24 października
środa
Rafala, Marcina, Antoniego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Całująca oprawców

Ocena: 0
2293

Murzynka, niewolnica, zakonnica i święta. Po prostu Bakhita.

Miała osiem lat, łańcuch nakładano jej na nogę, i to tylko w nocy. Łańcuch na szyi spięty kłódką nosili tylko dorośli. Była więc – zgodnie ze swoim imieniem: Bakhita, czyli Szczęśliwa, nadanym przez arabskich handlarzy niewolnikami – prawdziwym dzieckiem szczęścia. Na przykład kiedy ją tatuowano. Wytyczono wtedy na jej ciele linie mąką, nacięto skórę brzytwą i solą wypełniono rozchylone rany. Było ich ponad 120. Do Bakhity szczęście się uśmiechnęło: przeżyła.

Raz udało jej się uciec od jednego ze swoich panów (w życiu miała ich kilku). Biegła zdyszana przez pola i pustynie. Słysząc w ciemności ryk dzikich zwierząt, wspinała się na drzewa. Wszystko na darmo. Dom był bardzo daleko, a ona nie znała drogi. Pochwycili ją kolejni handlarze i sprzedali bogatemu człowiekowi. Bakhicie, o dziwo, niczego tam nie brakowało. Została służącą jego córek, które szczerze ją polubiły. Ale – jak to zwykle w takich opowieściach bywa – któregoś dnia popełniła błąd względem syna pana. Wpadł w furię, rzucił dziewczynę na ziemię, zaczął okładać biczem i kopać. „Jedno z kopnięć w lewy bok zadał z taką siłą, że poczułam się tak, jakbym była martwa. Nie wiem, co działo się potem. Musiałam zostać przeniesiona przez inne niewolnice na moje posłanie, na którym pozostałam bezwładna dłużej niż miesiąc, zupełnie nie mogąc się ruszyć” – opisywała we wspomnieniach.

Po tym wydarzeniu została sprzedana tureckiemu generałowi, którego żona była gorliwą kobietą. Czasami wstawała przed niewolnikami, żeby zobaczyć, czy któryś nie spóźnił się choćby o minutę. Jeśli się spóźnił, biła go biczem. Któregoś dnia generał posprzeczał się z żoną, a że musiał sobie powetować tę scenę, której mimowolnym świadkiem była Bakhita, chwycił rózgę. „Rózga, uderzywszy po wielokroć w moje udo, zdzierając skórę i zagłębiając się w żywe mięso, utworzyła tak długą i głęboką bruzdę, że z jej powodu przez wiele miesięcy musiałam leżeć znieruchomiała na posłaniu”.

Bakhita urodziła się w 1869 r. w jednej z wiosek w prowincji Darfur w Sudanie. Jej stryj był przywódcą wioski, ojciec dość majętnym rolnikiem. Miała trzech braci i cztery siostry – w tym bliźniaczkę. Ostatni raz w swoim 80-letnim życiu widziała się z rodziną w dniu, kiedy została porwana.

Sudan, począwszy od VI w., był chrystianizowany, ale już sto lat później nadeszła arabska odpowiedź z Egiptu. Kolonizacja przyczyniła się do prawie całkowitego wyparcia chrześcijaństwa przez islam w XV-XVI w. Powstały wówczas liczne państwa utrzymujące się głównie z handlu niewolnikami. W latach 20. XIX w. północny i środkowy Sudan opanowała armia osmańskiego namiestnika Egiptu Muhammada Alego. Rządy osmańskie wiązały się m.in. z masowym wywozem niewolników. Kolonialna dominacja Wielkiej Brytanii i zdelegalizowany handel niewolnikami w 1863 r. niewiele zmieniły sytuację. Handel żywym towarem wciąż ma się dobrze. Mimo XXI wieku.

Kiedy Bakhita miała 15 lat, na targu w Chartumie kupił ją włoski konsul. Nie bił jej batem, jak jego poprzednicy, ale okazał dobroć i życzliwość. Niewolnica zaznała spokoju, miłości i chwil radości. Po dwóch latach konsul został wezwany do swojego kraju – wyjechała z nim także Bakkhita. Zanim nie znalazła się we Włoszech, nie miała pojęcia o Bogu chrześcijan, a mimo to z otwartością od dzieciństwa zastanawiała się: „Patrząc na słońce, księżyc, gwiazdy, mówiłam sobie: kto jest Panem tego wszystkiego? I odczuwałam ogromne pragnienie ujrzenia Go, poznania Go i złożenia Mu hołdu”. Księga Mądrości wtóruje Bakhicie: „Głupi z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest; patrząc na dzieła, nie poznali Twórcy”. We Włoszech wreszcie poznała Boga, w wieku 21 lat została ochrzczona, otrzymując imię Józefina. Wstąpiła do klasztoru i stała się siostrą ze zgromadzenia św. Magdaleny z Canossy.

Przez ponad 50 lat w domu zakonnym w Schio była kucharką, praczką, szwaczką, furtianką. To jedne z jej najsłynniejszych słów: „Gdybym spotkała tych handlarzy niewolnikami, którzy mnie porwali, a także tych, którzy mnie torturowali, uklękłabym przed nimi i ucałowałabym im ręce, ponieważ gdyby się to wszystko nie wydarzyło, nie byłabym teraz ani chrześcijanką, ani zakonnicą”. Zmarła w 1947 r., mając blisko 80 lat. Podczas agonii widziała ponownie dni niewolnictwa i błagała pielęgniarkę czuwającą przy niej: „Rozluźnijcie mi łańcuchy, one są tak ciężkie!”. Od tych cierpień uwolniła ją Najświętsza Panna. Ostatnie słowa Bakhity to: „Maryja, Maryja...”. W 2000 r. Jan Paweł II ogłosił s. Józefinę Bakhitę świętą, to znaczy szczęśliwą na wieki.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane komentarze

 

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -