21 października
niedziela
Urszuli, Hilarego, Jakuba
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Gdzie te chłopy

Ocena: 0
1472

Chociaż na początku berlińskich mistrzostw musiałem zakrzyknąć: „Gdzie te chłopy? ” – szybko dostałem odpowiedź.

fot. PAP/Leszek Szymański

Wypatrywałem i obserwowałem ich pilnie podczas pierwszych dni Mistrzostw Europy w Lekkoatletyce. Właśnie początek zawodów w Berlinie miał należeć do nich. A zaczęło się tak sobie, nawet źle. Konrad Bukowiecki z trudem, w dramatycznych okolicznościach dostał się do finału pchnięcia kulą. Ale mogliśmy powiedzieć: uff, udało się.

Powtórki, szczęśliwej dla Polaka, nie było, niestety, w rzucie dyskiem. Piotr Małachowski musiał przełknąć gorzką pigułkę. Mimo że w naszej reprezentacji jest nestorem, przyznał ze skruchą, że w eliminacjach zjadł go stres. Ktoś powie: niemożliwe. A to doskonały przykład, że wielkie imprezy to zawsze wielkie wyzwania. I nawet tak doświadczony zawodnik jak Piotr Małachowski nie poradził sobie z nerwami. Szkoda, bo to przecież człowiek-instytucja w reprezentacji Polski. Bez względu na konkurencję, każdy może do niego przyjść po radę i dobre słowo. I on tą pomocą służy. Jest dobrym duchem biało-czerwonych, nawet wtedy, gdy sam ma problemy.

Tych na szczęście nie mieli młociarze. Zgodnie z zapowiedziami, o tytuł walczyli Wojciech Nowicki i Paweł Fajdek. I tak jak na mistrzostwach kraju w Lublinie – górą był ten pierwszy. Do tej pory Nowicki, jak niemal wszyscy rywale, mógł tylko marzyć o dogonieniu Fajdka. To się zmieniło między innymi dlatego, że Paweł miał sporo kłopotów w okresie przygotowawczym. Dla nas jednak najważniejsze jest coś innego: Wojciech Nowicki systematycznie robi postępy i już teraz możemy zacierać ręce z myślą o olimpijskim konkursie w Tokio.

Śladem młociarzy szybko podążyli nasi kulomioci. Dlatego, chociaż na początku berlińskich mistrzostw musiałem zakrzyknąć: „Gdzie te chłopy? ” – szybko dostałem odpowiedź. Najlepszą z możliwych. Michał Haratyk i Konrad Bukowiecki zdominowali swoją konkurencję, dając nam kolejne podwójne podium. Jednym słowem – bajka! Ten piękny scenariusz zrealizowali dwaj zupełnie odmienni zawodnicy. Bukowiecki jest typem zawadiaki, potrafi uruchomić pokłady pewnego szaleństwa. Haratyk to nieco zamknięty w sobie perfekcjonista. W Berlinie uzupełniali się genialnie. Konrad, który z trudem awansował do walki o medale, powiedział po finale znamienne słowa. „Sport jest piękny i brutalny. W tym przypadku był piękny. Pierwszy raz w życiu cieszę się, że przegrałem” – podsumował w wywiadzie dla Telewizji Polskiej. A nam pozostaje się cieszyć, że mimo wielu kłopotów polskie chłopaki w stolicy Niemiec dały radę!

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest dziennikarzem TVP



Najczęściej czytane komentarze

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -