11 grudnia
środa
Damazego, Waldemara, Daniela
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Ulica dwukierunkowa

Ocena: 4.5
698

Jeżdżą co najmniej parami, jak apostołowie. Sami organizują sobie finanse, materiały i programy zajęć. Za nocleg i wyżywienie dają innym swój czas, swoją uwagę i... język polski. A co sami dostają?

fot. arch. prywatne Waldemara Bulaka

– Kiedy słyszy się o ludziach, którzy nocą potrafili iść 40 kilometrów do najbliższego kościoła na niedzielną Mszę Świętą, trudno pozostać obojętnym – mówi Michał Huszcza. To, co usłyszał o czasach komunizmu na Ukrainie, pchnęło go do zaangażowania się Wolontariat na Kresach Fundacji Rób Dobro. Ten czterdziestoletni programista pomaga tym, którzy zdołali przenieść wiarę przez czasy prześladowań.

– We wsi Szaróweczka pod Chmielnickim zajmowałem się młodzieżą licealną, a dwie koleżanki animowały grupę młodszych dzieci – opowiada. – Z duszpasterstwa o. Jana Góry wyniosłem przywiązanie do śpiewania jutrzni, zaproponowałem więc to moim podopiecznym, a potem czytaliśmy przywiezione z Lednicy książki o Janie Pawle II i opracowanie „Dzienniczka” św. Faustyny.

Michał jest pod wrażeniem entuzjazmu tamtejszej młodzieży i wiary ich i ich rodziców i dziadków: – Oni tą wiarą żyją, a kościół jest centrum życia wioski.

Waldek Bulak, bankowiec z Warszawy, nie od razu się tą atmosferą zachłysnął. Opieka nad dwudziestką dwunastoletnich chłopców była wyzwaniem, ale zbliżył ich do siebie opowiadaniem o sobie. – Także mnie zmusiło to do refleksji nad swoim życiem – mówi trzydziestotrzylatek.

Aleksandra Kryska w Wolontariat na Kresach wciągnęła się tak bardzo, że była na Ukrainie rok po roku – za drugim razem dwa i trzy tygodnie. – Żałowałam, że musiałam wracać bronić pracy licencjackiej na kulturoznawstwie – mówi dwudziestotrzylatka z podwarszawskich Marek, obecnie studiująca e-marketing.

Od początku lat 90. – czyli od niepodległości Ukrainy – każdego roku do kilku, kilkunastu miejscowości jedzie z Polski 20-25 wolontariuszy w wieku 20-35 lat, by prowadzić tam lekcje języka polskiego. Ćwierć wieku temu mieszkańcy jednej z wiosek, w większości Polacy, wyszli z inicjatywą zaproszenia polskich studentów, by uczyli ich języka ojczystego.

Wolontariat cieszy się wsparciem bp. Leona Dubrawskiego z Kamieńca Podolskiego, a wywodzi się z dzieła dr Heleny Krzemińskiej, która po upadku komunizmu niosła pomoc Polakom na Wschodzie, krzewiąc Ewangelię i polską kulturę tam, gdzie Sowieci próbowali je zniszczyć. Wolontariusze nie tylko uczą polskiego, ale też organizują wieczorki patriotyczne, prezentują polską historię i kulturę, pomagają przy parafiach, sprzątają opuszczone polskie cmentarze.

Co musi wziąć ze sobą misjonarz wolontariusz? – Wystarczy, że chce robić dobro – mówi Michał Huszcza. Aleksandra Kryska dodaje: – Otwartość na ludzi i gotowość do wyrzeczeń oraz pokorę i elastyczność.

A co misjonarz wolontariusz bierze dla siebie? – Myślałem, że Ukraina to dziki kraj, trochę się go bałem, ale zwiedziwszy Lwów, Kamieniec Podolski, Chocim, Okopy Świętej Trójcy, odkryłem jego piękno. Zaznałem też ogromu życzliwości mieszkańców Szaróweczki, którzy mimo niedostatków gościli nas niemal po królewsku – wyznaje Michał.

– W maleńkiej Smotryczy pod Kamieńcem Podolskim, czy potem w Tulczynie, odnalazłam pokój ducha – przyznaje Aleksandra. – Dzielenie się swoim czasem i talentami z tamtejszą młodzieżą daje satysfakcję, tym bardziej, że część z nich przyjechała potem do Polski na studia i dalej się przyjaźnimy, podobnie jak ze współwolontariuszami. Różne są motywacje Ukraińców uczących się polskiego; jedni chcą pracować w Polsce, inni odkrywają polskie korzenie – cieszę się, że mogłam im w tym pomóc. Dla mnie samej zwłaszcza pierwszy wyjazd stanowił skok rozwojowy – wyszłam ze strefy komfortu, poznałam lepiej swoje mocne i słabe strony.

Na Aleksandrze największe wrażenie zrobił ks. Piotr Furman z Tulczyna. – Od lat 90., gdy katolicy odzyskali kościół, służący wcześniej za magazyn i akademik, z toaletami w miejscu prezbiterium, codziennie po obiedzie staje na drabinę i zdrapuje sowieckie tynki, wykrzykując od czasu do czasu: „Patrzcie, anioł się odsłonił!”.

Wolontariat to ulica dwukierunkowa. Waldek Bulak w Wolontariacie na Kresach upatruje punktu zwrotnego w swoim życiu. – Wcześniej wiodłem intensywne życie mówi. – W wyniku nurkowania straciłem słuch w jednym uchu, lekarze nie dawali mi szans, a nagle go odzyskałem. Zacząłem się zastanawiać nad przewartościowaniem życia, gdy padła propozycja udziału w Wolontariacie na Kresach.

Podczas weekendu misyjnego czuł, że jest z innej bajki, przestraszył się, że swoim zachowaniem ma na Ukrainie świadczyć o Bogu. Ale dał Mu się uwieść. – Spotkałem Go w sanktuarium w Berdyczowie. Tam dziękowałem za powrót do zdrowia. Wtedy uświadomiłem sobie, że aby w życiu zaszła zmiana, potrzeba determinacji w pokonywaniu przeszkód i otwarciu się na pomoc innych oraz troskę Tego, który posyła. Cieszę się, że jestem w miejscu, w którym jestem, bo odnalazłem Boga.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Nasze patronaty


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -