, a potem pójść do Pana Jezusa. Oczywiście, każdy może skomentować, że to dziecinne bajania, ale my dostrzegamy w tej wypowiedzi samodzielność w ocenie i dobrą perspektywę na rzeczywistość.

– Dużo pracuję, ale zawsze staram się znaleźć czas na rozmowy z córkami i na wspólne wyjścia do kościoła, bo to bardzo jednoczy rodzinę – podkreśla.

Sam wyrósł w wielodzietnej rodzinie na Podhalu, gdzie w jedną całość łączą się wartości religijne, patriotyczne i potrzeba wspólnoty, zwykle ukierunkowanej na twórcze działania.

– Chodzenie na roraty, Różaniec, rodzinne świętowanie wydarzeń roku liturgicznego, są dla nas czymś oczywistym. Dom rodzinny, do którego zawsze można powrócić, to bardzo ważny punkt oparcia dla dziecka i w życiu dorosłym. W takim poczuciu staramy się wychować nasze dzieci – opowiada doktor.

Dr Narcyz Sadłoń nie narzeka na brak obowiązków zawodowych. Pracuje w Wojskowym Instytucie Medycznym przy ul. Szaserów. Przyjmuje w poradni rehabilitacyjnej. Prowadzi z kolegą lekarzem szkolenia w zakresie pierwszej pomocy, ratownictwa medycznego oraz medycyny podróży. Medycyna, a wraz z nią służba drugiemu człowiekowi, była w planach od najmłodszych lat. Przykład ojca – także Narcyza i lekarza wojskowego – zrobił swoje.

– Wybierając drogę zawodową, zastanawiałem się także nad Akademią Wychowania Fizycznego oraz nad szkołą oficerską. Wybrałem Wojskową Akademię Medyczną w Łodzi, przez co połączyłem intensywną naukę z uprawianiem sportu i noszeniem munduru oficera – opowiada lekarz. – Po studiach zgłosiłem się na wyjazd z Polskim Kontyngentem Wojskowym do Libanu. Wyznaczono mnie na stanowisko lekarza w Kompanii Medycznej. Był to wymagający poligon doświadczeń medycznych i doskonałe wprowadzenie do zawodu. Ponadto zobaczyłem, jak pracują lekarze z innych krajów i innych armii – opowiada dr Sadłoń.

Od września 2009 r. dołączył do ekipy lekarzy w kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

– Pamiętam pierwsze spotkanie z Panią Prezydentową Marią Kaczyńską. Zapraszając mnie, a nie wyznaczając do zespołu powiedziała, że czasami będą z mężem chorować i wówczas będą prosić o pomoc, lecz postarają się nie robić mi kłopotu – uśmiecha się Narcyz Sadłoń.

Czy to znaczy, że 10 kwietnia mógł lecieć do Smoleńska?

– Wraz z moimi dwoma kolegami pracowaliśmy zgodnie z dość swobodnie układanym planem. Nasz grafik, dotyczący wizyty w Katyniu, płynnie się zmieniał. Początkowo miał lecieć płk Jurek Moszna, to był czas jego służby. Stało się inaczej, poleciał płk Wojtek Lubiński. Każdy z nas chciał tam być przy Prezydencie. Po katastrofie Jurek i ja rozważaliśmy, co by było, gdyby któryś z nas poleciał. W tej kwestii odnoszę się do Bożej rzeczywistości, próbuję dostrzegać zamysł, jaki pozwolił mi żyć – rozważa dr Sadłoń.

Czy medycyna i wiara wzajemnie się wypełniają?

– Kiedy idę do szpitala, modlę się, aby sobie poradzić z obowiązkami, umieć pomóc każdemu potrzebującemu. Oczywiście, po ludzku postępuję według swojej najlepszej wiedzy, ale zawsze pozostaję otwarty na Bożą pomoc. Nie mogę oddzielić życia zawodowego od religijnego, to spójna całość – podkreśla dr Sadłoń.

– Zauważyłem, że wierzący lekarze częściej podchodzą do chorego nie tylko jako lekarz specjalista do pacjenta, ale jak człowiek do człowieka. I w ten sposób łatwiej nawiązują kontakt. U pacjentów wierzących łatwiej jest budować poczucie nadziei. Pacjent, który nie ma w sobie wiary, szybciej wchodzi w poczucie załamania, beznadziejności, wycofania. Z człowiekiem wierzącym mogę odnieść się do przyszłej rzeczywistości. Kiedy muszę przekazać tragiczną wiadomość rodzinie o śmierci ich bliskiego, to zauważam, że szybciej uspokojenie następuje u osób wierzących – mówi dr Sadłoń. – W życiu i w pracy, pozostaję w przekonaniu, że Bóg najlepiej planuje moje życie.

Ewelina Steczkowska
fot. arch. dr. Narcyza Sadłonia

Idziemy nr 50 (379), 9 grudnia 2012 r.


PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 26 listopada

Czwartek, XXXIV Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni
Nabierzcie ducha i podnieście głowy,
ponieważ zbliża się wasze odkupienie.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ap 18,1-2.21-23;19,1-3.9a; Ps 100,2-5; Łk 21,20-28
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter