22 kwietnia
czwartek
Kai, Leonii, Sotera
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Zasady bliskości

Ocena: 0
458

Bliskość emocjonalna jest oparta na zaufaniu, zrozumieniu, otwartości. - mówi Waldemar Dulęba, psycholog i psychoterapeuta, w rozmowie z Martą Dybyńska

fot. arch. Waldemara Dulęby

W jaki sposób budujemy relacje z innymi?

Sposób, w jaki budujemy więź emocjonalną z drugim człowiekiem, w dużej mierze – ale nie wyłącznie – jest determinowany przez wzorce zachowań, które wynosimy z naszych rodzin. Są takie nurty w myśleniu o więzi międzyludzkiej, które mówią, że jest to reakcja wyłącznie wyuczona na drodze warunkowania: bodziec – reakcja. Nawiązuje się pewien rodzaj zależności, który prowadzi do jakiegoś rodzaju bliskości. Są też takie nurty, które mówią, że potrzeba więzi jest czymś bardzo pierwotnym – umacnia się i utrwala w codziennym zachowaniu, bo są pozytywne wzmocnienia, które będziemy powtarzać. Ważnym elementem, na który zwracają uwagę badacze, jest predyspozycja, którą przynosimy już ze sobą – jest nią potrzeba więzi z innymi. To jest ewolucyjne uzasadnienie. Jest to rodzaj przekazu pokoleniowego, z czego sobie nie zdajemy sprawy, a co jest ważnym czynnikiem wiążącym nas z innymi ludźmi.

 

Jaką rolę odgrywa w naszym życiu bliskość emocjonalna w dzieciństwie?

Bliskość na początku życia jest niezbędna, bo gdyby jej nie było, to byśmy nie przetrwali. Dziecko jest całkowicie zależne – najczęściej od matki i opiekuna. To, czy będzie nakarmione, przewinięte – to jest podstawa. Jeśli te potrzeby nie zostaną zaspokojone, to dziecko może przeżywać realne zagrożenie, a tym zagrożeniem jest śmierć. Pierwotna więź opiera się na takiej podstawowej biologicznej wymianie, dopiero później staje się ona coraz bardziej wzbogacona.

 

Jaką rolę odgrywa w tym kontakt fizyczny?

Jest bardzo ważny: to, w jaki sposób dziecko zostaje zaopiekowane i w jaki sposób – poprzez kontakt fizyczny – zostają mu przekazane informacje o akceptacji. Do tego dochodzi bardzo ważny element: mimika. Jak reagujemy na dziecko? Śmiejemy się, odpowiadając na jego uśmiech, uspokajamy, kiedy płacze. Bardzo ważne jest również to, w jaki sposób mówimy.

Fryderyk II zalecił przeprowadzenie eksperymentu deprywacyjnego, w którym niespełna roczne dzieci zostały odebrane matkom i przekazane opiekunkom. One dostarczały dzieciom pożywienia, przewijały, ale miały jeden zakaz: nie wolno im było odzywać się do dzieci. Fryderyk II chciał w ten sposób odkryć pierwotny naturalny język człowieka. Co się okazało: deprywacja – pozbawienie dziecka mowy – doprowadziła w konsekwencji do śmierci dzieci.

Eksperyment ten pokazywał, w jaki sposób pozbawienie dziecka kontaktu werbalnego powoduje zaburzenie więzi. Nie wystarczy, byśmy byli doglądani. To jest skomplikowany proces, który wymaga nie tylko zaopiekowania zewnętrznego, fizjologii, ale również poszerzonego wachlarza bodźców, które budują pewien rodzaj wymiany, zaufania, więzi między ludźmi.

 

Można mówić o więzi, która oparta jest na lęku?

Tak. Bo na przykład uległość daje pewność nieutracenia mamy czy taty. Jak coś się rodzicom nie spodoba, to zareagują niechęcią, złością, wycofaniem. Jest to sytuacja, w której zostaję pozbawiony źródła opieki i bezpieczeństwa. W związku z tym trzeba dostosować się do tego, czego chcą rodzice. Wtedy utrwala się taki rodzaj relacji, w którym bliskość tworzy się poprzez bycie uległym, podporządkowanym.

 

O to chodzi, by spełniać oczekiwania innych?

Raczej nie. Każda relacja, która będzie oparta na wyżej opisanym wzorcu, będzie replikowała złe wzorce relacji później. Ciągle będę się bał, że jeśli czegoś nie zrobię dla ciebie, to cię utracę. Żyć w obawie utraty to dyskomfort.

 

Człowiek, który w dzieciństwie nie doświadczył akceptacji, jest narażony na to, że w dorosłym życiu nie będzie potrafił zbudować zdrowych relacji?

Może tak być, bo taka osoba nie ma pozytywnych doświadczeń w tworzeniu autonomicznej więzi, w której dominuje zaufanie, a nie lęk. To jest pewien brak, utrudniający tworzenie bliskości emocjonalnej pozbawionej niepokoju. Najważniejsze jest, by przetrwać, nie stracić tego, co mam. Może się okazać, że trudna jest bliskość i trudno się odnaleźć w zdystansowaniu od innych.

 

W jakim sensie?

Na przykład rezygnacja z własnych dążeń, jak już wspomniałem, włącza sygnał ostrzegawczy przed zbytnią zależnością. Są oczywiście tacy, którzy do tego będą dążyć, bo w takim modelu czują się dobrze. Jeśli ktoś ma słabe poczucie własnego „ja”, to woli szukać oparcia w kimś innym. W sobie go nie będzie szukał, bo jest niepewny, zagubiony, sam nie wie, czego chce.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 22 kwietnia

Czwartek, III Tydzień Wielkanocny
Dzień Powszedni
«Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki».
+ Czytania liturgiczne (rok B, I): J 6, 44-51
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter