23 października
poniedziałek
Marleny, Seweryna, Igi
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Przepaść

Ocena: 0
213

Chciałbym znów zobaczyć polski klub w piłkarskiej Lidze Mistrzów. Bardzo bym się ucieszył, gdyby jeden z trzech naszych przedstawicieli awansował do fazy grupowej Ligi Europejskiej.

W miniony weekend ruszyły rozgrywki piłkarskiej Ekstraklasy. Broniąca mistrzostwa Legia Warszawa przegrała z beniaminkiem Górnikiem Zabrze 1:3. Fot. PAP/Andrzej Grygiel

Każdy dobrze życzący naszej piłce kibic na pewno myśli podobnie. Bo to, jak prezentujemy się w rywalizacji z innymi klubami, świadczy o całym polskim futbolu. Reprezentacja zachwyca, ale ciągle musimy pamiętać, że to okno wystawowe. Świetnie, gdy mamy się czym chwalić, jednak nie zapominajmy: kluby niezmiennie są w bardzo trudnej sytuacji. Takiej nie do pozazdroszczenia. Bo nasza ekstraklasa, mimo ciągłego rozwoju, nadal przegrywa z tymi najsilniejszymi, czytaj: najbogatszymi.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, niech prześledzi tylko część letnich transferów. Jan Bednarek z Lecha Poznań, Vadis Odjidja-Ofoe z Legii Warszawa czy Dawid Kownacki ze wspomnianego już Lecha – wszyscy wyjechali. I nie ma żadnego znaczenia, czy jest to doświadczony piłkarz zagraniczny, który w Polsce się odbudował i zapragnął kolejnych wyzwań, czy są to młodzi zawodnicy, jedni z najbardziej perspektywicznych w kadrze młodzieżowej. Droga, jaką przebywają, i sposób działania jest niemal identyczny. Przychodzi klub z Włoch, Niemiec, Hiszpanii czy Anglii. A to oznacza jedno – koniec dyskusji. Oczywiście można ją podejmować, można podbijać cenę (czasami nawet bardzo skutecznie), ale koniec jest zawsze – powtórzę: zawsze – taki sam. Wybrany piłkarz trafia tam, skąd akurat przyjechali działacze bogatsi od naszych. Tak było, tak jest i niestety jeszcze długo tak będzie.

Ponad rok temu obecny właściciel Legii Dariusz Mioduski opowiadał o spotkaniu z działaczami Ajaxu. Klub z Amsterdamu grał z legionistami i podczas kolacji prezesi holenderskiej drużyny opowiadali, że na klubowym koncie mają około stu milionów euro – wolnych środków, które mogliby wydać na dowolny cel. Ale nie płacili nimi za piłkarzy, nie szastali pieniędzmi na prawo i lewo. Bo zdają sobie sprawę, że jeśli za upatrzonego zawodnika będą chcieli zapłacić dwadzieścia milionów, to dowolny klub angielski położy na stole dwa razy więcej. Tak po prostu. Bo w Anglii, między innymi dzięki kontraktom telewizyjnym, nawet najsłabsze kluby są w stanie przebić mistrza Holandii, Belgii, o Polsce nie wspominając. Dzieli nas od piłkarskiej Europy przepaść. Musimy o tym pamiętać. I dlatego co roku o sukcesy w europejskich pucharach jest tak trudno. Bo tej przepaści zasypać się nie da.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły

- Reklama -