20 lipca
piątek
Czeslawa, Hieronima, Malgorzaty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Bo jest ze mną

Ocena: 0
624

Nie planowałam, że w wielkanocnym numerze napiszę, czym tak naprawdę jest zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa i dzięki temu Jego obecność w życiu człowieka – konkretnego, z imienia i nazwiska, choć na pewno nie – zwyczajnego.

Nie planowałam tego tekstu, ale 4 kwietnia uczestniczyłam w spotkaniu, które nieoczekiwanie dało mi ten właśnie temat do świątecznego numeru.

W małej sali warszawskiego kina Kultura odbywała się projekcja filmu znanego dokumentalisty Grzegorza Gajewskiego „Szrajberka z Auschwitz”. Bohaterką była Zofia Posmysz, pisarka obecna na widowni, sędziwa (rocznik 1923!) pani, która większość lat wojny spędziła jako więźniarka w niemieckim obozie koncentracyjnym KL Auschwitz. W filmie Grzegorza Gajewskiego mówi: „w pewnym sensie nigdy stamtąd nie wyszłam”. Kilka lat temu o Zofii Posmysz pisała na naszych łamach Irena Świerdzewska. Pisarka opowiedziała jej o ryngrafie z wizerunkiem cierpiącego Chrystusa, który jakimś cudem – tak, tak właśnie wyglądają cuda – dostała w obozie i który od tamtej pory towarzyszy jej bez przerwy. Los tego ryngrafu pisarka opisała w opowiadaniu „Chrystus oświęcimski”.

Mówi o nim w filmie, w którym kamera towarzyszy jej na dawnych obozowych ścieżkach i na spotkaniu z niemiecką młodzieżą. I w podkrakowskiej wsi, dokąd jeździła na wakacje, zawsze z wyprawą do Kalwarii Zebrzydowskiej. Opowiada też o księdzu, który zachęcał uczennice do odprawienia dziewięciu pierwszych piątków, bo wtedy – mówił – Pan Jezus czuwa, abyś nie odeszła z tego świata bez sakramentów. Zosia bardzo się tym przejęła i – jak mówi – w Auschwitz zawsze wiedziała, że Pan Jezus nie pozwoli jej odejść ze świata, więc mimo najstraszliwszych przejść przeżyje.

Gdyby Jezus nie zmartwychwstał, próżna by była nasza wiara.

I wtedy Grzegorz Gajewski, reżyser, wywołał z widowni jeszcze jedną bohaterkę swojego – powstającego – filmu. Anna Szałaśna, muzykolog, rocznik 1926. Do KL Auschwitz trafiła w roku 1943, z bardzo okaleczoną nogą, niemal bez szans na przeżycie. Kiedyś – też jakimś cudem – dostała różaniec i nosiła go na szyi. Był dla niej wszystkim. Pewnego razu zaryzykowała i spróbowała się umyć w czasie zabronionym, w efekcie czego straciła różaniec. Biadała nad stratą, a wtedy jedna z więźniarek zapytała, czy chodzi jej o paciorki, czy o spotkania z Jezusem i Jego Matką.

Gdyby Jezus nie zmartwychwstał, z Kim by się spotykała? Anna Szałaśna trafiła jeszcze do KL Ravensbrück, potem – leczona w Szwecji – wróciła do Polski. Na maturze można było jeszcze zdawać religię, miała temat: „Wiara i rozum”. Nigdy nie miała kłopotów z wiarą? Po tym wszystkim?

– Wie pani – powiedziała już w osobistej rozmowie – ja nigdy nie zapomniałam tego, co usłyszałam w konfesjonale po pierwszej spowiedzi. Jezus zawsze był ze mną.

Na wielkanocnym spacerze, już po rezurekcji i wielkanocnej Komunii Świętej, opowiem o tym wnukom.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI