14 grudnia
piątek
Alfreda, Izydora, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Olimpijskie historie

Ocena: 5
2747

Jedną z najpiękniejszych napisała w Pjongczangu czeska zawodniczka Ester Ledecka.

fot. PAP/EPA/GUILLAUME HORCAJUELO / JENS BUETTNER

Czeszka wygrała alpejski supergigant. Tytuł wywalczyła z przewagą… jednej setnej sekundy. W ten sposób zapisała się w historii igrzysk. Trafiła tam także dzięki temu, że wcześniej w zawodach Pucharu Świata o miejscach w czołówce mogła tylko pomarzyć. Ale przede wszystkim dzięki temu, że do Korei pojechała z nadziejami na sukces… w snowboardowym slalomie gigancie równoległym. To w tej dyscyplinie zdobywała medale mistrzostw świata, a w rywalizacji alpejek pojawiła się jakby przy okazji. I przeszła do historii. Jej sukces był sensacją, a Ester na konferencję prasową z medalistkami przyszła w goglach. Żartowała, że to koleżanki, a nie ona, były umalowane i przygotowane na taką wizytę.

Na takiej imprezie jak igrzyska olimpijskie nie mogło też zabraknąć gladiatorów. Dla mnie na to miano zapracowali jednak nie tylko ci, którzy sięgnęli po złote medale. Miejsce na tej liście należy się Wojtkowi Wolskiemu. Urodzony w Zabrzu hokeista pojechał na igrzyska z reprezentacją Kanady. A przecież półtora roku temu ludzie łapali się za głowy po wypadku z udziałem Wolskiego. W meczu ligowym uderzył głową w bandę, uraz kręgosłupa groził utratą pełnej sprawności, o grze w hokeja nie wspominając. Udało się dzięki wszczepieniu płytki tytanowej. Nie wiem, na ile zrobiła ona z Wojtka sportowego tytana, ale na pewno pomogła mu wrócić do tego, co kocha. I zostać jednym z olimpijskich gladiatorów.

Jest nim bez wątpienia Dario Cologna. Szwajcar został pierwszym biegaczem narciarskim w historii, który wywalczył trzy złote medale olimpijskie w tej samej konkurencji. Cologna jeszcze niedawno miał przeogromne problemy z mięśniami łydki. To przez nią dwa lata temu stracił szanse na walkę o Puchar Świata i przez nią zmienił technikę biegu. Jednak dopiął swego. I na mecie biegu na 15 kilometrów nie był w stanie ukryć łez. Łez szczęścia i wzruszenia.

Łzy popłynęły też w wielu polskich domach, gdy Kamil Stoch trzeci raz w karierze został mistrzem olimpijskim. Uniósł wielki ciężar. To był ciężar oczekiwań całej sportowej Polski, bo do startu na dużej skoczni nasz kraj nie miał w Pjongczangu żadnego medalu. Kamil zwyciężył. I przyznał, że koreańskie złoto smakuje wyjątkowo. Inaczej niż to wywalczone w Soczi. W Azji Stoch napisał kolejny piękny rozdział swojej kariery. Kariery sportowca genialnego i sportowca spełnionego.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest dziennikarzem TVP

 

Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -