23 października
wtorek
Marleny, Seweryna, Igi
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pierwszy mecz na mundialu

Ocena: 5
1184

Osiemdziesiąt lat temu polscy piłkarze rozegrali swój pierwszy mecz na mistrzostwach świata. Cóż to było za spotkanie! Pojedynek z Brazylią zakończył się dopiero po dogrywce zwycięstwem naszych rywali 6:5.

Od lewej: Leônidas, Gałecki, Szczepaniak; fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

„Trzeba przyznać, że przebieg meczu ułożył się, jakby kierowała nim za kulisami ręka najsprawniejszego reżysera, obeznanego z psychiką tłumu, dyrygującego kontrastowymi efektami” – pisał następnego dnia po spotkaniu „Przegląd Sportowy”. Fragmenty meczu można dziś znaleźć na kanale YouTube (!).

Trzecie w historii mistrzostwa świata w piłce nożnej odbywały się w cieniu nadchodzącej nad Europę wojny. Po turnieju w Urugwaju (1930) i we Włoszech (1934) nadszedł czas na Francję. Na mundial, rozgrywany od 4 do 19 czerwca 1938 r. w dziesięciu miastach, zakwalifikowało się 16 drużyn. Na francuskich stadionach pojawiło się już jednak tylko 15 zespołów. Z powodu Anschlussu nie wystartowała Austria, a większość jej piłkarzy znalazła się w reprezentacji III Rzeszy. Polska – po pokonaniu Jugosławii – znalazła się w gronie debiutantów obok Norwegii, Kuby oraz… Holenderskich Indii Wschodnich (dziś Indonezja). Był to drugi duży turniej biało-czerwonych po Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie. Koncepcja stworzenia reprezentacji Polski powstała już w 1919 r., ale swój pierwszy mecz międzypaństwowy – z Węgrami – nasi piłkarze rozegrali dopiero w 1921 r., gdy minęło zagrożenie ze strony bolszewików.

Wyjazd z Poznania na mundial

Rywalizacja na turnieju we Francji odbywała się systemem pucharowym. Porażka eliminowała zatem z dalszej gry. Na Polaków czekało więc trudne zadanie, bo przeciwnik był nie byle jaki. W brazylijskiej drużynie królował Leônidas da Silva. Napastnik, nazywany „czarnym diamentem”, był najbardziej znanym brazylijskim piłkarzem, zanim świat oszalał na punkcie Pelego.

Do Francji pojechało z Polski 15 zawodników, podopiecznych Józefa Kałuży: napastnik Warszawianki Stanisław Baran, siedemnastoletni bramkarz Ruchu Chorzów Walter Brom, pomocnik Dębu Katowice Ewald Dytko, obrońca z ŁKS-u Łódź Antoni Gałecki, spec od defensywy z Chorzowa Edmund Giemsa, pomocnik Cracovii Wilhelm Góra, bramkarz Edward Madejski, pomocnik warszawskiej Polonii Erwin Nyc, bracia Ryszard i Wilhelm Piecowie z zespołu Naprzód Lipiny, napastnik AKS Chorzów Leonard Piątek, wychowanek poznańskiej Warty Fryderyk Szerfke, kapitan biało-czerwonych, legenda Polonii Warszawa Władysław Szczepaniak oraz napastnicy chorzowskiego Ruchu Gerard Wodarz i Ernest Wilimowski.

Ten ostatni okazał się prawdziwą gwiazdą pojedynku z Brazylią. Wilimowski to postać tragiczna. Cudowne dziecko śląskiego futbolu. Nie miał jeszcze 18 lat, gdy zadebiutował w reprezentacji Polski w meczu z Danią w Kopenhadze. W barwach biało-czerwonych „Ezi” grał przez pięć lat. Aż do ostatniego przed wojną słynnego spotkania z Węgrami w Warszawie. Po agresji niemieckiej podpisał volkslistę i został powołany do reprezentacji III Rzeszy, w której wystąpił ośmiokrotnie, strzelając 13 bramek. Przez wielu uznany za zdrajcę, na lata został wymazany z historii polskiego sportu.

W 1938 r. był jednak w grupie, która po zaledwie sześciodniowym zgrupowaniu w Wągrowcu wyruszyła pociągiem z Poznania do Strasburga. Podróż trwała ponad dobę. Piłkarze na przygotowanie się do meczu mieli we Francji zaledwie dwa dni.

Nasz debiut w finałach mistrzostw świata miał miejsce 5 czerwca na Stade de la Meinau w Strasburgu. Obserwowało go kilkanaście tysięcy kibiców. „Start Brazylijczyków był tak mocny, że beznadziejny wydawał się wszelki wysiłek” – czytamy w „Przeglądzie Sportowym”. W 18. minucie pada pierwsza bramka po strzale Leônidasa. Ale już pięć minut później jest 1:1. Strzał z rzutu karnego Fryderyka Szerfkego zapisuje się w annałach jako pierwsza w historii bramka reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Radość nie trwa jednak długo. Minutę później piłkę w polskiej bramce lokuje Romeu, a tuż przed gwizdkiem kolejnego gola dokłada Perácio. Do przerwy 3:1. Niebo nad Strasburgiem pokrywają chmury. Zaczyna padać deszcz.

Aura nie sprzyja doskonałym technicznie Brazylijczykom. Tymczasem w reprezentantów Polski jakby wstąpiły nowe siły. W ciągu niespełna 15 minut drugiej połowy Wilimowski doprowadza do remisu. Jednak kolejny strzał Perácia znów odwraca losy meczu. 4:3 dla Brazylii. Ale jest jeszcze 20 minut. Polacy nadal walczą.

„Piątek przypomniał sobie nareszcie, jak to idzie się na przebój, choćby trzeba było wypruć z siebie kiszki. Goni za piłką, mija dwóch przeciwników, jeszcze starczy siły na strzał… odbitka… Szerfke lekko muska piłkę… tłok pod bramką, znów piłka wraca w pole… pod nogi Wilimowskiego i… tu dosięga ją los. Jest znów 4:4! Do końca gry zostały sekundy i jakieś ich ułamki… Trybuny szaleją” – relacjonuje „Przegląd Sportowy”.

I dogrywka! Znów przewagę mają Brazylijczycy i niezrównany Leônidas, który strzela biało-czerwonym jeszcze dwie bramki. Na minutę przed końcem dogrywki rezultat na 6:5 ustala swoim strzałem Wilimowski.

Po porażce Polacy musieli pożegnać się z turniejem. Na mundial powrócili dopiero po 36 latach. Brazylijczycy dotarli wysoko, zajmując ostatecznie trzecie miejsce. Mistrzostwo przypadło drugi raz z rzędu Włochom, którzy w finale pokonali wspaniałą w tamtym czasie drużynę węgierską.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka dziennikarstwa, etnologii i teologii. Od 2012 roku związana z tygodnikiem „Idziemy”. Należy do Wspólnoty Sant’Egidio.



Najczęściej czytane komentarze

 

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -