21 stycznia
piątek
Agnieszki, Jarosława
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Maryja oczami Latynosów

Ocena: 0
593

 

Po całonocnym czuwaniu uczestnicy procesji wyruszają z sanktuarium Świętej Róży w Barquisimeto, by dotrzeć do katedry i tam uczestniczyć w Eucharystii. Droga liczy zaledwie 7,5 kilometra, ale duża liczba uczestników sprawia, że jej pokonanie zajmuje niemal cały dzień, a ruch uliczny w mieście staje się praktycznie niemożliwy. Jak dodaje ks. Florian, podobna tak liczna procesja odbywa się ku czci Matki Bożej z Chiquinquirá. – Postać Matki Bożej jest u nich tak silnie zakorzeniona i są z Nią tak mocno związani, że w procesjach uczestniczą nawet protestanci, którzy co do zasady nie uznają przecież kultu Matki Bożej. Z jednej strony rodzi to pewien synkretyzm, ale z drugiej prowokuje do głębszej refleksji – dopowiada misjonarz. Jak zaznacza, także parafialne odpusty celebrowane są zupełnie inaczej niż w Polsce. Dzień odpustu poprzedza nowenna, podczas której wspólnota nie tylko razem się modli, ale również integruje się przy zabawie i muzyce.

W latynoamerykańskich kościołach obrazy przedstawiające Maryję należą raczej do rzadkości, znacznie częściej zobaczymy Jej figury, z którymi wiąże się kolejny ze zwyczajów. – 31 maja w wenezuelskich parafiach koronuje się figurę Matki Bożej. Wspólnota zbiera się, by przybrać postać Maryi kwiatami, a wybrana dziewczynka nakłada na figurę Matki Bożej kwiatową koronę. To też powód do małej rywalizacji o to, kto piękniej przyozdobi figurę – opowiada ks. Florian.

Zdążyliśmy się przyzwyczaić, że jeśli ofiarować Matce Bożej kwiaty, to wypada, by były to róże. Tymczasem Kubańczycy postawieni przed takim pytaniem bez wahania odpowiedzą, że… słoneczniki. Jak wyjaśnia misjonarz, otaczanie Maryi właśnie słonecznikami jest na Kubie bardzo charakterystyczne dla kultu Matki Bożej. Ona przynosi człowiekowi Jezusa, który jest światłem dla świata, a symbolem tego światła jest też słońce, stąd słoneczniki, które je przypominają.

 


ZGODA NA WYJAZD

Misjonarz przyznaje, że odsuwał od siebie pierwsze myśli o kapłaństwie, ale marzenie o dalekich podróżach tkwiło w nim od zawsze. Pomysł, by te dwie drogi złączyć, przyszedł z czasem. – W dzieciństwie zaczytywałem się w powieściach przygodowych i podróżniczych, fascynowała mnie historia Tomka Wilmowskiego czy „Ostatni Mohikanin”. A przed powołaniem chciałem uciec, wyjechałem nawet z rodzinnego Szubina do pracy w kopalni węgla kamiennego „Marcel”, zaczęły się pierwsze awanse, ale w tamtych czasach wiele zależało od tzw. „politycznych kompromisów”. Dlatego za namową rodziny wróciłem do mojego miasta, a potem zdobyłem się na odwagę i pojechałem złożyć dokumenty do seminarium – wspomina kapłan.

Przyznaje, że jego droga na misje wcale nie była oczywista. – Kiedy byłem już w seminarium, na drugim roku, odwiedziło nas trzech misjonarzy, którzy byli tuż przed wyjazdem do Papui-Nowej Gwinei. Tamto spotkanie bardzo zapadło mi w pamięć – dodaje. Później przyszedł czas święceń kapłańskich, które przyjął z rąk bł. kard. Stefana Wyszyńskiego, i pracy w parafii. – Po święceniach jeden z moich kolegów wyjechał do Brazylii, ale i we mnie coraz mocniej pracowała ta myśl. Napisałem wtedy prośbę o pozwolenie na wyjazd do Brazylii, ale kard. Wyszyński nie udzielił mi go. Postanowiłem odłożyć sprawę i tak upłynęło sześć lat, do momentu, gdy jeden z księży przywiózł zaproszenie od biskupa z Wenezueli. Wtedy ponowiłem prośbę i po czterech latach otrzymałem zgodę na wyjazd. Rozpocząłem więc przygotowania w Centrum Formacji Misyjnej, posługując jednocześnie w jednej z warszawskich parafii. Ostatecznie w 1986 r., podróżując przez Rzym, dotarłem do Caracas, gdzie zacząłem misyjną posługę – opowiada ks. Florian.

Jak twierdzi duchowny, wyjazd na misje, a przede wszystkim mentalność i temperament Latynosów, wśród których pracuje, zmieniły jego spojrzenie na Maryję. – Mam wrażenie, że pobożność maryjną w Polsce często traktowało się bez głębszej refleksji, po prostu „wszyscy tak robili”, np. chodzili na pielgrzymki. I ja w nich przecież uczestniczyłem, jako kleryk, a później jako ksiądz. Jednak na misjach odkryłem Maryję na nowo i nawiązałem z Nią głębszą relację, znacznie bardziej uczuciową, bo też i Latynosi pełni są uczuć do Maryi. Na pierwszej parafii na misjach w czasie Bożego Narodzenia w gablocie zobaczyłem napis: „Madre, sé que no te merezco, pero te necesito” (Matko, nie zasługuję na Ciebie, ale Cię potrzebuję). Te słowa wciąż są dla mnie ważne – podsumowuje ks. Florian.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 stycznia

Piątek, II Tydzień zwykły
Wspomnienie św. Agnieszki, dziewicy i męczennicy
...ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli.
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): Mk 3,13-19
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter