26 czerwca
środa
Jana, Pawla
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Warta macierzyństwa

Ocena: 0
790

„Tobą to Bóg się opiekuje” – powtarzała mama, zdziwiona jej rezolutnością i spokojem. W dzieciństwie tego nie rozumiała. Poczuła to, gdy sama została mamą.

Janek, Jędrek, Krzysiek, Sonia, Magda i Alicja to zgrana drużyna, tak jak Agata sobie wymarzyła; fot. archiwum rodzinne

Dużą rodzinę chciała mieć zawsze. – Na macierzyństwo czekałam jak na rozpakowanie prezentu bożonarodzeniowego – mówi Agata Obiała, mama sześciorga dzieci. – Wszystko miałam obmyślane, nie mogłam się doczekać. I nagle czar prysł.


Respirator i różaniec

Ze Sławkiem pobrali się, gdy mieli po 27 lat. Rok później przyszedł na świat Jędrek, dziś 20-letni tancerz. – Radość była przeogromna, ale trzy miesiące później okazało się, że jeszcze większe jest zmęczenie i frustracja – mówi Agata. – Zaczęły puszczać mi emocje, bo nie tak to sobie wyobrażałam.

Alicja dwa lata później znów przyniosła radość: była dzieckiem oczekiwanym, dopiero drugim z kilkorga wymarzonych. – Ale rzeczywistość znów zatrzeszczała – przyznaje mama. – Wykańczaliśmy mieszkanie, nie mogliśmy znaleźć niani, obawiałam się, czy półroczny urlop wystarczy. Pracowałam w korporacji, miałam się za mądrą, ambitną, zorganizowaną, i nagle zdziwienie, że tak ciężko mi wszystko ogarnąć. Dlaczego młodym rodzicom się tego nie uświadamia?

Przyszła jesień, Sławek dużo pracował, a Agata kalkulowała: najpierw spacerek z drzemką dla maluchów czy zakupy? Jak domowe obowiązki wpisać w dziecięcy harmonogram, skoro wzięcie przy nich prysznica jest wyczynem? – I wtedy pomyślałam: „A miało być tak różowo. Czy naprawdę chcę mieć więcej dzieci?”.

Rzuciła się na czytanie Korczaka i Françoise Dolto. A oni powtarzali: dziecko, także niemowlę, to człowiek. Dolto w dodatku – utrzymująca, że rodzina funkcjonuje dobrze jako grupa dopiero przy czwórce i więcej dzieci – przypomniała Agacie o młodzieńczym marzeniu. I dała nadzieję. – Przyszłość pokazała, że dwoje dzieci to najtrudniejszy etap. Po trzecim macierzyństwo nabiera barw.

Choć nie obyło się bez dramatów. Trzeci z kolei, Krzyś, w wieku 3,5 miesiąca stracił oddech i zapadł w śpiączkę. Lekarze nie pozostawiali złudzeń: tak długie niedotlenienie spowoduje niepełnosprawność: nie będzie siedział, chodził, mówił, samodzielnie jadł.

– Koleżankę, która pół roku wcześniej trafiła do szpitala z synkiem, pytałam, o co mam się modlić: aby spokojnie odszedł czy aby przeżył, choć niepełnosprawny – wspomina Agata. – Ona, niewierząca, odesłała mnie do szpitalnego kapelana. I dodała: „Dopóki dziecko żyje, modlimy się o życie i zdrowie; kiedy umiera, modlimy się o życie wieczne”.

Do rodziny, kuzynów, znajomych wysłała SMS: „Nie wiem, czy moje dziecko żyje, bo oddycha za nie respirator. Proszę o modlitwę różańcową”. Dostawała odpowiedzi: „Nigdy nie modliłem się na różańcu, ale sprawdziłem, jak się to robi. Odmawiam go dla twojego synka”, „Wiesz, że nie wierzę w Boga, ale dla tego maluszka modlę się do Niego”. – Nie wiem, jak ta sytuacja wpłynęła na życie duchowe modlących się, ale Bóg nie pozostał głuchy na ich prośby.

Lekarz dał Agacie do podpisania zgodę na bronchoskopię, bardzo ryzykowną u niemowlęcia. Po badaniu zdecydowano o wybudzeniu Krzysia i odłączeniu go od respiratora. Wszyscy w napięciu czekali na jego pierwszy oddech.

– Po dwóch tygodniach sztucznego odżywiania, po płynach dożylnych był zmieniony, napuchnięty, ciężko było na niego patrzeć – wspomina Agata. – Nagle otworzył oczy, zaczerpnął powietrza, poznał mnie! Przystawiłam go do piersi, a on zaczął ssać! „Już cię mam! ” – pomyślałam i przypomniałam sobie słowa mamy: „Tobą to Bóg się opiekuje”. Wiedziałam, że nie tylko mną.


Miss ciąży

– Agata mogłaby być wzorem macierzyństwa – twierdzi jej mąż Sławek – nigdy nie załamuje rąk, o dzieci walczy jak lwica. Ale nie tylko wtedy, gdy zagrożone jest ich życie. Ona to robi na co dzień, każdym gestem: walczy o ich dobre wychowanie, formację religijną, wzrost intelektualny, rozwijanie zainteresowań, wsparcie w trudnych chwilach.

Dzięki modlitwie innych za Krzysia Agata poczuła siłę – wiedziała, że Bóg nie uzdrawia na chwilę. Jak najszybciej dopełnili jego chrztu. – Wcześniej Sławek ochrzcił Krzysia z wody w szpitalu. Kiedy miał pół roku, po tamtych przejściach nie było śladu: ten, który miał nie chodzić, nie jeść, nie mówić, 12 lat później zdobył Grand Prix na festiwalu tańców ludowych.

Balet odkryła Alicja, która od dziecka kręciła piruety. – Szkoła baletowa była spełnieniem jej marzeń, potem okazała się przekleństwem – mówi Agata. – Wtedy jednak nie mogliśmy tego przewidzieć i rok później do szkoły dołączył Jędrek. Dziś tańczy zawodowo, ale gdy podejmował decyzję, jakie gimnazjum wybrać, i padło na balet, wstydził się przyznać chłopakom z klubu piłkarskiego, że zamienia korki na baletki. Myślał i myślał, w końcu stwierdził: „Wiem, powiem im, że jestem w takiej szkole, w której na jednego chłopaka przypada dziesięć dziewczyn. I to jakich!”. Optymizm i determinacja nigdy go nie opuszczają.

Problemy zdrowotne z Krzysiem nie były jedynymi, z jakimi zmagała się rodzina. Agata prawie dwa lata szukała pracy, mimo wysokich kwalifikacji po studiach na SGH, pojawiały się problemy finansowe. – Kiedy znalazłam, okazało się, że mam pracować czasami także w weekendy – mówi. – Zagryzłam zęby, bo przecież szefa nie musi interesować, że mam troje dzieci. Dziś wiem, jak błędna to była postawa.

I wtedy okazało się, że jest w czwartej ciąży. – Szybko przewartościowałam priorytety: mentalnie pożegnałam się z tym, co właśnie dostałam, i zobaczyłam, że Pan Bóg czasem odbiera małe rzeczy, np. wyczekaną pracę, by dać o wiele większe.

Już przy drugiej ciąży Agata odkryła, że nie ma piękniejszego widoku niż uśmiechnięta kobieta w ciąży. – Gdyby nie to, że wybory miss dalekie są od naturalności i obarczone ogromnym wysiłkiem, byłabym za zorganizowaniem takiego konkursu dla mam przy nadziei. To byłby przecudny widok!

Czwarta ciąża była dla niej niezwykle radosna. Po dziewięciu miesiącach urodziła się Magda. – Pomyślałam, że jeszcze piękniejszym widokiem jest uśmiechnięta kobieta w ciąży z gromadką dzieci i wspierającym mężem u boku. Tak musi wyglądać raj – mówi Agata. Wtedy jeszcze nie zauważała, jak dużo dźwiga na swoich barkach.


Prezydent świata

Cztery miesiące po urodzeniu piątego dziecka, Soni, Agata ubrała się w krótką sukienkę, nałożyła kolczyki i – wyszła na urodziny koleżanki sama. „Jak na piątkę dzieci nie ryjesz nosem po ziemi” – usłyszała. Uznała to za komplement. Uskrzydlało ją poczucie swobody. Odkryła, jak jest potrzebne – każdej mamie.

Chociaż dzieci nigdy ich nie ograniczały. Z dwójką maluchów pociągiem jechali zwiedzać Kraków. Znajomi powiedzieli wtedy: „Skoro tak można, to może i my zdecydujemy się wreszcie na dziecko?”.

Przy Janku jednak – najmłodszym – raj się skończył. – Zobaczyłam, że idealizowałam rodzinę – mówi Agata. Kiedy z dzieckiem na rękach i drugim przyklejonym do nogi pracowała przy komputerze, często do późna w nocy, jeździła po zakupy, do urzędów, mąż wydawał się uciekać przed problemami. Długo miała nadzieję, że do separacji nie dojdzie, ale rozmowy nie dawały rezultatu. Postanowiła odejść – z szóstką dzieci.

Przez trzy lata próbowała wynagradzać dzieciom rozłąkę z tatą. Za każdym razem, gdy spotykali się, by przekazać sobie dzieci, trudno było jej stłumić emocje. Wreszcie pomyślała: skoro mnie trudno, to co muszą przeżywać dzieci? Jak mają zrozumieć, czym jest miłość, skoro nie widzą jej u rodziców? Zamiast zadręczać się myśleniem: „mogłam dać z siebie więcej”, zaczęła myśleć: „tu i teraz jestem optymalna”. Dojście do takiej postawy zajęło jej kilkanaście lat i kilka dramatów, ale wzmacnia ją to do dziś.

Modliła się: „Boże, jeśli mam być sama, nie pozwól, bym była smutna”. I wtedy koleżanka ze wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym powiedziała: „Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Będę się za was modlić”. – Zezłościło mnie to: Za jakich nas? Nie ma już nas.

Jesienią 2018 r., po ponad trzech latach separacji, Sławek zapytał: „Myślisz, że moglibyśmy jeszcze być razem?”. – Koleżanka miała rację: dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Po raz kolejny wróciły słowa mamy: „Tobą to Bóg się opiekuje”. Mną i moją rodziną.

– Macierzyńską troskę o nasze dzieci najlepiej dostrzegłem podczas separacji – mówi Sławek. – Jako samotny ojciec opiekujący się naprzemiennie dziećmi uświadomiłem sobie, że nie bez powodu dopiero kobieta i mężczyzna razem tworzą doskonałą całość.

– Mama jest sprawiedliwa i pamięta o każdym z nas – mówi 15-letni Krzysiek. – Można z nią szczerze porozmawiać, nie ocenia, stara się każdemu z nas dać choćby kilka minut dziennie sam na sam. Ale nawet gdy z jednym z nas jest na pizzy, zawsze przyniesie do domu po kawałku dla każdego.

– Do macierzyństwa pasuje wytarty slogan reklamowy, ale w tym kontekście nadzwyczaj trafiony: „Jesteś tego warta” – zamyśla się Agata. – Kiedy patrzę na nowe życie – owoc naszego życia i pracy – myślę, że kogoś tak doskonałego nie mogłabym wcześniej wymarzyć. Przy gromadce dzieci czuję się jak prezydent świata: sześć różnych historii, systemów i kultur do objęcia i zrozumienia. To codzienny trud, dyplomacja, odpowiedzialność i niepewność. Ale też zaskoczenia, bogactwa, radości. Szczytem feminizmu jest mieć własne „stado” i czas na jego doglądanie. I wreszcie… fajnie być kobietą zależną od mądrego mężczyzny.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 26 czerwca

Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach.

Dziś w Kościele: środa XII tydzień zwykły
+ dzień powszedni albo wspomnienie św. Zygmunta Gorazdowskiego, prezbitera
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Rdz 15,1-12.17-18 ; Ps 105 (104),1-4.6-9 ; Mt 7,15-20.
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -

JAN PAWEŁ II MÓWIŁ DO NAS

Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II w czerwcu 1979 roku do Polski zmieniła trwale naszą ojczyznę i nas samych. Co wtedy papież chciał nam przekazać? Co zapamiętaliśmy?
+ 2 czerwca: Warszawa - Okęcie i Plac Zwycięstwa (1)
+ 3 czerwca: Warszawa i Gniezno (2)
+ 4 czerwca: Czestochowa (3)
+ 5 czerwca: Czestochowa (4)
+ 6 czerwca: ostatni dzień w Częstochowie i Kraków (5)
+ 7 czerwca: Kalwaria Zebrzydowska, Wadowice, Oświęcim-Brzezinka (6)
+ 8 czerwca: Nowy Targ, Kraków (7)
+ 9 czerwca: Kraków, Nowa Huta, Kraków (8)
+ 10 czerwca: Kraków i pożegnanie z ojczyzną (9)