12 grudnia
wtorek
Dagmary, Aleksandra, Ady
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Żołnierzom na ich święto

Ocena: 0
172

– Przecież to były najpiękniejsze lata mojego życia – mówi o swojej służbie Henryk Prajs, który „odsłużył” wojsko w 3. Pułku Szwoleżerów Mazowieckich w Suwałkach, w latach 1934-1937.

Henryk Prajs przy Grobie Nieznanego Żołnierza, fot. Monika Odrobińska/Idziemy, Narcyz Witczak-Witaczyński/NAC

Jest świadkiem wyjątkowym, bo iluż jest dzisiaj żołnierzy, którzy mogą opowiedzieć o swoim własnym doświadczeniu poborowego w armii II Rzeczypospolitej? Pojechał do wojska z Góry Kalwarii, z biednej żydowskiej rodziny bez ojca, którego zabili w 1918 roku bandyci. – W domu było biednie, ale na chleb mama zawsze jakoś zarobiła – opowiada. – Ale w wojsku, Panie Boże, zupa solidna i trzy posiłki codziennie – podkreśla.

Za sobą miał szkołę powszechną, umiał dobrze czytać i pisać – i miał w sobie życzliwość do świata – szybko więc został zauważony i porucznik Borys Żaryn dał mu pod opiekę czterech chłopaków analfabetów. Żeby szwoleżer Prajs pomógł im nauczyć się obowiązków i zadań kawalerzysty w polskim wojsku.

– I słyszę ja nagle na apelu w rozkazie, że za wzorowe wykonanie specjalnego zadania jestem awansowany – rozrzewnia się starszy pan – i wierzyć nie chciałem, ale słyszę: Szwoleżer Prajs – awans na starszego szwoleżera. I pytam dowódcy, jakie to specjalne zadanie – a on mówi, że tych chłopaków wszystkiego nauczyłem. Boże mój, jakie to piękne było!

Pan Henryk Prajs opowiada o tym z radością tamtego młodego chłopaka, któremu nagle otworzyły się nowe perspektywy: za mundurem panny sznurem, ułani ułani, bułanki i kasztanki, żółty otok na czapce szwoleżera, pławienie koni i – już bardzo poważnie – ta nieśmiertelna sprawa, której pozostał wierny: Bóg – Honor – Ojczyzna. Aż po wrzesień ’39 i bitwę pod Olszewem, w której został ciężko ranny. A teraz z dumą pokazuje legitymację Weterana Walk o Niepodległość Rzeczypospolitej Polskiej. – Byłem i będę polskim patriotą – mówi dobitnie.

– I tego mnie nauczyło nasze polskie wojsko – wzrusza się pan Prajs, kiedy oglądamy wspólnie album Narcyza Witczaka-Witaczyńskiego. Wprawdzie najwięcej w nim zdjęć z życia 1. Pułku Szwoleżerów, ale przecież klimat jest taki sam: ćwiczenia na koniach, warta, defilada w czasie Święta Żołnierza, pluton w galopie, obóz ćwiczebny – wyznaczanie kwater, toaleta, wydawanie obiadu, czyszczenie ułańskich butów (w 1931 roku – elektroluxem!), czyszczenie i pojenie koni, także w konkretnych rzekach – Wieprz – lub Szpital Koni. I choć w takim momencie pisze się „i tak dalej”, to przecież wiemy, że dalszego ciągu nie było i nie będzie. „To świat, który bezpowrotnie przeminął, a jednocześnie jest stale obecny w naszym myśleniu jako integralna część opowieści o potędze polskiego oręża opartego na militarnej sile konnicy. Topos szarżującej kawalerii jest na trwałe zapisany w tradycji wojska polskiego” – czytamy we wstępie.

Ten album to także wielki świadek. Fotografie zostały wybrane z niezwykłej kolekcji 4,5 tysiąca – opisanych przez autora! – zdjęć polskiej kawalerii wykonanych w dwudziestoleciu międzywojennym. Ich autorem jest żołnierz, kawalerzysta i fotograf Narcyz Witczak-Witaczyński, warszawiak po wojsku osiadły w Garwolinie. Fotografie pochodzą z lat 1919-1939, czyli z czasów – pisze we wstępie dr Wojciech Woźniak, naczelny dyrektor Archiwów Państwowych – „gdy wraz z odbudową państwa odtwarzana była jego armia, a w jej ramach tak ważna dla Polaków kawaleria. To losy tej formacji militarnej są głównym tematem zdjęć”.

Narcyz Witczak-Witaczyński (1989-1943) uciekł do wojska, zanim jeszcze skończył siedemnaście lat, i wkrótce był ułanem krechowieckim, a po licznych frontowych przygodach i po wojnie polsko-bolszewickiej ukończył szkołę podoficerów i pracował w 1. Pułku Szwoleżerów. Od początku służby pełnił funkcję fotografa. Miał prawo do portretowania Józefa Piłsudskiego. Wiosną 1937 roku na I Wystawie Fotografiki Wojskowej wziął pierwszą nagrodę za zdjęcie „Przeprawa”, piątą za zdjęcie „Cwał” – oba znajdziemy w albumie. Po kampanii wrześniowej organizował konspirację ZWZ AK. Aresztowany w lipcu 1942 roku, zginął na Majdanku w marcu 1943 roku.

– Był dla nas legendą i choć go nie znałem, od dziecka towarzyszyły mi wspomnienia o nim i portret dziadka w cywilu, z dużą czarną brodą. Obiecywał ją zgolić dopiero, kiedy Polska odzyska wolność – napisał wnuk, ks. dr Jerzy Witczak z Wrocławia.

Takie było nasze wojsko! I takiego Polska potrzebuje, o czym sierpniowe święto właśnie nam przypomina. 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły