21 czerwca
czwartek
Alicji, Alojzego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

U Walkowskich za piecem

Ocena: 4.96667
1323

Państwo Walkowscy przyjęli pod swój dach już 99 dzieci, pełniąc funkcję pogotowia rodzinnego w powiecie konińskim.

fot. Amelia Siuda-Koszela/Idziemy

– Dzieci przychodzą do nas na krótki czas, z największymi emocjami, z nierozwiązanymi supełkami. A my staramy się powoli wszystko wyprostować. Chcemy, by te pokrzywdzone przez los dzieci weszły w życie z otwartą przyłbicą – mówią.

Do domu Zofii i Józefa Walkowskich prowadzi szpaler brzóz, bo też i miejscowość nazywa się Brzeźniak. To właśnie tu 1 września 2001 r. Walkowscy, zawodowa rodzina zastępcza, po przejściu na emerytury, rozpoczęli działalność jako pogotowie rodzinne: opiekują się przez określony czas dziećmi, których rodziny borykają się z kryzysami.

Witają mnie z ogromnym ciepłem, ze szczerym uśmiechem. Opowieść ich życia zapiera dech w piersiach.

– Myśleliśmy intensywnie o prowadzeniu pogotowia rodzinnego już o wiele wcześniej, ale absolutnie nie da się połączyć tego z pracą zawodową. To zajęcie na 24 godziny na dobę, które wymaga poświęcenia bez reszty. Kiedy opowiedziałam o moich planach na emeryturę mężowi, stwierdził: „Ja też na to czekałem” – pani Zofia przedstawia historię swojej bardzo licznej rodziny, do której włącza wszystkich wychowanków.

– Od samego początku praca mamy i taty wiązała się z biednymi dziećmi. Często też takie dzieci przychodziły do nas do domu, dla mnie to było normalne. To ich prawdziwe powołanie – podkreśla pani Joanna, córka Walkowskich.

Małżeństwo przemierzało w modlitwie długie ścieżki leśne do Matki Bożej Bieniszewskiej, powierzało Jej swoje plany.

– Kupiliśmy dom z myślą o pracy z dziećmi, wyremontowaliśmy go i cały czas staramy się poprawiać warunki, bo dzieci zasługują na to, by ładnie mieszkać i mieć własny kąt. Teraz mamy miejsce na sześcioro dzieci, w pokojach pojedynczych lub dwuosobowych – mówi pan Józef. – Przed kilku tygodniami, 23 marca, w nasze progi weszło 99. dziecko, a budynek, który ma ponad sto lat, stoi cały czas.

– Ale remont musimy robić każdego roku. To już czwarta pralka, a łazienka przeszła już drugi remont generalny – dodają ze śmiechem małżonkowie.

Walkowscy wiele razy przyjmowali nawet troje małych dzieci w wózeczkach jednocześnie. Bywała u nich również dorastająca młodzież, nawet maturzysta. Córka Joanna też włączyła się w pomoc dzieciom, ku radości rodziców, i tworzy rodzinę zastępczą wspomagającą.

– Przyjęliśmy sześć lat temu chłopca, który został porzucony przez rodziców, kiedy miał rok i osiem miesięcy. To był bardzo mroźny dzień, 16 grudnia. Bardzo go pokochaliśmy, zaopiekowaliśmy się nim jako pogotowie rodzinne. Jednak czas w pogotowiu rodzinnym jest ograniczony, zawsze kiedyś się kończy. Bardzo ubolewaliśmy, że chłopiec z zespołem FAS [płodowy zespół alkoholowy – przyp. red.] nie ma dokąd wrócić, a bardzo trudno znaleźć rodzinę adopcyjną dla dzieci z tym zespołem. To ciężka choroba, chociaż zdarza się, na szczęście, że dzieci rosnąc, radzą sobie z jej skutkami. Kacperek miał nie chodzić i niedowidzieć, był niedożywiony, a jednak dobrze się rozwija, pasjonuje go majsterkowanie, jest w domu złotą rączką, chociaż nadal potrzebuje specjalnego wsparcia. Spadł nam jak z nieba, jest z nami do dziś. Ma dziś osiem lat, mówi na nas „mama” i „tata”, ale zna swoich biologicznych rodziców. Jest naszą radością – zapewniają Walkowscy.

 

Pięć razy dziecko

Jak wygląda ich praca? Pierwszym krokiem po przyjęciu dziecka jest podstawowa opieka: zapewnienie miejsca do spania, nauki i zabawy. – Na pierwszym etapie dbamy też o zdrowie dziecka, leczymy zęby, skórę, konsultujemy ze specjalistami. Zwracamy uwagę na ubiór. Niedawno, ostatniej zimy, przyszedł do nas chłopiec, którego buty praktycznie nie miały podeszew, nie miał kurtki zimowej – mówi pani Zofia. – Niby ta pierwsza rzecz, podstawowa opieka, jest prosta i oczywista, ale ile potrzeba uwagi, by dziecko poczuło się bezpieczne! Te dzieci zostały wyrwane ze swojego środowiska. Często przynosiły swoje rzeczy, z którymi nie mogą się rozstać, które były ostoją ich świata, np. swoją pieluszkę, i przy jej zapachu zasypiały. My na to pozwalamy.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły