11 grudnia
środa
Damazego, Waldemara, Daniela
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wyrosną z tego?

Ocena: 0
988

Dzieci nie będą czekać całymi latami.

fot. pexels.com / CC0

– Mamo, a dlaczego śpiewaliśmy te dziwne pieśni? – pyta dziecko o suplikacje, ale mama nie ma czasu na wyjaśnienia, odpowie później. – Tylko dwa maile, kochanie, i już do was idę! – woła podobnie jak niejedna mama czy niejeden tata, a reszta rodziny czeka, potulnie albo i nie. Bo jeśli doświadczenie mówi, że po dwóch mailach są jeszcze dwa SMS-y i „naprawdę ostatni” telefon, to o spokojnym i miłym oczekiwaniu nie ma co myśleć. I to wcale nie musi to być mama dyrektorka czy tata biznesmen. Wystarczy, że mama zawsze jest otwarta na potrzeby innych, jest wprost niezbędna w kole parafialnym lub że tata zawsze każdemu umie doradzić: gdzie naprawić to i kupić tamto. Tyle że dzieci nie będą czekać całymi latami.

I właśnie po to są wspólne wakacje, żeby odłożyć te wszystkie „niecierpiące zwłoki”, a nawet „najważniejsze” sprawy.

Na ostatnim kolegium redakcyjnym uznaliśmy, że wspólne wakacje to sprawa jeszcze pilniejsza, niż się nam wydaje. Bo co to znaczy wspólne? Jeśli całą rodziną jedziemy na wielkie obozowisko w gronie przyjaciół lub kuzynów? Wynajęta plaża nad jeziorem, polana od leśnika, osiem namiotów i wspólna „stołówka” – dorośli zadowoleni, bo dzieci w swoim gronie zawsze jakoś się zabawią, nie nudzą. I czas przyjemnie leci. Albo bardziej „świątobliwie”: oaza rodzin, dzieci mają swoje zajęcia – mamy przecież takich świetnych animatorów – dorośli swoją formację i już. Ale czy to naprawdę są wspólne wakacje?

Wspólne wakacje zazwyczaj nie są długie – tydzień, najwyżej dwa. Ale wtedy jest ten niezwykły czas, kiedy jesteśmy tylko dla siebie, kiedy nic nam wreszcie nie przeszkadza, żeby zobaczyć, jakie wspaniałe są te nasze dzieci, radosne, pełne pomysłów i ciekawe świata, dobre dla ludzi i zwierząt. A jeśli – odwrotnie – nie są pełne energii, to może właśnie wtedy uda się to zauważyć i oby zapobiec jakiejś udręce. Ale i dzieci – nareszcie – widzą rodziców uśmiechniętych, może nawet, choćby na ten tydzień, beztroskich i gotowych do wspólnego działania.

No i jeszcze są sprawy do omówienia – dla nas może małe, dla dzieci wielkie. Bo na obozie harcerskim Jerzyk doznał zniewagi od najlepszego kolegi i nie rozmawiają, a Ania nie stanęła w obronie Zosi, kiedy ją pani posądziła o awanturnictwo, choć Ania dobrze wiedziała, jak było. Józek nie umiał powiedzieć „nie”, kiedy koledzy wyciągnęli smartfony i proponowali paskudne filmiki. Tereska skorzystała z okazji, spróbowała papierosów i teraz żałuje. I komu mają o tym powiedzieć? Z kim porozmawiać? Kto im wyjaśni, że jest dobro i zło? Że na pewne sprawy nie popatrzy się z „drugiej strony”, bo jej nie ma? Że trzeba odrzucać zło, nawet atrakcyjne. Że trzeba brać odpowiedzialność za słowa i czyny? Kto odsłoni wartość przebaczenia? Kto ukaże siłę sprzeciwu we właściwej sprawie? I porozmawia o tym, które sprawy są właściwe? Eee tam, powie ktoś, wyrosną z tego.

Ale na kogo wyrosną? I właściwie z jakiego powodu śpiewaliśmy te suplikacje?

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 10 grudnia

Głoście Jego chwałę wśród wszystkich narodów, rozgłaszajcie Jego cuda pośród wszystkich ludów.
Dziś w Kościele:
+ wtorek, II tydzień Adwentu,
wspomnienie NMP Loretańskiej
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 40, 1-11; Ps 96; Mt 18, 12-14
+ Komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Nasze patronaty


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -