21 sierpnia
poniedziałek
Joanny, Kazimiery, Piusa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Adam Chmielowski pisze do przyjaciół

Ocena: 0
342

Słowa listu do Chełmońskiego były proste, męskie: „Kochany Józefie... radzę Ci jak szczery brat i kolega, żebyś się ratował i do spowiedzi poszedł...”

Adam Chmielowski, ok. 1875 r.

Jesienią 1880 roku Adam Chmielowski, trzydziestopięcioletni artysta malarz, wstępuje do nowicjatu jezuitów w Starej Wsi. Stało się to po tym, jak odbył rekolekcje u jezuitów w Tarnopolu. Ważną lekturą musiała być wówczas dla przyszłego Brata Alberta książka „Rozważ to dobrze, czyli myśli zbawienne dla dobrych i złych” ks. Henryka Jackowskiego SJ, skoro jej egzemplarze, wraz z zawiadomieniem o podjętej decyzji, wysłał kilku bliskim osobom. „W myślach o Bogu i przyszłych rzeczach – znalazłem szczęście i spokój – którego daremnie szukałem w życiu... Kładę habit zakonny, żebym miał reguły i obowiązki, które by mi nie pozwalały upadać coraz niżej, bo każdy człowiek upada, jeśli nic go nie podtrzymuje i do Boga nie zdąża. Książeczkę tę mądrą posyłam Ci na niepewną godzinę, których tak dużo trzeba przeliczyć w naszym biednym życiu. Przyjm dobrym sercem od kolegi wraz z najserdeczniejszym pozdrowieniem” – pisze w dedykacji do Józefa Brandta, również malarza, znajomego jeszcze z czasów studiów w Monachium.

 

Bogu chwała i sztuce

Ta sama książka trafia do Józefa Chełmońskiego. Chmielowski dołącza do niej długi, bardzo osobisty list i... święty wizerunek. „Posyłam Ci obraz Matki Boskiej, który mam po matce – pisał w pierwszym zdaniu. – Powieś go nad łóżkiem, żeby ta dobra Pani, którą przedstawia, strzegła Ciebie i Twojego domu.” Książka ma wyjaśnić przyjacielowi, „dla jakich powodów ludzie do zakonów wstępują”.

Z młodszym o cztery lata Chełmońskim Adam Chmielowski znał się także jeszcze z czasów studenckich. W Monachium klepali tę samą biedę, tęsknili za ojczyzną i zżymali się na manierę swoich profesorów. Zbliżyli się do siebie po powrocie do Warszawy. W latach 1875-77 wraz ze Stanisławem Witkiewiczem i Antonim Piotrowskim wynajęli pracownię na poddaszu Hotelu Europejskiego. Tam mieszkali, tworzyli – Chełmoński słynne „Babie lato”, Chmielowski „Pogrzeb samobójcy” – spierali się o sztukę, przyjmowali gości. Bywali tam m.in. Henryk Sienkiewicz i Helena Modrzejewska, wybitna aktorka, uważana za najpiękniejszą kobietę swego czasu. To ona wiele lat później napisze w swoich „Wspomnieniach i wrażeniach”: „Drugi z trójcy to Adam Chmielowski. Był on, i jest jeszcze, kiedy te słowa piszę, chodzącym wzorem wszystkich cnót chrześcijańskich i głębokiego patriotyzmu – prawie bezcielesny, oddychający poezją, sztuką i miłością bliźniego, natura czysta i nieznająca egoizmu, której dewizą powinno być: Szczęście dla wszystkich, Bogu chwała i sztuce!”.

Czytaj dalej w e-wydaniu lub wydaniu papierowym
Idziemy nr 25 (611), 18 czerwca 2017 r.
Artykuł w całości ukaże się na stronie po 28 czerwca 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktorka i felietonistka "Idziemy". Autorka książek "Cudownie być mamą" i "Pierwsza Biblia mojego dziecka". Wraz z mężem wieloletnia animatorka Spotkań Małżeńskich. Mama dwóch córek i czterech synów.



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły