18 listopada
poniedziałek
Romana, Klaudyny, Karoliny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wymiana dwustronna

Ocena: 0
663

Dzień Adopcji Serca obchodzimy 5 września, w liturgiczne wspomnienie Matki Teresy z Kalkuty.

fot. arch. Ruchu Maitri

– Dwukrotnie odwiedzałem Rwandę i Kongo – wspomina Wojciech Zięba z Poznania, członek katolickiego Ruchu Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata „Maitri”, inicjator Adopcji Serca. – Pierwszy raz byłem tam w lutym 1997 r. Po wojnie w Rwandzie w 1993 r. zostało tysiące osieroconych dzieci. Szokiem był widok pięcioletniej dziewczynki, która miała pod opieką jeszcze młodsze dziecko. Według misjonarzy 80 proc. dzieci włączonych wtedy do Adopcji Serca zmarłoby, gdyby nie nasza pomoc.

– Już w dzieciństwie miałem świadomość, że Pan Jezus za mnie umarł na krzyżu i czułem, że to mnie do czegoś wzywa – zwierza się Wojciech Zięba. – W latach 70. telewizja pokazywała umierających z głodu w Sahelu, gdzie panowała ogromna susza. I kiedy na Mszy Świętej pojawił się misjonarz z Sahelu, dałem mu wszystko, co miałem przy sobie. Wkrótce na Pielgrzymce Warszawskiej spotkałem założyciela Ruchu „Maitri” – Jacka Wójcika. To był rok 1977. Po pielgrzymce założyłem wspólnotę Ruchu „Maitri” w Gdańsku, a niedawno w Poznaniu.

 


POTRZEBNA DŁUGOFALOWA POMOC

Ruch „Maitri” wysyłał do Rwandy dary i pieniądze. Okazało się jednak, że potrzebna jest pomoc długofalowa dla pozostałych po ludobójstwie sierot. Wojciech Zięba zainspirował się opowieściami z Zachodu, gdzie obejmowano opieką finansową konkretne dzieci. Tak w roku 1995 we współpracy z pallotyńskimi misjonarzami w Rwandzie zrodził się pomysł Adopcji Serca, w ramach której ofiarodawca wspiera konkretne dziecko, znane z imienia i nazwiska, bez konieczności faktycznego przysposobienia i wyrywania dziecka ze znanego mu środowiska. Misjonarze podjęli się wyszukiwać potrzebujące dzieci.

– Jeśli te dzieci nie otrzymają pomocy, nigdy nie pójdą do szkoły, w przyszłości nie znajdą dobrej pracy, a jako analfabeci będą oszukiwani na wagach, pieniądzach, będą wykorzystywani – twierdzi Wojciech Zięba. – Wykształcenie jest dla nich ogromnym awansem społecznym, dlatego pomagamy im w nauce. Wspieramy około 3,5 tys. dzieci i młodzieży, w tym niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo oraz studentów i kleryków. Nasza pomoc we współpracy z ponad 40 placówkami misyjnymi dociera do 13 krajów, głównie w Afryce, ale też do Indii, Boliwii, a ostatnio do Aleppo w Syrii. Adopcję zakończyło już ponad 10 tys. osób, które się usamodzielniły, mamy także absolwentów kapłanów. Zależy nam na budowaniu więzi pomiędzy ofiarodawcami a podopiecznymi, wymianie wartości duchowych. Ofiarodawcy dostają informacje o dzieciach, zdjęcia, świadectwa szkolne. Ważne jest, żeby nie traktowali dziecka jako zlecenia przelewu, ale żywą osobę, z którą nawiązują relację emocjonalną, za którą się modlą.

Podczas drugiej wizyty w Afryce mógł obserwować funkcjonowanie wspieranych w ramach Adopcji Serca Szkół Życia, gdzie dorastające dziewczyny pobierają pierwsze nauki i uczą się zawodu. Z satysfakcją obserwował absolwentki, które założyły spółdzielnię krawiecką. Jest to dla nich pewny zarobek na wiele lat.

 


WYRASTAJĄ NA DOBRYCH LUDZI

– Potrzeby są ogromne, nieprzebrane – stwierdza Renata Piotrowska, koordynatorka salezjańskiej Adopcji na Odległość. – Prowadzimy grupową adopcję dzieci i młodzieży, którym pomagamy w edukacji. W sumie pomocą obejmujemy ponad 10 tys. uczniów, ale jeszcze więcej korzysta ze świetlic i oratoriów. Darowizny pomagają pokryć opłaty szkolne, dożywianie, ubrania, obowiązkowe mundurki i buty. Pozostawienie dzieci przez ojca jest tam częste, wręcz nagminne. Samotna matka byłaby w stanie wyżywić jedno dziecko, bo kobiety tam są zaradne w handlu i pracowite. Ale siódemkę dzieci? Dzięki darczyńcom misjonarze mogą zapewnić edukację najbiedniejszym. Misjonarzom zależy, aby młodzi nie emigrowali za chlebem do krajów bogatszych, lecz próbowali rozwijać i budować swój kraj. Pomagamy także chorym dzieciom wrócić do zdrowia. Pewien chłopiec z Sudanu ma niewykształcone nogi od kolan, poruszał się na rękach, w których ma po dwa palce. Tylko dzięki naszym darczyńcom jest obecnie operowany.

Salezjańska Adopcja na Odległość działa od kwietnia 2001 r. Program prowadzony jest w 47 placówkach misyjnych, w 21 krajach, głównie afrykańskich, ale także w Peru, Gruzji, Albanii i na Ukrainie. Salezjanie opiekują się także 75 klerykami głównie z Zambii, Zimbabwe, Namibii i Malawi i 30 z innych miejsc. W Afryce nauka w seminarium trwa ok. 10 lat.

 


MOŻLIWOŚĆ DZIAŁANIA

Minimalna potrzebna kwota, jaką deklaruje darczyńca Adopcji na Odległość, to 480 zł rocznie, czyli 40 zł miesięcznie. Można zadeklarować większe wpłaty. W ramach Adopcji Serca Ruchu „Maitri” składki są zróżnicowane i zależą od konkretnych potrzeb podopiecznego: dla dzieci w szkole podstawowej to około 60 zł miesięcznie, w szkole zawodowej czy Szkole Życia – 70 zł, w szkole średniej – 75 zł, dla dzieci niepełnosprawnych i niewidomych, a także kleryków czy studentów – 120 zł.

W obu programach składki można wpłacać indywidualnie lub grupowo.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 18 listopada

Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła.
Dziś w Kościele:
+ poniedziałek, XXXIII tydzień zwykły, wspomnienie obowiązkowe bł. Karoliny Kózkówny,dziewicy i męczennicy
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 1Mch 1,10-15.41-43.54-57.62-64; Ps 119,53.61.134.150.155.158; Łk 18,35-43
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Nasze patronaty

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -