17 sierpnia
środa
Zanny, Mirona, Jacka
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kwiecista wyspa chrześcijan

Ocena: 0
880

W czasach głębokiego PRL-u dwudziestu polskich kapłanów wyjechało na indonezyjską wyspę. Zostawili po sobie trwały ślad. Do dziś żyje dwóch spośród nich.

fot. Michał Węglarz

„Flores” w języku bahasa znaczy „kwiecista”. Pochodzi od greckiego słowa „chloris” oznaczającego nimfę mieszkającą w kwiatach. Tak wyspę nazwali Portugalczycy. Należy do Małych Wysp Sundajskich. Administracyjnie zaś jest częścią prowincji NTT (Nusa Tenggara Timur), ze stolicą w Kupang, na wyspie Timor. Pozostałe wyspy tego regionu to Timor, Sumba, Lembata i Adonara. Prowincja liczy sześć milionów mieszkańców, a Flores – dwa miliony.

Z bardzo wielu powodów jest to wyjątkowa wyspa. Pierwszym jest religia. Flores jest miejscem, w którym żyją chrześcijanie stanowiący 90 proc. mieszkańców, z czego 80 proc. to katolicy, a 10 proc. ewangelicy. Wyznawców islamu żyje tam około 10 proc.

Jest jeszcze jeden wątek, który czyni to miejsce szczególnym. W 1965 r., w trudnym dla Indonezji czasie wewnętrznych napięć, sporów i brutalnych walk bratobójczych, przyjechali na Flores młodzi polscy księża, pełni gorliwości i zapału do ewangelizacji tego odległego od Polski i odmiennego kulturowo miejsca. Polskich werbistów ze Zgromadzenia Słowa Bożego (SVD) było dwudziestu.

 


BEZPRECEDENSOWA ZGODA

Starania o pozyskanie polskich misjonarzy czynił indonezyjski ksiądz werbista Yosef Diaz. To on przyjechał do Polski, poszedł do ambasady Indonezji w Warszawie i uzyskał zgodę ambasadora na wydanie wiz grupie werbistów. Ambasador obiecał przekonać do tej idei polski MSZ. Rzeczywiście, sytuacja była niezwykła i bez precedensu. Po raz pierwszy i jedyny do jednego kraju otrzymała pozwolenie na wyjazd tak duża grupa misjonarzy z tego samego zgromadzenia. Władze komunistycznej Polski wydały zgodę na wyjazd, a rząd muzułmańskiej Indonezji zaakceptował pomysł. Legenda głosi, że ojców tej – także politycznej – decyzji było dwóch: ambasador Indonezji w Warszawie i ówczesny Minister Spraw Zagranicznych, Adam Rapacki. To otworzyło Bożym zapaleńcom drogę do przyjazdu na misje na równik.

Księża ci skończyli studia teologiczno-filozoficzne w seminarium w Pieniężnie i… mieli małe szanse na natychmiastowy wyjazd z rządzonej przez komunistów Polski. A oni rwali się do pracy misyjnej. Zatem ich przełożeni polecili im poszerzać wykształcenie i przygotowanie zawodowe w tych dziedzinach, które były przedmiotem ich pasji. Kształcili się w dziedzinach akademickich, takich jak antropologia, filozofia, teologia, geografia, czy historia sztuki, ale niektórzy uczyli się także stolarstwa, elektryki, murarki, hydrauliki, hodowli zwierząt, naprawy silników spalinowych, budowy elektrowni wiatrowych i wodnych, oporządzania koni, sadownictwa, warzywnictwa, uprawy roślin, podstaw medycyny i pierwszej pomocy. Te praktyczne kompetencje i umiejętności okazały się bezcenne w dalekim kraju. Księża o przygotowaniu akademickim od razu zostali skierowani do pracy naukowej i dydaktycznej w seminariach, wyższych uczelniach i szkołach. Pozostali stawali się proboszczami, liderami, organizatorami i budowniczymi. Wszyscy, bez wyjątku, byli cenieni, a ich kompetencje i umiejętności były wykorzystywane w praktyce. Pozytywną i znaczącą cechą charakteryzującą tę grupę była specyficznie polska postawa pokornej służby związana z etosem powołania kapłańskiego. W Polsce „ksiądz był z ludu wzięty i dla ludzi przeznaczony”. Młodzi księża mieli znakomity przykład takiej postawy idący z samej góry. Kard. Stefan Wyszyński osobiście wyznaczał najwyższe standardy wierności Bogu i Kościołowi, wręcz heroizmu w staniu na straży nauczania Kościoła i służeniu ludziom. Bardzo ważnym czynnikiem psychologicznym, społecznym i politycznym był fakt, że pochodzili z Polski – kraju, który nigdy nie był kolonizatorem.

 


POCAŁUNEK W STOPY

O zasługach polskich misjonarzy można by długo pisać. Spośród nich żyją jeszcze ks. Stefan Wrosz i ks. Tadeusz Gruca. Ks. Wrosz był najmłodszym członkiem tej dwudziestki, w chwili wyjazdu miał zaledwie dwadzieścia osiem lat. Koledzy nazywali go „niespokojną duszą”. Był bardzo mobilny, aktywny i twórczy. Pracował na parafiach w Lengor, Manggarai, Mambu i Wukir. Dzięki ks. Stefanowi ta ostatnia wioska misyjna w ciągu kilku lat zmieniła się w małe, a dobrze zorganizowane i zagospodarowane miasto z nowym kościołem, asfaltową drogą, kilkoma szkołami, klasztorem sióstr i infrastrukturą wodno-kanalizacyjną. Z Wukir przeniesiono go do Tilir i Mbeling.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 17 sierpnia

Środa, XX Tydzień zwykły – wspomnienie św. Jacka, prezbitera
Żywe jest słowo Boże i skuteczne,
zdolne osądzić pragnienia i myśli serca.

+ Czytania liturgiczne (rok C, II): Mt 20, 1-16a
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz



POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter