16 czerwca
niedziela
Aliny, Benona, Anety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Ze skalerem wśród Pigmejów

Ocena: 0
819

Od Tokio po Paryż ludzie boją się dentysty. Chyba że ten oprócz leczenia zębów zagra w piłkę, zje termita przy ognisku i wysłucha problemów.

fot. arch. Martyny Osiak

Pigmeje nigdy dotychczas nie widzieli dentysty, ba! nie myli zębów. Martyna Osiak myślała więc, że jak tylko w wiosce Monasao w Republice Środkowej Afryki rozniesie się wieść o jej przyjeździe, czekać będzie kolejka. Nic z tych rzeczy. Jak bolał ich ząb – przekonała się dentystka – ratowali się ziołami albo go usuwali: nożem lub maczetą.

Pigmeje są nieśmiali, wręcz bojaźliwi, trudno nawiązują kontakty. W przeciwieństwie do reszty Afrykańczyków nie lgną do białego człowieka. Są za to bardzo pokorni. Najpierw Martyna musiała zdobyć ich zaufanie. Bez tego nie było mowy nie tylko o leczeniu, ale nawet o rozmowie. Zaczęła więc od zabaw, bycia razem, wreszcie pogadanek o higienie jamy ustnej, o tym, że jak ząb boli, to trzeba coś zrobić. Na koniec było wspólne mycie zębów, bo miała stos szczoteczek i past. Wtedy już nie była obca.

Minęło kilka dni od przybycia Martyny, kiedy rankiem prowadzący w wiosce misję ks. Wojciech Lula ze Stowarzyszenia Misji Afrykańskich zawołał do niej: „Patrz, co się dzieje!”. A tam Abis, odpowiedzialny za studnię, szoruje zęby.

Ten pierwszy wyjazd, w styczniu 2017 r., był trudny. Martyna rwała zęby na potęgę. Leczyć nie było jak – był tylko przedpotopowy fotel. W Monasao funkcjonuje maleńka przychodnia prowadzona przez trzy przeszkolone Pigmejki. Ale w kąciku dentystycznym żadnych wierteł, dmuchaw, oświetlenia. Pigmeje, mimo że zębów nie czyszczą, mają je w niezłym stanie – dzięki diecie niskocukrowej, jedzeniu raz dziennie i piciu tylko wody. Jednak cierpią na choroby przyzębia, wskutek czego ich zęby często nadawały się tylko do usunięcia. Martyna była przygotowana: miała narzędzia, znieczulenie, opatrunki.

Za drugim razem, w lipcu tego samego roku, przywiozła już sprzęt do skalingu, by usunąć złogi kamienia i przeciwdziałać stanom zapalnym dziąseł. Tym razem kolejka czekała: część żeby się przywitać, część na leczenie. – Nagle chodzenie do dentysty stało się modne! – przyznaje dentystka. – Zresztą na skaling nie trzeba ich namawiać: widzą swoje czyste zęby i to im się podoba!


Szczotka w dżungli

Na ekstrakcję przychodzili ludzie także z pobliskich wiosek. Z zębem bolącym od tygodnia, miesiąca, nawet roku. – Najbliższego dentystę mają 300 km od wioski, na transport ich nie stać. Do mnie szli piechotą „zaledwie” 50 km. Dlatego dwa, trzy razy w tygodniu sama do nich jeździłam.

Kiedy do „swoich” Pigmejów pojechała ostatnio, w grudniu 2018 r., już byli jak rodzina. W lipcu Martyna znów chce do nich wrócić. Gromadzi materiały stomatologiczne i cieszy się, że statkiem płyną do wioski wiertła, ssaki, dmuchawy. Nareszcie!

W czterotysięcznej wiosce mieszka zawsze razem z Pigmejami – w domku z łazienką, zaraz obok szałasów. Ciągle się więc spotykają. Po pracy i w dni wolne wychodzi z nimi do dżungli – w ich środowisko naturalne. W wiosce mieszkają od niedawna, jakieś 40 lat. Ten koczowniczy lud, który zawsze żył ze zbieractwa i łowiectwa, ma się nauczyć, jak hodować zwierzęta, jak uprawiać rośliny; poznaje też wartość pieniądza. Lasy tropikalne – dom Pigmejów – są wycinane, a polowania zakazane.

– A oni znają w tym lesie każde drzewo, wiedzą, gdzie się nie zapuszczać, widzą mrówki czy węże, których biały człowiek nie dostrzeże – mówi Martyna. – Razem z kobietami budowałam tamę i łapałam ryby, kraby, krewetki. Są mistrzami zbieractwa i łowiectwa. A zerwać z koczowniczym trybem życia niełatwo, dlatego za każdym przyjazdem widzę, że kogoś w wiosce brakuje, bo ruszył w świat.

Dietę, na co dzień ograniczoną do manioku z sosem z liści, Pigmeje urozmaicają sobie dwa razy do roku, gdy jest pora na gąsienice i termity. Żerujące w koronach drzew stworzenia schodzą wtedy na ziemię. – Chodzenie na gąsienice to jak u nas grzybobranie. Pigmeje zbieraja je wiadrami, gotują i zajadają się białkiem – mówi Martyna. – Nie lubię robaków, ale jadłam, odmówić byłoby przecież niegrzecznie.

Raz poszła z nimi na spanie w dżungli. Było ognisko, posiłek, śpiewy, tańce. Kładą się spać, cisza, słychać tylko odgłosy dżungli – niesamowite doświadczenie – aż tu naraz jakiś szelest... Martyna wygląda z namiotu, a to Pigmeje jak jeden mąż szczotkują zęby! Innym razem ktoś ją zaczepił: „Przyjdę do ciebie, bo zauważyłem plamkę na zębie”. „Koniec świata – pomyślała – Pigmeje zęby sobie oglądają!”.


Bez oczekiwań

Monasao to naprawdę koniec świata: leży na sawannie, w 40 minut można dojść do dżungli. Z lotniska w stolicy to 500 km: 12-13 godzin jazdy samochodem w porze suchej. W porze deszczowej, gdy zawali się most lub ciężarówka ugrzęźnie w błocie – nawet półtorej doby. Mimo trudów podróży i warunków życia Martyna uwielbia wracać. – Pobyty tam dają mi więcej, niż ja tym ludziom mogę dać – przyznaje. – Tam spełniam się jako lekarz, jako człowiek, ale też przenoszę się w zupełnie inną rzeczywistość, poszerzam horyzonty. Po powrocie inaczej patrzę na swoje życie.

Choć jest tam tylko zimna woda, je się to, co jest, za wyposażenie pokoju służy łóżko, szafa i stolik, panuje gorąc i wilgotność taka, że w porze deszczowej wszystko pleśnieje, choć przeszła malarię, choć może ukąsić wąż czy skorpion – jest tam szczęśliwa.

– Grunt to nie mieć żadnych oczekiwań, wtedy też nie ma rozczarowań – mówi. Do misji przygotowuje się dwa, trzy miesiące. Ponieważ to kraj niebezpieczny, MSZ nie wspiera finansowo podejmowanych tam działań, Martyna zbiera więc pieniądze na własną rękę. Pomagają jej Caritas i przyjaciele uczestniczący w kościelnych zbiórkach. Szuka sponsorów materiałów stomatologicznych, wyrabia wizę. Musi pozamykać wszystkie sprawy na uczelni, bo po pięcioletniej stomatologii, z której robi doktorat, rozpoczęła jeszcze studia lekarskie.

Afryka przyszła jej naturalnie. Myśl o takiej pracy kluła się od lekcji francuskiego jeszcze w gimnazjum, gdy konwersowali o Lekarzach bez Granic. A skrystalizowała się na studiach, podczas konferencji o Medykach dla Afryki. – Zaczęłam szukać możliwości. Zawód praktykuję od czterech lat, a na pierwszą misję wyjechałam do Kamerunu w 2016 r., rok po studiach na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

W siedemdziesięciokilogramowym bagażu wiezie nie tylko materiały stomatologiczne, ale i ubrania, metalowe miski, które robią tam furorę, zabawki. – Tam dzieci zostawione są same sobie, nie mają klocków, roweru, konsoli, ale jakaż była ich radość z przywiezionej przeze mnie piłki – śmieje się dentystka.


Miski, chrzest i ufność

W zamian za to, co robi, dostaje uśmiech, zaufanie, serdeczność. Na 50-metrowej drodze z domu do gabineciku co najmniej 30 razy odpowiada na „dzień dobry”. Zapraszają ją do siebie, co nie jest u nich naturalne. – Wstydzą się biedy, która nie pozwala ugościć – mówi Martyna – a ostatnio zaprosiło mnie pięć rodzin. Przygotowali posiłek z mięsem, które jest u nich tylko na święta. Ksiądz misjonarz nie mógł się nadziwić. Ci ludzie są do szpiku kości dobrzy: nie szukają kłótni, nie są zawistni czy fałszywi. Jest w nich prawda i prostota.

Chcą być pomocni – czasem zaglądają do gabinetu tylko po to, by powiedzieć „cześć”, a czasem pomagają, trzymając ssak, tłumaczą, jeśli Martyna ma problem ze zrozumieniem pacjenta. Przeszkoliła już Marie-Noël, która umie już wykonać proste usunięcie zęba. Podczas kolejnego wyjazdu chce przyuczyć jeszcze jedną Pigmejkę. – Dla nich to ważne, że coś potrafią, że mają moc sprawczą. Zaczynają wierzyć w siebie. A ja będę miała asystentkę.

Mają małą wiarę w siebie, ale wrodzoną w świat nadprzyrodzony. – Jeszcze zanim zaczęła się ich ewangelizacja, którą doskonale dziś kontynuuje ks. Wojciech – opowiada Martyna – wyczuwali obecność Boga, Jego Syna i Ducha Świętego. Chrzest tylko ich w wierze chrześcijańskiej ugruntował. Monogamistami są od zawsze.

– Przeznaczam na wolontariat urlop w gabinecie stomatologicznym i wakacje na uczelni. To czas dobrze przeżyty – mówi lekarka, zaprzeczając tezom o „poświęceniu”. – Tam nie ma co zwiedzać, może poza rezerwatem słoni i goryli oraz wodospadami, których zresztą nie zdążyłam jeszcze zobaczyć. Po zakończonej niedawno wojnie wciąż jest niebezpiecznie, są napady rabunkowe na misje, wybuchy w Kościołach. Ale u nas w lesie jest w miarę spokojnie. Wiem, że sama Afryki nie zmienię, moja pomoc jest doraźna. Ale wystarczy mi świadomość, że dzięki niej ktoś żyje bez bólu, wreszcie może spokojnie zasnąć. A ja – może fizycznie jestem zmęczona, bo od rana do wieczora coś się dzieje, ale psychicznie odpoczywam: od wyścigu z czasem, samą sobą, codziennych wyzwań w Polsce.

Sprawnie posługuje się językiem sango, nauczyła się też dialektu mbenzele, by sprawić „swoim” Pigmejom przyjemność. Ale to nie tylko dlatego oni mówią o niej: „Ty już jesteś Pigmejka. Biała Pigmejka”. Ona ich kocha, a oni to czują. Martyna wie, że prowadzi ją tam sam Pan Bóg. Ufa Mu i już wie, dlaczego nawróciła się niedługo przed podjęciem decyzji o misjach. – Bez Niego nie dałabym rady – mówi.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 15 czerwca

"Niech wasza mowa będzie: tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi"

Dziś w Kościele: sobota, X tydzień zwykły
+ dzień powszedni albo wspomnienie Najświętszej Maryi Panny
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 2 Kor 5,14-21; Ps 103 (102),1b-2.3-4.8-9.11-12; Mt 5,33-37.
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

* Owoce Ducha Świętego (cykl SalveNet)
miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wspaniałomyślność, łaskawość, wierność, skromność, wstrzemięźliwość, czystość



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

JAN PAWEŁ II MÓWIŁ DO NAS

Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II w czerwcu 1979 roku do Polski zmieniła trwale naszą ojczyznę i nas samych. Co wtedy papież chciał nam przekazać? Co zapamiętaliśmy?
+ 2 czerwca: Warszawa - Okęcie i Plac Zwycięstwa (1)
+ 3 czerwca: Warszawa i Gniezno (2)
+ 4 czerwca: Czestochowa (3)
+ 5 czerwca: Czestochowa (4)
+ 6 czerwca: ostatni dzień w Częstochowie i Kraków (5)
+ 7 czerwca: Kalwaria Zebrzydowska, Wadowice, Oświęcim-Brzezinka (6)
+ 8 czerwca: Nowy Targ, Kraków (7)
+ 9 czerwca: Kraków, Nowa Huta, Kraków (8)
+ 10 czerwca: Kraków i pożegnanie z ojczyzną (9)

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -