24 października
środa
Rafala, Marcina, Antoniego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wielki Brat patrzy

Ocena: 0
1693

Posty w mediach społecznościowych, zakupy przez internet, płatności kartą – każda informacja o obywatelu może trafić do chińskich władz.

fot. pixabay.com

Pekin tworzy sieć inwigilacji, która Europie kojarzy się z Orwellem. Ale też macki chińskiego reżimu sięgają coraz dalej – właśnie do Europy.

Byli dobrze wykształceni, mieli ciekawe doświadczenie zawodowe i sieć kontaktów – słowem: idealni kandydaci, by rozszerzyć swoją sieć zawodową o znajomości zza Wielkiego Muru. Problem w tym, że profile zawodowe Chińczyków na Linkedin, największej sieci społecznościowej dla profesjonalistów, okazały się fałszywkami. Za ich pomocą Chińczycy szpiegowali niemieckich polityków i wysokich urzędników państwowych. W ten sposób mogli dotrzeć do co najmniej 10 tys. Niemców.

– To szeroko zakrojona próba infiltracji – powiedział Hans-Georg Maassen, szef niemieckiego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV). Chińczycy zaprzeczyli, ale BfV poprosił osoby, które mogły mieć kontakt z fałszywymi profilami, o kontakt, bo w ten sposób Chiny mogły rekrutować informatorów w niemieckich strukturach państwowych – i robiły to.

Metody szpiegowania i kontrolowania w cyberprzestrzeni chińskie władze od lat ćwiczą na własnych obywatelach. Próba zalogowania się na konto na Facebooku czy Google skazana jest na niepowodzenie. Zapomnieć można też o zakupach na eBay. Zamiast tego – chińskie odpowiedniki: Wechat, Baidu i Alibaba, wszystkie o zasięgu miliarda czterystu tysięcy chińskich użytkowników i doskonałe w rękach tych, którzy o swoich obywatelach chcą wiedzieć wszystko.

Na podstawie komentarzy internetowych, lajków, zakupów i czatów
obywatel jest oceniany na bieżąco.

A władze w Pekinie chcą wiedzieć wszystko. Chiński system inwigilacji opisał właśnie dziennik „The Wall Street Journal”. Na liście gigantów, którzy pomagają władzom, znalazł się Alibaba i Tencent, największy producent gier wideo w Państwie Środka i właściciel Wechat. Obie firmy nie tylko pomagają władzom w ściganiu podejrzanych o przestępstwa, ale także w nadzorowaniu ludzi. Co więcej, Ma Huateng, znany również jako Pony Ma, szef Tecenta, i Jack Ma, założyciel Alibaby, nie kryją, że ich firmy działają jak oczy i uszy władz, a nawet otwarcie popierają współpracę z rządem w sprawach bezpieczeństwa.

Problemu nie widzą też sami Chińczycy. Od kilkunastu miesięcy w regionie delty Mekongu działa Social Credit System (SCS), czyli po polsku System Zaufania Społecznego. W pilotażu bierze udział kilka milionów ochotników, w tym mieszkańcy wielomilionowej aglomeracji Szanghaju. Jak działa SCS? Na podstawie danych zbieranych w cyberprzestrzeni – komentarzy internetowych, lajków, zakupów, wyników wyszukiwania, czatów – obywatel jest na bieżąco oceniany w skali punktowej. Ocenie podlegają też jego działania w świecie realnym, bo chińskie władze systematycznie oplatają kraj systemem sensorów i kamer z oprogramowaniem rozpoznającym twarz. Im wyższa ocena, tym obywatel bardziej „wiarygodny” i „zaufany”. A to otwiera przed nim dostęp do świata zamkniętego dla mniej wiarygodnych: kredytów na lepszych warunkach, miejsca na prestiżowej uczelni czy paszportu i możliwości podróżowania. Bo obywatel wiarygodny to obywatel posłuszny władzy.

Chiński Wielki Brat sięga jednak znacznie dalej niż granice Państwa Środka. Kilkanaście miesięcy temu chińska firma TCL podpisała porozumienie z kanadyjskim koncernem BlackBerry. Chińczycy wykorzystali finansowe kłopoty firmy, której produktów, ze względu na bezpieczne oprogramowanie, używali finansiści czy politycy. Teraz telefony z logo BlackBerry będą produkować Chińczycy, Kanadyjczycy mają zapewnić oprogramowanie. Pytanie, czy będzie ono równie bezpieczne, jak przed dekadą.

Podejrzenia padły także na firmę DJI, producenta dronów. Amerykańska agencja ICE (Immigration and Customs) podlegająca Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych ostrzegła na początku grudnia, że produkty DJI są elementem kampanii szpiegowskiej na terenie USA. Drony, kupowane chętnie przez Amerykanów, zdaniem agencji gromadzą i przesyłają za Wielki Mur dane dotyczące amerykańskiej infrastruktury: linii kolejowych, magazynów broni, sieci wodociągów. Po co Chińczykom te dane? ICE ostrzega, że można je wykorzystać do ataków konwencjonalnych i cybernetycznych.

Dziś chiński przemysł to nie tylko drony, ale choćby tablety czy smartfony, które każdy ma w domu. I warto mieć świadomość, że ktoś przez nie może na nas patrzeć.

 

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane komentarze

 

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -