16 lipca
poniedziałek
Mariki, Benity, Eustachego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Gaz do dechy

Ocena: 4.8
1084

– Rajdy samochodowe są pięknym, romantycznym sportem, bo człowiek jest tu ważniejszy, niż maszyna – mówi Filip Nivette

fot. Nivette Rally Team

Z Filipem Nivettem, mistrzem Polski sezonu 2017 w rajdach samochodowych, rozmawia Radek Molenda

 

Jak to jest być najlepszym w Polsce?

Jeszcze wciąż to do mnie dochodzi, ale niewątpliwie to przyjemne uczucie. Tak jak i gratulacje od starszych po fachu, znanych kolegów. To są rzeczy, których się nie da kupić. Tak jak wysłuchania dla siebie „Mazurka Dąbrowskiego”. Dla takich chwil warto przekraczać samego siebie. Ale pokora zostaje. Im ktoś dalej zajdzie, nie tylko w sportach motorowych, tym ma większą świadomość, ile pracy jest jeszcze przed nim, ile rzeczy do poprawienia.

 

Jaka jest pana historia?

Pochodzę z rodziny motoryzacyjnej i można powiedzieć, że benzynę mam we krwi. Tata prowadził kadrę Polski w wyścigach samochodowych i bardzo chciał, bym też poszedł w tym kierunku. Od moich najmłodszych lat zabierał mnie na tory wyścigowe, żebym startował w kolejnych formułach i kategoriach wiekowych. I pozostałbym pewnie na torze wyścigowym, gdyby tata nie zabrał mnie, ośmiolatka, na coroczny Rajd Barburki po ulicy Karowej w Warszawie. Gdy zobaczyłem te samochody sunące bardziej bokiem, niż prosto (śmiech), moje serce było już przy rajdach. Powiedziałem: „Tato, zobaczysz, że kiedyś tu wystartuję”. Uśmiechnął się tylko, ale po dwunastu latach wróciłem na Karową.

 

Miał pan wiele szczęścia: młody kierowca rajdowy sam musi sobie otwierać wszystkie drzwi, ale Nivette to znana marka. Rodzice bardzo pomagali?

W jakimś stopniu na pewno. Ale podkreśliłbym głównie rodzinne tradycje. Dorastałem pośród motoryzacyjnych opowieści, więc łatwo mi było się zaadaptować w środowisku. Cała ścieżka kariery, przygotowanie techniczne, fizyczne, merytoryczne, wybór pilotów – o wszystkim tym decydowałem sam. Z perspektywy czasu trochę tego żałuję, ponieważ gdybym słuchał podpowiedzi bliskich, wydaje mi się, że zyskałbym sporo czasu i dzisiejszy tytuł – wraz z moim pilotem Kamilem Hellerem – rajdowych mistrzów Polski mógłby przyjść szybciej nawet o kilka lat.

 

I tak rozpoczął Pan od wysokiego „c”: rok po swoim debiucie, w 2003 r., trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu PZM, a jeszcze rok później – wicemistrzostwo.

Rok 2003 to był mój pierwszy poważny start – Rajd Lubelski. Opony pożyczyłem od mamy, bo nie miałem swoich. Jechałem bez żadnego serwisu i gdyby cokolwiek się stało, zepsuło, nie dojechałbym. Jednak się udało. I dla mnie to był znak, że idę w dobrym kierunku.

 

Jakie predyspozycje musi mieć kierowca rajdowy?

Pieniądze, sprzęt, a nawet ciężka praca – to nie wszystko. Przede wszystkim trzeba mieć wielką wiarę, że się uda, pokłady spokoju – i nigdy się nie poddawać. Rajdy samochodowe to wspaniały sport, który przynosi wielkie emocje, ale też momentami jest bardzo trudny. Bywa, że prowadzimy od startu, a gdy przychodzi ostatni OS [odcinek specjalny – przyp. rm] zdarza się mała awaria w samochodzie i tracimy wszystko. Patrzymy tylko, jak mijają nas inni.

 

Czyli wiara w sukces?

Bardziej wiara Bogu, że będzie dobrze. Nie tylko gdy chodzi o wynik, ale także wiara, że On czuwa nad nami. Wiara w Boga to dla mnie ważna sprawa. Przed każdymi zawodami, w miejscu, gdzie jestem, staram się znaleźć kościół i się pomodlić, zawierzyć Bogu. To przecież sport, w którym może się bardzo wiele zdarzyć. Gdy ma się oparcie w Bogu, jest dużo prościej i ma się więcej siły do wszystkiego.

 

Wiara pomaga wcisnąć gaz do dechy?

Nie o gaz do dechy w tym sporcie idzie. To bardziej sztuka kalkulacji, podchodzenia do tego, co się robi, z chłodną głową. I pomaga mi w tym właśnie wiara. Dzięki niej mogę podchodzić do tego, co robię, z uśmiechem, bez strachu. I chyba podobnie jest z moimi kolegami; ich także przed rozpoczęciem rajdów widuję w kościele. Ciężko jest w tym sporcie nie wierzyć w Boga. Przy tych prędkościach i drzewach, które są blisko drogi, trzeba mieć w Kimś oparcie (śmiech).

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Współtworzył w Lyonie kwartalnik „Chemin Neuf” (potem „FOI”). W „Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Od lutego 2017 r. członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A.



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI