20 maja
niedziela
Bazylego, Bernardyna, Aleksandra
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kto mu dał skrzydła

Ocena: 4.65
2756

Już od rana do naszego kościoła przychodzą kibice z wymalowanymi flagami na policzkach, w szalikach. Podczas Pucharu Świata atmosfera jest niezwykła – mówi ks. Bogusław Filipiak, proboszcz i kustosz Sanktuarium Najświętszej Rodziny w Zakopanem.

fot. Ewa Bilan-Stoch

W parafii nie ma wspólnego oglądania skoków. Podobnie jak na plebanii. – Na parafii posługuje siedmiu księży, wspólne oglądanie byłoby trudne do zrealizowania. W niedzielę jest dwanaście Mszy Świętych, ale skoczków wspieramy modlitwą. Jeśli obowiązki pozwalają, kibicujemy na miejscu, pod skocznią. Jest to wyjątkowy czas, kiedy chce się tam po prostu być – zaznacza ks. Filipiak. I śmieje się , że w dniach, kiedy są skoki, pół kościoła jest w biało-czerwonych barwach.

– Kamil nie afiszuje się ze swoją wiarą. Przychodzi z żoną do naszego kościoła, uczestniczy we Mszy Świętej, przyjmuje sakramenty. Nie siada w pierwszej ławce, aby go wszyscy widzieli. Jest pokorny – mówi proboszcz. Żartuje, że teraz kibice będą chodzić do kościoła na Krupówkach, bo tutaj Kamil przychodzi się modlić.

Ksiądz Filipiak zna Kamila od ponad pięciu lat. – Uprzejmy, życzliwy, nie gwiazdorzy. Zawsze ze spokojnym uśmiechem, zawsze się przywita – wspomina początki znajomości. Z sentymentem wspomina akcje charytatywne, w które skoczek się włączył.

– Kamil jest przykładem wielkiego człowieka, odnosi kolejne sukcesy, ale jednocześnie wie, komu za nie podziękować. Pochyla głowę przed Panem Bogiem. Chętnie niesie też pomoc drugiemu człowiekowi – podsumowuje duchowny. – Ma pani plany na wieczór? – pyta. – Żadnych – odpowiadam. – To wieczorem jedziemy do Zębu.

 

W góralskiej rodzinie

Bo w Zębie urodził się i wychował Kamil Stoch. Proboszcz jedzie piękną trasą: chociaż krótka, około 20 kilometrów, to wyjątkowa, bo przez Gubałówkę. Widoki bajkowe! Zajeżdżamy pod plebanię w Zębie, gdzie czeka na nas ks. Kazimierz Sołtysik. We trójkę jedziemy do państwa Krystyny i Bronisława Stochów.

Ledwo wchodzimy do salonu, a już mama Kamila częstuje ciastem. Tato Kamila trzyma w ręku wielką czarną płytę. – Co to? – pytam, nieco zdziwiona. – A, to... to taka dawna mp3 – odpowiada z uśmiechem pan Bronisław. Muzyka gra...

Pytam o cenę sukcesów Kamila. Zwykle kiedy człowiek zaczyna je odnosić, spotyka go fala hejtu. Dużym wsparciem jest wtedy drużyna i ci, którzy są najbliżej. – Skoki narciarskie to jest sport indywidualny, ale Kamil zawsze podkreśla, że tworzą drużynę. Jeden przegra, drugi wygra, ale to wsparcie drużyny jest bardzo ważne – podkreśla pani Krystyna. – Kamil nawet kolegów wziął do reklamy. Sam jeszcze nigdy nie wystąpił – dodaje tato.

Kamil Stoch czyni znak krzyża przed skokiem, co wielokrotnie pokazywały telewizje. To właśnie wiara skoczka stała się głównym tematem zainteresowania mediów w ostatnim czasie. – Dla nas wiara, modlitwa, uczestniczenie we Mszy Świętej jest naturalne. To jak oddychanie, nałożenie ciepłej kurtki w zimowy dzień. Wiara jest dla nas oczywista – mówi jego mama.

Z Bogiem każda sprawa – to jest nasze góralskie powiedzenie.

Rodzice naszego mistrza są zgodni, że media niepotrzebnie poruszyły temat wiary, gdyż jest to sprawa osobista, intymna. – Kamil szczerze ją wyznaje – dodaje pan Bronisław.

Ksiądz Bogusław Filipiak mówi też, że złośliwi w internecie pytają: „I co mu Pan Bóg do skoku pomógł? Żegna się przed skokiem, bo wierzy w jakieś siły, które go niosą?”.

– Z Bogiem każda sprawa – mawiali u nas starsi. To jest nasze, góralskie powiedzenie. Jest to dla nas normalne, że Pan Bóg jest obecny w naszej codzienności – tłumaczy pani Krystyna.

Przy herbatce, cieście, oscypkach i muzyce pięknie się słucha opowieści o Kamilu w domu, gdzie jeszcze do niedawna mieszkał. Nagle dzwonek do drzwi. Pan Bronisław wprowadza gościa – to Krzysztof Karolak, wierny fan ze Szczecina. Od wielu lat działa z Kamilem przy różnych akcjach charytatywnych – zwłaszcza dla hospicjum w Szczecinie. Z radością pokazuje książki, plastrony z autografami Kamila i innych skoczków. I do każdego ma historię.

– My już nawet nie mamy dla siebie żadnych pamiątek, wszystko rozdaliśmy. Kamil dużo działa charytatywnie, różne rzeczy przekazujemy na aukcje. Pomaga dzieciom, zwłaszcza chorym. Żyjemy według zasady: żyć tu i teraz – dodaje pan Bronisław.

 

Tu i teraz

– Kiedy trwa Turniej Czterech Skoczni, jesteśmy razem z synem – zaznacza tato skoczka – a nasza zasada „tu i teraz” doskonale sprawdziła się podczas głosowania w plebiscycie na najlepszego sportowca roku. Dwa dni przed imprezą mieliśmy informację, że Kamil zajął trzecie miejsce – wspomina z uśmiechem pan Bronisław. – Jego żona, a nasza synowa Ewa jechała do Warszawy z przekonaniem, że odbierze statuetkę za trzecie miejsce – dodaje pani Krystyna. Można sobie wyobrazić, jakie było zaskoczenie!

– Ucieszyliśmy się bardzo. Dla mnie to był szok, bo byłem przekonany, że wygra Robert Lewandowski – komentuje tato.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły