25 marca
poniedziałek
Marioli, Wieczyslawa, Ireneusza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Być księdzem

Ocena: 0
1126

Nieraz zadaję samemu sobie pytanie: jak to się właściwie stało, że zostałem księdzem?

fot. arch. ks. Jana Sochonia

Wychowałem się, przyznaję, w aurze konfesyjnej, niemal od dziecka otoczony opieką i stylem bycia proponowanym przez kulturę przykościelną, ale przecież nie myślałem o kapłaństwie jako własnej drodze życia. Nawet się trochę bałem tego rodzaju stanu, będącego wszak konsekwencją tajemniczego wybrania, skrytego pod osobliwą formułą „powołanie”. O niewielu przecież ludzkich profesjach odważamy się mówić w taki właśnie sposób. Tu jednakże chodziło o powołanie religijne, a więc głębokie, wyczuwalne wręcz namacalnie, odczucie, że sakramentalna służba we wspólnocie Kościoła jest moim przeznaczeniem, to znaczy wypływa z wolnej i świadomej odpowiedzi na wezwanie z nieba. Aby to się mogło stać, musiałem wzrastać w przestrzeni wiary, doznać jej powabu, usłyszeć o Chrystusie i Jego niesamolubnej miłości, dzięki której świat mógł zostać odkupiony.

Moja mama Franciszka stała się pierwszą przewodniczką w sprawach wiary. Nie przedstawiała żadnych intelektualnych argumentów, tylko osobistym świadectwem, umiłowaniem Chrystusa, żarliwością modlitewną i liturgiczną pobożnością zachęcała, bym szedł w jej ślady. I starałem się tak czynić, zwłaszcza, że odziedziczyłem po niej zasadnicze cechy charakteru. Nie byłem i nie jestem tak łagodny ani tak wrażliwy na potrzeby innych ludzi, jak ona, ale zachowałem w sobie pewną rzewliwość, pewien troskliwy sposób zachowania i odnoszenia się do innych osób. Jak każdy młody chłopak przeszedłem trudny szlak dojrzewania, a właściwie dorastania do pełni człowieczeństwa, której żyjąc nigdy nie osiągniemy. Nastąpi to dopiero – jak zapowiedział Chrystus – w Królestwie niebieskim.

 

W świetle kultury przykościelnej

Miałem jednak wielkie szczęście, gdyż opieką duszpasterską objął mnie ks. Piotr Bożyk, wychowawca i duchowy powiernik Alka Popiełuszki, z którym i mnie później zwiążą przedziwne losy i więzy. Ksiądz Piotr uczynił z wasilkowskiej parafii miejsce, gdzie mogłem stykać się z ideami zakorzenionymi w Ewangelii, bronić się przed naporem socjalistycznej miernoty i ideologicznego zniewolenia. Byłem w stanie przezwyciężać pokusy niesione przez ówczesną rzeczywistość i to wszystko, co zwie się „wiekiem durnym i chmurnym”. Zyskałem świadomość, że do wiary trzeba dorastać, że każdy człowiek ma prawo do prawdziwej polskiej historii, do stanowienia o sobie i swoich wyborach, że wolność jest Bożym darem i nie może być przez nikogo kwestionowana. W tamtych latach duchowieństwo stanowiło istotny oręż chroniący, zwłaszcza młodzież, przed zakusami oficjalnych programów nauczania i przynętami podsuwanymi przez partyjnych ideologów, którzy zapewniali, że trzeba oddalić polską, patriotyczną perspektywę i zwrócić się w stronę wizji obiecującej ateistyczny raj.

Na szczęście te ideologiczne miraże nigdy nie zostały zrealizowane, także i dlatego, że mocno trwała kultura przykościelna, w której zawsze można było (choćby na chwilę) się schronić. Panowały w niej inne niż komunistyczne prawa, inni byli zbiorowi bohaterowie, inne kryteria dobra i zła. Także czas płynął w innym tempie i w odmiennym rytmie, organizowany według innych świąt, uroczystości, rocznic i kultów. Język religijny nie przekształcał się, w zależności od okoliczności, w nowomowę, skrywającą realny stan rzeczy, zniekształcającą zbiorową świadomość.

Dzisiaj, mimo dokonanych już zmian, sytuacja Kościoła i ludzi wierzących pozostaje daleka od normalności. Mam na myśli nie tylko rozrost tendencji sekularyzacyjnych czy postaw z obojętnością reagujących na wartości religijne, często podszytych liberalnym stylem życia, ale również falę prześladowań, jaka obejmuje chrześcijan niemal na całym świecie. Tysiące wiernych oddaje swoje życie za Chrystusa (wypada mówić nawet o czystkach religijnych), a presja ideologii islamskiej przybiera coraz groźniejsze formy. Z naszej, chrześcijańskiej strony, odpowiedzią na tego rodzaju nieludzkie poczynania może być tylko i wyłącznie naśladowanie Chrystusowego sposobu bycia, wciąż ponawiana próba życia zgodnego z Jego wolą.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -