8 grudnia
czwartek
Marii, Światozara, Makarego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wywiad z frontu: tak naprawdę inwazja na Ukrainę już nastąpiła

Ocena: 0.5
654

– Recepty na wszystko nie ma. Kiedy pierwszy raz w 2014 roku zaczęto przywozić z frontu ciała chłopaków, których znałeś, którzy byli z twojego roku urodzenia, to było naprawdę bardzo straszne przeżycie. To uświadomiło nam, że naprawdę jesteśmy w stanie wojny – opowiada ks. Vyacheslav Grynevych, pallotyn z Ukrainy w rozmowie z ks. Łukaszem Gołasiem SAC z Radia Pallotti.FM.

fot. materiały prasowe Radia Pallotti.FM

Ks. Łukasz Gołaś SAC: Mamy początek lutego i proszę powiedzieć, co dzieje się na Ukrainie?

Ks. Vyacheslav Grynevych SAC: Na Ukrainie naprawdę dzieje się dużo. Jesteśmy w niepewnym czasie, trudno przewidzieć, co będzie się działo następnego dnia. Trudno też oczekiwać gotowych scenariuszy. Ta trudność spowodowana jest zgrozą, niepewnością, z powodu ataku na naszą niezależność i wolność. Doświadczamy prześladowania.

Wiemy, że różne nastroje panują wśród mieszkańców Ukrainy. Jak Ksiądz patrzy na ludzi, na drugiego człowieka na ulicach, w Kijowie? Tam gdzie mieszka, posługuje, pracuje?

Jesteśmy w stanie permanentnej wojny od 2014 roku. Nastroje, o które ksiądz pyta, są bardzo różne, zmieniają się.  Są inne dziś, inne były 2-3 tygodnie temu, kiedy wyjeżdżałem z Ukrainy. Ilość polityków, którzy odwiedzili Ukrainę. Skomplikowane rozmowy, które odbyły się z Rosją, pokazują, że jednak jesteśmy w zagrożeniu jeszcze większej wojny. To skutkuje paniką wśród ludzi. Ludzie w obliczu zagrożenia po prostu się boją. Formują się terytorialne grupy obrony. Coraz częściej słyszymy w wiadomościach, że do nich zapisują się kobiety, także matki i dzieci, które mają w rękach broń i uczą się strzelać. Tworzone są schrony, przed atakiem bombowym, organizowane próby alarmu bombowego np. w Kijowie, po to, by maksymalnie zmniejszyć lęk ludności cywilnej. Trudne jest to, że widzi się, że dyplomatyczne rozmowy, które są prowadzone do niczego nie prowadzą.

Rozumiem, że macie świadomość, że "nie wiemy kiedy nastąpi, inwazja Rosji na nasz kraj"?

Tak naprawdę to inwazja nastąpiła. Już się nie da powrócić do czasu z przed wojny. Blizny zostają. Wiele ludzi zginęło. Musi nie jedno pokolenie minąć, żeby te rany się zagoiły. Trudne jest to, że Prezydent Rosji podejmuje bardzo konkretne kroki, które nie mogą pozostać bez uwagi. Z jednej strony widzimy kumulację tak wielkiej siły zbrojnej - to jedno. Jest też natężenie opinii wokół nas, tematu Ukrainy, propagandy przez media, które pokazują, że plany destrukcji fizycznej i psychicznej są skierowane na Ukrainę. Po to, żeby nas zniszczyć.

No właśnie wiemy, co przekazują media. A jak tam się mówi w Kijowie, w samym centrum?

Obecnie jako sekretarz generalny zajmuję się przygotowaniem odpowiedniego planu reakcji na sytuacje zagrożenia, również na wypadek pełnej wojny. Między innymi chodzi tu o plan ewakuacyjny. W Gruzji prowadzimy takie rozmowy i widzę, że z perspektywy zagranicy nasza sytuacja wygląda dużo poważniej. Jednocześnie widząc co się dzieje, czuję się bezradny. Widzę, że z perspektywy Polski, czy Gruzji o wiele bardziej przeżywam temat Ukrainy.

Oczywiście, to nie znaczy, że nie przeżywam jej na miejscu. Np.: kilka dni temu dzwoniliśmy do naszych ośrodków Caritas, aby powiedzieć, że jest plan działania w zagrożeniu i o ich roli. Zebraliśmy informacje odnośnie ilości osób z naszą pomocą. Rezultat nas zaskoczył. 80 mówi, że nic im nie grozi, bo tutaj nic się nie dzieje. Ale wtedy przypomina mi się scenariusz z 2014 roku i Krym. Nikt nie wierzył, że coś nastąpi. Wtedy mniej realne to się wydawało. Natomiast teraz wiemy, że to jest bardzo realne.

A czy to nie jest tak, że część ludzi może przyzwyczaiła się już do takiego stanu, jaki jest obecnie, patrząc na przeszłość i na Rosję, na to, do czego oni są zdolni?

Oczywiście proszę Księdza całkowicie się zgadzam. Bo też o tym myślałem, że jest to kwestia przyzwyczajenia. Jest ona bardzo istotna i niebezpieczna. Pamiętam, kiedy w 2015 roku pojechałem na front, jako kapelan wojskowy służyć żołnierzom i cywilom w pierwszych 2 tygodniach i  jak wszystkiego się bałem. Obawiałem się z kimś zagadać, czegoś dotknąć, wszystkich sprzętów militarnych. Po około 3 tygodniach już nie bałem się niczego. Widziałem, różne obrazki z życia codziennego.

Ludzie np.: potrafili z krową iść w tym czasie, kiedy strzelali. Żyli w ułudzie bezpieczeństwa, ale z innej strony przyzwyczajali się do konfliktu zbrojnego, widzę, że na Ukrainie jest wyczucie wojny. W tym sensie, że ludzie rozmawiają o tym, ale nie ma i nie będzie przyzwyczajenia, że ktoś tam na wschodzie ginie, umiera. Wtedy mówimy - nie. Tam umiera codziennie jedna, dwie osoby. Obok ciebie stoi chłopak, który np.: nie ma nogi, nie ma ręki i jest kombatantem, do tego łatwo się przyzwyczaić, bo to już 8 lat wojny. Wyzwaniem dla nas jest znalezienie złotego środka, żeby mieć otwarte oczy i uświadamiać sobie, co jest normą, a co nie jest normą, ponieważ ułuda pokoju niesie pewną formę śmierci, tak i ułuda wojny też niesie pewną formę śmierci.

Na pewno wiele modlitwy płynie w stronę Ukrainy. Ta modlitwa jest odczuwalna?

Oczywiście, że jest odczuwalna i to w różnych aspektach. Przekonany jestem, że modlitwa otwiera serca. W tym kontekście widzę także naszą strukturę Caritas, która otrzymuje i niesie różną pomoc. Ludzie interesują się sytuacją, zapewniają, że gotowi nas wesprzeć. Tego doświadczamy namacalnie.  Po ludzku stawiam sobie wiele pytań w ostatnim czasie. Z jakiego powodu tak się stało? Czym zawiniliśmy, jako ludzie z Ukrainy? Przecież chcemy po prostu w spokoju, w pokoju żyć w normalnym środowisku. O co tutaj chodzi? To jest jakaś forma pewnego opętania. Opętanie władzą, pieniędzmi, nostalgią za Związkiem Radzieckim.

Wydaje mi się, że tylko modlitwa może być skuteczną bronią. Broń militarna niesie ze sobą tragiczne skutki, ale modlitwa jest czymś, co zmienia serca i  jest najlepszym sposobem walki dla chrześcijan. Papież Franciszek apelował o post i modlitwę. Nuncjusz Apostolski w Rosji powiedział, że Watykan może stać się takim pomostem dialogu wokół tematu wojny. Zauważam, że zachód teraz także z innej perspektywy patrzy na Ukrainę. Zabezpiecza nasze państwo dostarczając broń. Jest to konkretna pomoc, bo my chcemy się bronić. I wiemy, że sytuacja jest niebezpieczna.

Na Ukrainie posługują nie tylko Pallotyni, ale również inne zakony i kapłani diecezjalni. Proszę powiedzieć jak duchowieństwo włącza się w pomoc drugiemu człowiekowi? Szczególnie temu poszukującemu, a może temu, który musi sam stanąć przed wyborem: Iść do wojska, czy nie iść? Człowiekowi, który wraca poraniony nie tylko duchowo, psychicznie, ale też fizycznie?

Naprawdę jednej recepty na wszystko nie ma. Kiedy pierwszy raz w 2014 roku zaczęto przywozić z frontu ciała zmarłych chłopaków, których znałeś, byli z twojego roku urodzenia, to było naprawdę bardzo straszne przeżycie. To uświadomiło nam, że my naprawdę jesteśmy w stanie wojny. Później zaczęli powracać ludzie okaleczeni fizycznie, psychicznie. Moja praca z nimi związana była z rozmową.

Słyszałem, że na parafiach organizowane były okazyjne spotykania dla rodzin w traumie, którzy stracili bliskich na froncie. Z czasem zaczęły też powstawać ośrodki dla kombatantów i dla ludzi w traumie wojennej. Otrzymywali tam profesjonalną pomoc. Wyzwaniem stały się wioski, gdzie często ludzie zostawali sami. Te miejsca stały się przestrzenią zaangażowania zakonników, również nas Pallotynów. Myślę, że jesteśmy skuteczni jako Kościół pomagający ludziom poradzić sobie z przeżyciami dotyczącymi wojny. Oczywiście jeszcze dużo wyzwań stoi przed nami, aby wspomóc ludzi tak, żeby maksymalnie, na ile się da, ograniczyć cierpienie i by potrafi dać sobie radę.

Kardynał Koch: Powiedział, że wojna na Ukrainie byłaby kapitulacją dyplomacji. Jak to jest?

W sytuacji wojny nieraz przyjmuje się argumenty militarne, bo są mocne. One pokazują konsekwencje. Jest to bardzo ważna informacja. Dla liderów zachodu ciężko mówić językiem konsekwencji, szczególnie klarownych. Natomiast my na własnej skórze odczuwamy czy negocjacje zwiększają czy obniżają napięcie wśród ludzi. Np.: wcześniej ukuto taką narrację, że może Ukraina sama sprowokowała wojnę? To też obnażyło prawdę i dzięki temu możemy zobaczyć w jakim miejscu my, jako Państwo jesteśmy. Jakimi jesteśmy przed Europą? Ta sytuacja także pokazała, czego my chcemy: pokoju i wolności. Decydować o swojej przyszłości i że mamy do tego prawo jako naród, państwo. Mamy dość ofiar wojen, przemocy, komór, które nam organizowano. Mamy prawo do wolności. Papież Franciszek powiedział: Mamy dużo krwi męczenników na naszych terenach, krwi, która była przelana.

Papież Franciszek powiedział: powtarzajmy te modlitwy wielokrotnie w ciągu dnia. Prośmy Boga usilnie, aby ta ziemia – Ukraina- mogła zobaczyć rozkwit braterstwa i leczyć rany, obawy, lęki i podziały. Tak zachęcał Ojciec Święty, i już na koniec jak my możemy pomóc wam?

Przede wszystkim proszę o modlitwę, ponieważ jak powiedziałem wcześniej, jestem przekonany, głęboko wierzę, że modlitwa jest tym, co może zmienić serca różnych ludzi nawet zatwardziałych grzeszników. Nawet tych, których nawołują do wojny. Nasz święty założyciel, święty Wincenty Pallotti, był przekonany, że modlitwa jest tym środkiem, który nas łączy. Łączy w przeżywaniu dobra i zła, w naszym przypadku wojny.

Posłuchaj też:

Radio Palloti.FM

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -
- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 8 grudnia

Czwartek, II tydzień Adwentu - uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny
Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą,
błogosławionaś Ty między niewiastami.

+ Czytania liturgiczne (rok A, I): Łk 1,26-38
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

Aplikacja Rodzina Rodzin

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz


- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Newsletter