23 kwietnia
poniedziałek
Jerzego, Wojciecha
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Z wdzięcznością i podziwem

Ocena: 0.1
2344

Oglądam tę wystawę na okrągło i nie mogę się nazachwycać. Mam nadzieje, że trafi do wielu jeszcze polskich miast

„Ameryko Kochana! Bądź przekonana, że w ciemnym grobie nie zapomniemy o Tobie” – naiwnemu może, ale z dziecięcą szczerością skomponowanemu wierszykowi towarzyszą starannie kaligrafowane podpisy uczniów szkoły powszechnej w Skryhiczynie, powiat hrubieszowski: Józef Guz, Piotr Bojczuk, Amelia Roszkiewiczówna, Kelman Rubinsztejn, Michalina Szlonzakówna, Fejga Adlerówna, Genowefa Birusówna, Antoni Rzepecki, Wsewołod Seniuk, Antonina Wołosówna i kilkanaście innych wzruszających swoją – wywołaną z zapomnianej przeszłości – obecnością na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie; opiekunem klasy był Feliks Buszko, a kierownikiem szkoły Kazimierz Linkiewicz.

Jak wielu innych kierowników szkół, został w 1926 r. zobligowany przez swoje szkolne władze do przygotowania karty do albumu „Szkolnictwo Polskie w hołdzie narodowi amerykańskiemu na pamiątkę 150-lecia niepodległości Stanów Zjednoczonych”. Album stanowił jedną z części ogromnej Deklaracji Podziwu i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych, wysłanej do USA w dowód wdzięczności dla Amerykanów za pomoc w odzyskiwaniu wolności w okresie pierwszej wojny światowej i pierwszych latach II RP. Na deklarację składały się prezentacje wszystkich województw i wielu miast, wojska i policji, szkół i uczelni, instytucji kultury, Kościołów i związków wyznaniowych, i wszystkiego, co tworzy obraz kraju. Było tego sto jedenaście tomów wspaniale – ręcznie – ilustrowanych przez najlepszych polskich artystów. Znajdziemy tam podpisy profesorów, artystów, księży i rabinów, generałów i inżynierów, piekarzy, szewców i muzyków – przedstawicieli wszystkich wyznań i stanów, zobaczymy bogactwo urzędowych pieczęci, od Cieszyna i Wejherowa po Stanisławów.

Tych sto jedenaście tomów popłynęło do Stanów Zjednoczonych i wylądowało w Bibliotece Kongresu. Było wyrazem wdzięczności Polski i Polaków nie tylko za wsparcie niepodległościowych dążeń – o tym w stolicy przypominają skwer Herberta Hoovera, nazwany tak w 1922 r., i plac Wodorowa Wilsona, w 1926 r. – ale i za tę nie do opisania ogromną pomoc, jakiej doświadczył nasz kraj po pierwszej wojnie. Z USA płynęły wtedy po Polski żywe krowy i tony zbóż, żywność i lekarstwa, mąka i cukier, maszyny rolnicze i nasiona, zeszyty i ubrania. Przyjeżdżali specjaliści i rolnicy, lekarze i lotnicy. Pomoc szacowana była na 200 mln ówczesnych dolarów.

Do połowy stycznia na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie prezentowana jest wystawa „From Poland with love”, która w wielkim skrócie pokazuje tamtą Deklarację Podziwu i Przyjaźni. To, że zachowała się w całości w Bibliotece Kongresu, że została teraz odnaleziona i zdigititalizowana, ma jeszcze jeden wymiar. Zawiera przecież 5,5 mln podpisów naszych przodków. Niezwykłej reporterce Agnieszce Uścinskiej udało się odnaleźć stulatka, który pamięta, jak się – pod okiem nauczycielki – wpisywał. Oglądam tę wystawę na okrągło i nie mogę się nazachwycać. Mam nadzieje, że trafi do wielu jeszcze polskich miast.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"



Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły