25 listopada
sobota
Erazma, Katarzyny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Żołnierze Andersa o Monte Cassino: Serce oddaliśmy ojczyźnie

Ocena: 0
278

– Ducha oddaliśmy Bogu, ciało Włochom, a serce naszej ojczyźnie – mówią ostatni żyjący żołnierze gen. Władysława Andersa, którzy 18 maja 1944 r. zdobyli Monte Cassino. Weterani wspólnie z delegacją państwową w czwartek wzięli udział w obchodach 73. rocznicy bitwy.

Żołnierz 2 Korpusu Polskiego, uczestnik kampanii włoskiej, sybirak, mjr Otton Hulacki (z prawej), w towarzystwie weteranów II wojny światowej. Fot. PAP/Norbert Nowotnik

– Wzgórza przy Monte Cassino zdobywane były metr po metrze, ta walka była bardzo ciężka, prowadzona w nocy, bo tylko pod jej osłoną mogliśmy działać. Moje zadanie w artylerii polegało na wspieraniu ataku piechoty na wzgórze Widmo – opowiadał dziennikarzom 95-letni kpt. Stosław Kowalski z 5 Kresowego Pułku Artylerii Przeciwlotniczej Lekkiej. W 1940 r. deportowany z Wilna trafił do łagrów w Ałtajskim Kraju. Po zwolnieniu z obozu wstąpił do Armii Polskiej w Związku Sowieckim. W walkach 2 Korpusu Polskiego gen. Andersa z Niemcami brał udział od 17 stycznia 1944 r.

– Myślałem o zwycięstwie, o zdobyciu Monte Cassino, co po siedmiu dniach okrutnej walki nam się udało, choć było okupione ofiarą tysiąca polskich żołnierzy, którzy tam zginęli; a tysiące były też rannych. Ale 18 maja około godz. 10.40 miałem zaszczyt wejść na Monte Cassino. Czułem szalone zadowolenie z tego, co udało nam się zrobić – mówił żołnierz gen. Andersa. Podkreślił, że do dziś trudno wyrazić mu uczucia, które wówczas towarzyszyły żołnierzom. – To napełnia mnie dumą – podkreślił.

– Myśleliśmy o Polsce. Tak jak wyraża to napis wyryty na cmentarzu, który mówi, że my, Polacy, oddaliśmy ducha Bogu, ciało Włochom, a serce Polsce – dodał wzruszony kombatant.

 

"Zrobiło się jasno jak w dzień"

Weterani, którzy wzięli udział w czwartkowych uroczystościach, wspominali też ogromną kanonadę z początku ataku na Monte Cassino w dniu 11 maja, która od godz. 23 przez dwie godziny skierowana była na stanowiska niemieckie. – To był jeden huk na całą dolinę, nie było słychać pojedynczych strzałów i zrobiło się jasno jak w dzień – powiedział Kowalski.

– Było tak jasno, że mogliśmy wtedy czytać gazety. Tego nie da się zapomnieć – dodał 94-letni mjr Antoni Łapiński. W 2 Korpusie Polskim służył m.in. w 1 Pułku Artylerii Lekkiej 3 Dywizji Strzelców Karpackich jako podoficer zwiadowczy. Był uczestnikiem bitew nie tylko o Monte Cassino, ale również o Loreto, Ankonę i Bolonię.

W czasie walk o Monte Cassino znosił w bezpieczne miejsca ciężko rannych żołnierzy. – Tylko takich nosiliśmy, bo oni nie mogli chodzić, bo ten, co był na przykład ranny w rękę lub coś innego, to sam schodził. Żołnierz przeważnie ważył ok. 60-70 kilogramów, nosze drewniane podobno ważyły 17 kilogramów i jak się to doda, to wiadomo, że te ok. 80 kilogramów trzeba było przenieść. To było nasze zadanie – wspominał Łapiński.

Podkreślił, że ci, którzy dzisiaj oglądają wzgórza Monte Cassino, powinni pamiętać, że wiosną 1944 r. były one pozbawione osłony w postaci drzew. – Niemieccy żołnierze postarali się, by uczynić Monte Cassino niezdobytą twierdzą. Klasztor, a właściwie jego ruiny, widzieliśmy z każdej strony, ale i Niemcy widzieli nas z każdej strony. Nie było miejsca, w którym moglibyśmy się zasłonić i każde było dla nas niebezpieczne. To była naprawdę ciężka fizyczna praca – opowiadał Łapiński. Dodał, że w kulminacyjnych momentach walk żołnierze z powodu zmęczenia nie myśleli ani o strachu, ani o odwadze.

Obecna na uroczystości Krystyna Farley, która obecnie mieszka na stałe w USA, była sanitariuszką opiekującą się rannymi żołnierzami 2 Korpusu Polskiego. Z okupowanej Polski do sowieckiej Rosji została wywieziona w 1940 r. i przeszła całą epopeję wydostania się z ZSRR do Persji, a następnie na Bliski Wschód.

– W czasie kampanii włoskiej pracowałam między innymi w szpitalu w Bari. Nie myślało się o znaczeniu tego, co się robi, bo było się młodym. Bardzo dużo chorych przeszło przez moje ręce i do niedawna jeszcze wielu z nich widziałam podczas corocznych uroczystości... A za jednego z moich pacjentów wyszłam za mąż – opowiadała. Pytana o najbardziej wzruszające wspomnienie z okresu wojny, mówiła, że najtrudniej dla niej było w lipcu 1943 r., gdy Polacy dowiedzieli się o śmierci gen. Władysława Sikorskiego.

 

Hejnał i flaga w klasztornych gruzach

Pielgrzymkę patriotyczną do Włoch i uroczystość na polskim cmentarzu wojennym przy Monte Cassino zorganizował Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych.

– 73 lata temu w gruzach opactwa benedyktyńskiego na Monte Cassino 18 maja 1944 roku o godz. 10 po raz pierwszy od września 1939 roku zabrzmiał hejnał mariacki i załopotał proporzec 12 Pułku Ułanów Podolskich i biało-czerwona flaga. Bóg pobłogosławił polski oręż i dał zwycięstwo tym, którzy na swoich mundurach nosili tarcze krzyżowców, bo to był znak 2 Korpusu Polskiego – mówił Jan Józef Kasprzyk, który kieruje pracami Urzędu ds. Kombatantów. Przywołując trud weteranów i dziękując im za obecność podkreślił, że dziś najważniejszym zadaniem dla kochających ojczyznę Polaków jest przywracanie wielkości Rzeczypospolitej.

– Nie ma piękniejszej rzeczy niż niepodległość i oddawanie siebie całego za drugiego człowieka, za bliźnich – dodał Kasprzyk.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły