11 grudnia
poniedziałek
Damazego, Waldemara, Daniela
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Klęcznik księdza Sopoćki

Ocena: 5
1952

Bo spowiednik powinien być jak dobry klęcznik: oczekujący, cierpliwy i miłosierny

fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Pierwsza sobota października zastała mnie w Białymstoku. Nie poznawałam miasta, w którym nie byłam od ćwierć wieku. Tylko dworzec, nazwa ulicy Lipowej i biała iglica kościoła św. Rocha przywitały mnie jak starzy znajomi.

Miałam w planach wizytę u związanej z Białymstokiem postaci, która spędziła w nim ostatnie 28 lat życia i – nie mam wątpliwości – w walny sposób wpłynęła, i nadal będzie wpływać, na oblicze miasta, któremu od zeszłego roku patronuje. Różaniec do Granic przy grobie bł. Michała Sopoćki – sama bym tego nie wymyśliła! Parafianie z tutejszego Sanktuarium Miłosierdzia Bożego – a z innych białostockich parafii oczywiście również – pojechali w niejeden autokar, jak tysiące innych Polaków, bliżej granicy, ale i tak dolny kościół był o czternastej pełen. Odmawialiśmy Różaniec przez Najświętszym Sakramentem razem ze wszystkimi innymi w tym samym czasie w całej Polsce i za jej granicami. Powtarzaliśmy słowa Zdrowaś Mario za spontanicznie prowadzącymi modlitwę kolejnymi osobami – między innymi może dziesięcioletnim chłopcem. Potem była Koronka i Msza Święta. W tym zupełnie nowym miejscu poczułam się jak u siebie.

Bo białostockie sanktuarium ma w sobie coś natychmiast ujmującego za serce. Może to ludzie – gorliwi i serdeczni? Może obecność relikwii trojga orędowników Bożego Miłosierdzia – Siostry Faustyny, jej spowiednika i Jana Pawła II, i obraz Matki Miłosierdzia z Ostrej Bramy w Wilnie? Może wzruszające pamiątki? A może otwarte w ciągu dnia drzwi głównego kościoła? Weszłam, było zupełnie pusto i cicho. Wśród prasy katolickiej wyłożone „Idziemy”. Ksiądz Sopoćko na obrazie zerkał zza okularów i przesuwał paciorki różańca – razem z nami, za tę Polskę, którą tak bardzo ukochał, i za świat, tak bardzo potrzebujący miłosierdzia. Do trumienki z jego szczątkami można było podejść zupełnie blisko. Wśród wotów wisiała grawerowana tabliczka, z wdzięcznością za możliwość uczestniczenia w beatyfikacji ks. Sopoćki, od prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Opodal – teraz pusty – konfesjonał, w którym ks. Michał spowiadał białostockich kleryków. Pozostało westchnąć za świętymi spowiednikami.

Zaraz obok stał klęcznik z jasnego, jakby wygłaskanego drewna – prosty, stabilny, z otwieranym pulpitem. Zrobiony własnymi rękami przez ks. Sopoćkę. Oczywiście uklękłam. Co za ulga! – zakomunikowały moje obolałe i zesztywniałe kolana. Bo spowiednik – przyszło mi w odpowiedzi do głowy – powinien być jak dobry klęcznik: oczekujący, cierpliwy i miłosierny, który w chwilach naszego uniżenia i oddania się w Ojcowskie ręce przyjmuje, wspiera i koi.


 

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktorka i felietonistka "Idziemy". Autorka książek "Cudownie być mamą" i "Pierwsza Biblia mojego dziecka". Wraz z mężem wieloletnia animatorka Spotkań Małżeńskich. Mama dwóch córek i czterech synów.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły