7 grudnia
sobota
Marcina, Ambrożego, Teodora
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Matka Trędowatych

Ocena: 0
584

Episkopat Polski wydał zgodę na otwarcie procesu beatyfikacyjnego dr Wandy Błeńskiej, która 43 lata pracowała z trędowatymi w Ugandzie i do końca swoich 103 lat życia służyła misjom.

fot. archiwum postulatury procesu beatyfikacyjnego

– Radość jest tym większa, że papież Franciszek wskazał dr Wandę Błeńską jako jednego z 25 „świadków misji” promujących teraz, w październiku, w całym Kościele Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny – mówi biskup pomocniczy archidiecezji poznańskiej Szymon Stułkowski, opiekun Akademickiego Koła Misjologicznego. – Jest niedościgłym wzorem doskonałości chrześcijańskiej – powiedział abp Henryk Hoser SAC w pogrzebowej homilii 103-letniej „Dokty”, jak mówili o niej w Afryce.

 


WYMARZONE MISJE

Od dziecka marzyła, by zostać lekarką na misjach. Kiedy w 1928 r. jako siedemnastolatka została studentką Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Poznańskiego, zapisała się do Akademickiego Koła Misyjnego. W czasie II wojny światowej jako „Szarotka” i „Grażyna” była łączniczką AK. Aresztowana przez Niemców, po miesiącu została wykupiona przez członków tajnej organizacji wojskowej Gryf Pomorski. Po wojnie, w 1946 r. przedostała się do Niemiec, by wspierać ciężko chorego brata. Do Polski nie mogła już wrócić, wyjechała do Anglii, gdzie ukończyła Instytut Medycyny Tropikalnej i Higieny. Na zaproszenie biskupa z Mbarara w 1951 r. pojechała do Ugandy, do miejscowości Buluba nad jeziorem Wiktorii.

W prymitywnych warunkach rozpoczęła pracę z trędowatymi. Salą był ciemny pokój, operowała na łóżku polowym, które służyło jej do spania. – Tak ciężko było przez pierwsze 20 lat – żartowała potem, znana z poczucia humoru. Była jedynym lekarzem, „od wszystkiego”, obsługującym dwa odległe od siebie o 60 km szpitale.

– W warunkach misyjnych każdy lekarz jest jednocześnie specjalistą we wszystkich dziedzinach medycyny. Ona była i internistą, i pediatrą, i chirurgiem, i dermatologiem, i okulistą, była również ortopedą, ponieważ choroba, której się poświęciła jest wielopatologiczna – mówił po latach abp Hoser.

Na motocyklu dojeżdżała do Nyengi; pojazd często grzązł w błocie. Docierała też do Kampali, gdzie chciała się dokształcać, i gdzie po latach została wykładowcą. Zajęła się badaniem wycinków skóry, żeby ustalić aktywność trądu. Odwiedzający misję dr Ochran nie mógł się nadziwić pomysłowości dr Błeńskiej; obiecał wtedy przysłać z Anglii pieniądze na laboratorium i rozbudowę szpitala. W 1966 r. otwarty został nowy szpital, do którego z Polski zaczęli przybywać lekarze.

– To właśnie w Bulubie ośrodek rósł nie tylko jako miejsce, gdzie ludzie mogli się leczyć, ale też jako ośrodek badań naukowych i intensywnych szkoleń – mówił podczas pogrzebu „Dokty” abp Hoser.

– W 1976 r. przyjechałem do Buluby na zaproszenie dr Błeńskiej – mówi dr Henryk Nowak. – Miejscowi lekarze nie chcieli pracować z chorymi na trąd. W szpitalu na sto łóżek i ambulatorium pracowali tylko Polacy, z dr Błeńską czworo lekarzy. Leczyli się tu wszyscy, był oddział pediatryczny. Dr Błeńska uważała, że o wiele trudniej wyleczyć lęk przed trądem niż samą chorobę. Dążyła do tego by chorzy na trąd nie byli izolowani, by przełamywać obawy, także wśród pracowników medycznych. Witała się z chorymi przez podanie ręki, obejmowała ich. Rękawiczek używała tylko podczas operacji. My mieliśmy już sale operacyjne z lampami, dr Błeńska, rozpoczynając pracę, operowała w chacie pokrytej strzechą, w której rozsuwało się poszycie, żeby było jasno.

Nazwano ją Matką Trędowatych także dlatego, że pomogła przełamać społeczny lęk przed chorymi na trąd. – Miała szacunek do każdego człowieka. Podczas pracy była jedną z nas, służyła pomocą, jednoczyła we wspólnym celu w zwyczajny, prosty sposób. Przez Ugandyjczyków nazywana była „mama”. W niedziele po Mszy Świętej chorzy ze szpitala przychodzili, żeby się z nią przywitać – opowiada dr Nowak. – Kiedy po 16 latach wyjeżdżałem z Buluby, dziesięciokrotnie spadła liczba zachorowań, trąd przestał być chorobą śmiertelną, chorzy nie musieli przyjmować leków do końca życia, po dwóch latach kończyła się terapia.

– Ilu ludziom pomogłam moją wiedzą lekarską, a ilu wymodliłam, tego nie wiem, to się dopiero dowiem na drugim świecie – mówiła. Powtarzała, że jej siłą jest codzienna Eucharystia i modlitwa. Była zakochana w Panu Bogu. Jak wspominał o. Marian Żelazek, którego odwiedziła na misji w Purii: „Długie rozmowy na wyłączność z Panem Bogiem. Moc i siłę właśnie z takiej adoracji musiała czerpać, bo przecież jej życie nie było łatwe”.

Miejsce, gdzie pracowała, nazwano Centrum Szkoleniowym im. Wandy Błeńskiej. Dziś mieści się tu szpital, warsztaty, szkoła, kościół i kilka domów dla niewidomych trędowatych.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 7 grudnia

Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie".
Dziś w Kościele:
+ czwartek, I tydzień Adwentu, wspomnienie św. Ambrożego, biskupa i doktora Kościoła
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 30,19-21.23-26; Ps 147,1-6; Mt 9,35-10,1.5.6-8
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Nasze patronaty


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -