24 lutego
sobota
Macieja, Bogusza, Sergiusza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Musi być lepiej

Ocena: 4.25
753

Jestem jednym z nich. Należę do tego grona i nic tego nie zmieni.

fot. PAP/EPA/CHRISTOPHER NEUNDORF

Uwielbiam, szanuję, wspieram piłkę ręczną w naszym kraju. Dlaczego? Bo to jeden z najbardziej widowiskowych sportów na świecie. Dyscyplina budząca ogromne emocje. Łatwo się w niej zakochać, a gdy tak się już stanie – nie ma odwrotu. Człowiek angażuje się na całego. I dziś jestem jednym z tych, którzy mają powody do zmartwień. Zakończone niedawno mistrzostwa Europy szczypiornistów potwierdziły bolesną prawdę. Polska reprezentacja to w tym momencie średniak.

Kiedy do głosu dochodzi mój wewnętrzny pesymista, to aż strach się bać. Nie widzę bowiem światełka w tunelu. Nie dostrzegam oznak pozwalających wierzyć, że szczypiorniak w naszym kraju stanie mocno na nogi. Jedną z głównych przyczyn takiego stanu rzeczy jest fakt, że nie wykorzystano sukcesów reprezentacji sprzed prawie dwóch dekad. Aż trudno uwierzyć, ale od srebrnego medalu na mistrzostwach świata w Niemczech minęło już tyle lat. To był przecież rok 2007. O piłkarzach ręcznych zrobiło się głośno. Oni tę temperaturę przez dość długi okres podtrzymywali. I właśnie to był ten czas. Należało wykorzystać zainteresowanie wszystkich dookoła, by zacząć budować coś poważnego. Pewnie należało skorzystać z doświadczeń innych. Brać przykład z siatkówki lub szukać rozwiązań za naszą zachodnią granicą, bo w Niemczech szczypiorniak ma solidne podstawy. Tak się nie stało. Boom minął i dziś zamiast tłumów młodzieży w klubach mamy kłopoty. Wiem, wiem, wiem. Dotyczą one nie tylko piłki ręcznej. Powtórzę jednak – ta dyscyplina miała sukcesy, one dały zainteresowanie. Należało kuć żelazo, póki gorące. Od razu, natychmiast. Bo wtedy było łatwiej, a dziś na zapleczu pojawiła się pustka. Trenerzy nie mają skąd brać młodych zdolnych. I dlatego mój wewnętrzny pesymista krzyczy: „Dobrze już było!”.

Na szczęście mam w sobie dość sił, by dać prawo głosu także temu drugiemu. On czasami działa wbrew logice, jest jednak potrzebny. Cóż więc mówi mój wewnętrzny optymista? Podkreśla, że Marcin Lijewski to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Mający w CV piękne sukcesy jako zawodnik, chwalony od początku swej pracy jako trener. Co równie istotne, to człowiek sprawiedliwy, szanowany w środowisku. Ma wsparcie, potrzebuje oczywiście czasu oraz spokoju. Na pewno jednak nie zabraknie mu ognia. Marcin Lijewski kocha tę pracę, dlatego zrobi wszystko, by reprezentacja Polski nie stała w miejscu. A ta drużyna musi się rozwijać. Krok po kroku. Niespiesznie, ale nieustannie powinna iść do przodu. Takim małym znakiem, symbolem, momentem dającym nadzieję, był ostatni mecz na Euro. Po dwóch porażkach Polacy nie zwiesili głów. Zagrali najlepszy mecz na turnieju, ograli Wyspy Owcze i nie wrócili do domów z zerowym dorobkiem. Jeśli więc nawet na zapleczu reprezentacji nie ma tłumów utalentowanej młodzieży, to niezmiennie mam w sobie wiarę, że będzie lepiej.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest dziennikarzem TVP

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 23 lutego

Piątek, I Tydzień Wielkiego Postu
Odrzućcie od siebie wszystkie grzechy
i uczyńcie sobie nowe serce i nowego ducha.


+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 5, 20-26
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

Modlitwa o dobre przeżycie Wielkiego Postu
Modlitwa o optymizm w codzienności
+ Nowenna zawierzenia woli Bożej - o. Dolindo

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Materiał Partnera Portalu



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter