22 lipca
niedziela
Marii, Magdaleny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Adwent to nie wczasy

Ocena: 4.83333
1857

– Opanowanie umiejętności milczenia jest równie ważne, jak opanowanie umiejętności mowy – mówi o. Leon Knabit OSB

fot. Radek Molenda / Idziemy

Z o. Leonem Knabitem OSB rozmawia Radek Molenda

 

Dlaczego Adwent ma być czasem radosnym?

Dawniej Adwent był traktowany na równi z Wielkim Postem. Jednak obecnie Kościół podkreśla, że Wielki Post kończy się – zanim nastanie zmartwychwstanie Chrystusa – Jego męką. Możemy więc, aby być razem z Jezusem, w jakiś sposób włączać się w tę mękę. Adwent natomiast kończy się od razu zawołaniem „Chwała na wysokości Bogu”. Możemy więc już od początku Adwentu cieszyć się nadchodzącą jutrzenką Bożego Narodzenia.

 

I czuwać, aż Bóg, który nas zbawi, przyjdzie. Co to oznacza?

Liturgia adwentowa wskazuje na pewną postawę człowieka w ogóle. Przypominam sobie afisz przed pielgrzymką Jana Pawła II do Polski, na którym było napisane „Czekamy”, a który kard. Franciszek Macharski skomentował słowami: „Nie czekamy. Wychodzimy naprzeciw”. W Piśmie Świętym czytamy: „Oto Pan przychodzi, wyjdźcie Mu na spotkanie”. Mamy czynnie oczekiwać na przyjście Pana Boga. Adwent przypomina potrójne przyjście: najpierw w Betlejem, następnie przychodzenie wciąż Boga do człowieka, wreszcie trzecie przyjście – na końcu czasów. Adwent zachęca nas do gotowości na przyjście Boga do nas w każdej chwili. To Adwent historyczny, zaktualizowany: Pan Bóg jest i przychodzi. Bądź gotów wyjść Mu na spotkanie.

 

Czy świątobliwi benedyktyni tynieccy potrzebują prostować ścieżki swojego życia dla Pana?

Tak, jak każdy. Kiedy patrzę na siebie i na współbraci – nikogo gotowego na przyjście Pana nie widzę. Może i są, ale to wie tylko Pan Bóg. Ale warto się starać. Czym więcej światła rzucamy na nasze życie, tym więcej jeszcze widać plamek, niedoskonałości. Gdybym miał wszystko wyprostowane, to pewnie już by Pan Bóg mnie zabrał do siebie, ale nie zabiera. Tak więc mimo moich 87 lat wciąż mam ze sobą trudności, nad którymi trzeba wciąż pracować.

 

Ma Ojciec sposób na dobre przeżycie Adwentu?

W klasztorze nie mamy właściwie własnych pomysłów na przeżywanie szczególnych okresów liturgicznych. Każdy taki okres to jest u nas przede wszystkim liturgia oficjum: śpiewy, melodie, klimat, kolor szat, roraty... Jest w duszy coś intymnego, co pozwala przeżyć liturgię nie tylko jako rzeczywistość historyczną, ale też jako prawdziwe uobecnienie. W Adwencie liturgia pomaga mi uobecnić sobie i oczekiwanie na przyjście do nas Boga, i samo Jego przyjście. Tak więc mój sposób to jedynie włączyć się w to, co w klasztorze nam daje liturgia, jej klimat itd.

 

To też pewnie działa w przypadku osób świeckich – dobrze przeżyć Adwent przez włączenie się w adwentową liturgię, rozważanie liturgicznych czytań, uczestnictwo w roratach?

Wszyscy, dla których Eucharystia jest centrum przynajmniej tygodnia, natychmiast wchodzą w symbolikę i problematykę duchową, którą niesie ze sobą liturgia Adwentu. Pozostali natomiast nawet nie wiedzą, że jest coś takiego jak Adwent. Z kolei jako takie pojęcie, że będą święta Bożego Narodzenia, mają dzięki obyczajom handlowym, które nierzadko zaraz po Halloween zaczynają hałaśliwie reklamować świąteczne gadżety.

 

Mówi się, że benedyktyni tynieccy na Adwent i Wielki Post wynoszą ze swoich cel dosłownie wszystko, a potem wnoszą z powrotem jedynie to, co niezbędne, pożyteczne dla duszy. Resztę oddają innym lub wyrzucają.

Takie porządki, kiedy pozbywano się tego, co niepotrzebne, robiło się dawno temu, po rekolekcjach, ale już nawet nie za moich czasów. Ubóstwo ubóstwem, ale jak się było proboszczem czy katechetą, trzeba było mieć jakieś, sznureczki, guziczki, pudełeczka, które się dzieciom zawsze mogły przydać. A w moim wieku myśli się, jak się w ogóle wyzbyć wszystkiego, żeby po mojej śmierci nie było kłopotu, co z tym zrobić. Ale kiedy patrzę czasem po celach braci – mają naprawdę, na szczęście, bardzo niewiele.

 

Może warto, byśmy porobili na Adwent podobne porządki?

Święty Józef, kiedy trafili z Maryją do stajni w Betlejem, zrobił tam porządek na okoliczność narodzenia Jezusa. Wielu ludzi nie ma tego szczęścia, by na co dzień żyć z Bogiem. Warto więc wykorzystać tę sprzyjającą okoliczność Adwentu i jako przygotowanie do świąt porobić porządki w stajni swojego „Ja”. Podjąć jakieś umartwienie, opanować używanie mediów i używek, poprawić relacje z bliźnimi, a w razie potrzeby odbyć gruntowniejszą spowiedź. I przez to wznieść się ponad – cenny skądinąd – świąteczny folklor.

Opanowanie umiejętności milczenia jest równie ważne,
jak opanowanie umiejętności mowy.

 

Potrzebujemy w Adwencie umartwienia?

Każdy człowiek potrzebuje pewnego zdyscyplinowania swojego życia z miłości dla Pana Boga. I tak jak chłopiec dla kochanej dziewczyny uszczupla swój stan posiadania, by kupić jej prezent, lub rezygnuje z ulubionego przyzwyczajenia, by być z nią dłużej w dzień jej urodzin czy imienin, tak i człowiek kochający Boga rezygnuje z pewnych rzeczy, przywiązań czy zwyczajów, przygotowując się do Jego uroczystości. Na przykład śpioch zrywa się codziennie na roraty.

 

Jak to umartwienie może konkretnie wyglądać?

Chodzi najczęściej o drobne, codzienne rzeczy. Chociażby o przyjmowanie drugiego człowieka bez zniecierpliwienia. Niekiedy ktoś nam zawraca głowę, chcielibyśmy go spławić. Ale nie – jak Pan Jezus nie odmawiał człowiekowi żadnej prośby, tak my możemy starać się robić to samo.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Współtworzył w Lyonie kwartalnik „Chemin Neuf” (potem „FOI”). W „Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Od lutego 2017 r. członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A.

 

SALON DZIENNIKARSKI