12 grudnia
wtorek
Dagmary, Aleksandra, Ady
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Japoński cud różańcowy

Ocena: 4.58333
1972

To była jedyna w dziejach społeczność, która przez prawie trzysta lat wytrwała w wierze, pozbawiona jakiejkolwiek łączności z resztą Kościoła i duchowego wsparcia z zewnątrz

fot. Janusz Dobrzyński

Niepiśmienni wieśniacy japońscy, zamieszkujący ustronne i mało dostępne okolice Nagasaki, Hirado i Shimbary, niemający księży (a więc pozbawieni Eucharystii i prawie wszystkich sakramentów), pozbawieni nawet Pisma Świętego, przekazywali wiarę kolejnym pokoleniom na drodze jedynie tradycji ustnej. Różaniec był dla nich podstawową formą modlitwy, podstawowym – jeśli tak się można wyrazić – narzędziem ich relacji z Bogiem i Chrystusem, jak również podstawowym sprawdzianem prawowierności,

Przypomnijmy tę niesamowitą historię. Kiedy w 1614 r. ogłoszono prawo zakazujące praktykowania chrześcijaństwa na terenie całego kraju, katolikami było ponad 300 tys. Japończyków. Władze rozprawiały się z nimi bezpardonowo. Zbiorowe egzekucje chrześcijan, którzy nie chcieli wyrzec się Chrystusa, były najczęściej stosowaną metodą wykorzeniania chrześcijaństwa. Ogłoszony w 1639 r. zakaz wstępu cudzoziemców na ziemię japońską miał chronić kraj przed kolejnymi próbami jej chrystianizowania. Słowem, wydawało się, że chrześcijaństwo w Japonii zostało wykorzenione doszczętnie.

Tak w każdym razie wydawało się Europejczykom, bo władze japońskie bardziej realistycznie oceniały problem obecności chrześcijaństwa w swoim kraju. Dużą grupę ukrytych chrześcijan policja „odkryła w 1657 r. w osadzie Kohri, na obrzeżach Omury. Aresztowano 608 chrześcijan, po przesłuchaniu 197 z nich wyrzekło się wiary, pozostałych skazano na śmierć”. Zauważmy, że zdecydowana większość wybrała śmierć, mimo że z łatwością można było jej uniknąć. Byli oni bowiem skazywani nie za to, że byli chrześcijanami, ale za to, że nawet na torturach nie chcieli chrześcijaństwa porzucić.

Ten wybór, że raczej umrzemy, niż porzucimy Chrystusa, krewni męczenników starali się zazwyczaj przyjmować z pełnym zrozumieniem i wręcz z aprobatą. Wyrażenie tych uczuć ułatwiał japoński obyczaj, dopuszczający pożegnanie skazańca z rodziną. Zachował się przekaz, że podczas takiego spotkania na Skale Rozstań w Dniu Wielkiego Męczeństwa, 10 września 1622 r., wielu skazańców przekazało bliskim różańce, które w oczekiwaniu na śmierć sporządzili w więzieniu. Te otrzymane od męczenników różańce były przechowywane jako drogocenna relikwia. Modlitwa różańcowa stała się dla tych wyznawców Chrystusa podstawową szkołą wiary – i źródłem mocy dla następnych męczenników. Trudno o mocniejsze dowody, że wiara ożywiająca tych ludzi była autentyczna i potężna.

Godne uwagi było pierwsze spotkanie ukrytych chrześcijan z katolickim księdzem Bernardem Petitjeanem w 1865 r., w Nagasaki, gdzie kapłan ten był duszpasterzem kupców francuskich; Japończykom za wyznawanie Chrystusa groziła jeszcze kara śmierci. Ojciec Bernard zauważył grupę kręcących się pod jego kościołem Japończyków. „Kiedy otworzyłem drzwi kościoła – napisał w liście do przyjaciela – cała grupa poszła za mną. Jedna z kobiet podeszła do mnie, położyła mi dłoń na piersiach i powiedziała: »Wszyscy mamy takie serce jak ty«. A potem spytała: »Gdzie jest posąg św. Maryi?«. Święta Maryja! Usłyszawszy to święte imię, nie miałem już żadnych wątpliwości. Ci ludzie musieli być potomkami japońskich chrześcijan z bardzo odległych czasów”.

Ostatni misjonarze – jeszcze w pierwszej połowie XVII w. – przekazali swoim wspólnotom trzy kryteria, jak poznać tych głosicieli Ewangelii, którym powinny zaufać: będą oni czcić Maryję, uznawać papieża i żyć w celibacie.

Trudno wątpić, że to modlitwa różańcowa pozwoliła tym maluczkim trwać przy Chrystusie i przekazywać wiarę kolejnym pokoleniom.

 

Nienawiść do różańca

Zwróćmy uwagę na szczególną nienawiść, jaką nieraz budzi różaniec u wrogów wiary. Świadkami tej nienawiści są ci uprzywilejowani świadkowie wiary, których śmierć męczeńską spodobało się Opatrzności Bożej powiązać z różańcem. Zacznijmy od pierwszego wyniesionego do chwały ołtarzy Roma, bł. Zefiryna Gimeneza Malla. Kiedy czerwona Hiszpania szalała nienawiścią do wszystkiego, co katolickie, Zefiryn ujął się za prowadzonym na rozstrzelanie młodym księdzem – było to w Barbastro pod koniec czerwca 1936 r. Rzecz jasna, tyle tylko osiągnął, że sam został aresztowany. „Gdy jeszcze znaleziono w jego kieszeni różaniec, jego los był przesądzony. Jeden z milicjantów, który znał Zefiryna jako dobrego człowieka, próbował go ratować, prosząc o dyskretne oddanie różańca w jego ręce. Zefiryn pozostał jednak wierny swoim przekonaniom. Odważnie wyznał wiarę, godząc się na więzienie i śmierć. W więzieniu modlił się na różańcu i pocieszał innych »wrogów hiszpańskiego ludu«”. Skazany na śmierć, został rozstrzelany 2 sierpnia 1936 r., a beatyfikowany przez Jana Pawła II 4 maja 1997 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły