24 czerwca
niedziela
Jana, Danuty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kobieta urzekająca

Ocena: 0
1121

– My kobiety jesteśmy stworzone do relacji, budowania więzi, przebywania razem – mówią Ewelina Chełstowska i Emilia Szota, organizatorki konferencji „Być kobietą urzekającą”, która już 27 maja odbędzie się w warszawskiej Kinotece.

fot. Irena Świerdzewska

Z Eweliną Chełstowską i Emilią Szotą, organizatorkami konferencji „Być kobietą urzekającą”, rozmawia Irena Świerdzewska

 

Kobieta urzekająca to znaczy jaka?

Ewelina Chełstowska: Taka, która niesie życie i światło wszędzie tam gdzie jest, a jego źródłem jest relacja z Jezusem. To kobieta, którą cechuje nie tylko miła aparycja, bo bycie urzekającą wypływa z naszego wnętrza. Dlatego zachęcamy do bliskiego spotkania z Jezusem, odkrywania kobiecości, do jakiej powołał nas Pan Bóg.

Emilia Szota: Chcemy przełamać stereotyp, że chrześcijanka to kobieta w szarym stroju, w spódnicy po kostki. Chrześcijanka to też kobieta nowoczesna, która śledzi trendy mody. Nakłada makijaż, żeby ukryć niedoskonałości urody i poprawić wygląd cery. Wiadomo jednak, że nawet najlepszy makijaż i najelegantsze ubranie nie ukryją smutnego serca czy zranionej duszy. Przede wszystkim stawiamy na rozwój duchowy, nie pomijając wyglądu zewnętrznego. Chcemy pokazać, że harmonijny rozwój duchowy łączy się z pięknem wewnętrznym. Kobieta urzekająca jest empatyczna, otwarta na drugiego człowieka. Mamy być kobietami, które wnoszą w swoje otoczenie piękno, dobroć, miłość i łaskawość.

E.Ch.: Niektórzy zarzucają nam, że proponując model „kobiety urzekającej” lansujemy wzór „pięknej panienki”. A my wskazujemy nasze wzorce. Jest nim choćby św. Joanna Beretta Molla, która była na bieżąco z trendami mody. Swojego męża Piotra wracającego z podróży służbowej do Paryża prosiła o najnowsze katalogi. Bardzo dbała o wygląd zewnętrzny, ale jeszcze bardziej o rozwój duchowy.

 

Kobieta ma w sobie piękno odkrywać czy wypracowywać?

E.Ch.: Kiedy kobieta odkryje piękno, które w niej tkwi, to staje się osobą znającą swoją wartość. Polki są pięknymi kobietami, ale nie wierzą w siebie. Damami mamy się stawać, a jest to droga podążania za dobrymi wzorcami, które przemieniają naszą rzeczywistość. Tego życzymy wszystkim kobietom, aby jaśniały pięknem, bo do tego powołał nas Pan Bóg.

 

Niemal wszyscy przywykli już do sportowych strojów w kościele, w teatrze, a nawet na ważnych uroczystościach. Czy kobieta urzekająca da radę odwrócić ten trend?

E.Sz.: Chcemy ten model zmienić. Niezwykły duszpasterz, dominikanin o. Joachim Badeni powiedział, że elegancko ubrana kobieta jest „dobrym narzędziem ewangelizacji”. Moja babcia z kolei zawsze powtarzała: „Żona musi bardziej dbać o siebie, niż panna”. To powiedzenie jest dla mnie wyznacznikiem do dziś. Kiedy witam wracającego z pracy męża, pamiętam, że mam być żoną zadbaną. My, kobiety zawsze myślimy o innych, a najtrudniej nam zadbać o siebie. Jeśli zadbam o swój wygląd i o relację z Panem Bogiem, nie tylko ja będę bardziej szczęśliwa, ale także moja rodzina, mąż, dzieci. Nam kobietom jest to potrzebne. Potrzebujemy być cały czas blisko źródła – Pana Jezusa, żeby mieć siłę na wyzwania przynoszone przez kolejny dzień.

E.Ch.: Nie mogę się przyzwyczaić, że na niedzielną Mszę Świętą tak mało kobiet przychodzi w sukienkach i spódnicach, że dominują dżinsy. Pochodzę z małego miasta. Z domu rodzinnego wyniosłam, że w niedzielę ubieramy się najładniej, jak możemy. Spotykamy się z Bogiem, to jest wyjątkowy czas, jedna godzina w tygodniu, na którą idziemy ubrani jak na najważniejsze spotkanie. Obecnie preferuje się rzeczy wygodne, bo jest to weekend. Tymczasem strój przysposabia nas do godnego przeżywania Mszy Świętej, dzieci uczą się, że szykujemy się na wyjątkowe spotkanie z Jezusem.

 

Jak Panie znajdują czas na to wszystko: zajmowanie się rodziną, charytatywne organizowanie spotkań oraz troskę o to, aby być kobietą urzekającą?

E.Sz.: Gdybym nie była szczęśliwą żoną, nie dałabym rady angażować się w działalność poza domem. Najpierw trzeba zadbać o swój dom, żeby panował w nim porządek. Dzięki temu, że rozumiemy z mężem swoje potrzeby, wsparcie z jego strony czuję na każdym kroku. Nasi mężowie nas dopingują, bez tego nie byłoby różnych inicjatyw dla kobiet. Mąż zostaje z dziećmi, kiedy musimy się spotkać w swoim gronie. Poza tym widać, że w życiu działa odwrócona matematyka. Mam trójkę małych dzieci w wieku od pół roku do czterech lat, a od kiedy zaczęłam angażować się charytatywnie, wydaje mi się, że czasu mam więcej niż dawniej. Wiem, że muszę być bardziej poukładana. Mąż jest zawodowym żołnierzem, więc ta cecha u niego wydaje się naturalna, ale dla mnie też jest mobilizująca. Dla nas zawsze rodziny są priorytetem, ale bywa, że czasem coś trzeba poświęcić, na przykład brak porządnego obiadu.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły