27 kwietnia
czwartek
Zyty, Teofila, Felicji
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Malkontenci

Ocena: 0
192

Nie brakuje ich na świecie: tych, którzy wszystko najchętniej by negowali i krytykowali. Poznają ich szybko nawet dzieci, bo przecież smerf Maruda to malkontent, co się zowie!

fot. babbo1957 via Foter.com / CC BY

Sam czasami zbliżam się do tej granicy. Ale się pilnuję i tłumaczę sobie, że to wszystko wynika u mnie z przekory. Bo staram się być krytyczny wobec rzeczywistości, która nas otacza. A poza tym wykonuję taki zawód, tak mnie nauczono go wykonywać, że staram się zawsze sprawdzać, czy białe na pewno jest białe i czy nie jest to sprany odcień szarości.

Kolejny raz jednak nie wytrzymuję. Chociaż od halowych mistrzostw Europy w lekkiej atletyce minęło już sporo czasu, to wciąż mnie to „trzyma”. I spać spokojnie nie daje. Polska wygrała klasyfikację medalową. Nie przez przypadek, nie dzięki jednemu, szczęśliwie wywalczonemu złotu. Po prostu w Belgradzie biało-czerwoni byli najlepsi. Bez dwóch zdań. Koniec, kropka. Po mistrzostwach od razu wylało się jednak sporo żółci. Argumenty tych, którzy chcą umniejszyć sukces?

Najczęściej powtarzano, że rok po igrzyskach nikt poważnie nie traktuje takiej imprezy. Tym bardziej halowej. Dodawano, że przecież Rosjanie wciąż liżą (i będą jeszcze lizać) rany po aferach dopingowych. I wreszcie z rozkoszą przypominano, że gdy w Rio de Janeiro walczono o olimpijskie medale, to na przykład Adam Kszczot musiał obejść się smakiem. Każdy z tych argumentów dla – najczęściej anonimowych – komentatorów rzeczywistości jest nie do zbicia. Dlatego napiszę prosto: nikt nie bronił w Belgradzie Niemcom, Hiszpanom czy Francuzom zdominować bieżni i skoczni. Mogli wykorzystać rzekomą okazję i poprawić sobie humory medalowymi zdobyczami. Nie zrobili tego? Bo byli słabsi od Polaków!

Proste jak dwa razy dwa. Byli słabsi od reprezentantów kraju, w którym wciąż brakuje porządnych lekkoatletycznych obiektów. A te, które istnieją, wołają o pomstę do nieba. Wie coś o tym mistrz Europy Adam Kszczot, bo w Łodzi kokosów nie ma. Oczywiście, najlepsi z naszych lekkoatletów mają wsparcie sponsorów i stypendia. Ale na to wszystko solidnie zapracowali. I mimo wielu przeciwności od lat coraz skuteczniej gonią światową czołówkę. W Europie, nie tylko tej halowej, są potęgą.

Dlatego jedna prośba: malkontenci wszystkich zakątków Polski, darujcie sobie, bo najzwyczajniej, tak po prostu, nie macie racji. A jeśli nadal uważacie inaczej, to zapraszam do treningów! Przecież to takie proste: zostać najlepszym lekkoatletą Starego Kontynentu!

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -


SALON DZIENNIKARSKI


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły