15 listopada
piątek
Alberta, Leopolda
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

U nas zawsze coś się dzieje

Ocena: 5
5290

W domu wywieszony jest grafik dyżurów. – Wstajemy o szóstej rano. Studenci i licealistka wychodzą bardzo wcześnie. Każde ze starszych dzieci robi sobie samodzielnie kanapki do szkoły. Z młodszymi, jemy wspólnie śniadanie. Staramy się być z żoną codziennie na Mszy Świętej. Ten, kto idzie na Mszę poranną, odwozi dzieci do szkoły – opowiada ojciec rodziny.

– Kiedy dzieci są poza domem, zajmuję się domem. Podczas popołudniowej drzemki Jadzi przygotowuję moje wykłady czy konferencje. Potem idziemy na spacer i szykujemy „wspólnie” obiad. Zwykle gotuję posiłek na dwa dni. Jednego dnia zupę, drugiego dogotowuję drugie danie, i tak na zmianę, przeważnie na 12 osób, a często na 15, bo sąsiedzi odbierają nasze dzieci ze szkoły i tak się im odwdzięczam – opisuje swój dzień mama.


Jeden dla drugiego

   
Prezydent Andrzej Duda 14 lutego uhonorował sześć matek rodzin wielodzietnych Krzyżami Zasługi. Wśród nich znalazła się Anna Wardak.
– Czułam się zaszczycona, ale nie traktuję wyróżnienia osobiście.

To uhonorowanie wszystkich dzielnych matek, także tych które mają mniej dzieci, ale wychowują je samotnie, albo matek dzieci niepełnosprawnych, które trwają przy dzieciach dzień po dniu bez takiej perspektywy jak nasza, że dzieci kiedyś się usamodzielnią – mówi nagrodzona.
 

Cała rodzina spotyka się przy stole wieczorem, przy kolacji, o godz. 20. W sobotę studenci i licealiści mają okazję pospać dłużej – do 9.30. W niedzielę wszyscy zasiadają do rodzinnego śniadania o ósmej, a jeśli ktoś nie stosuje się do zasad, musi wykonać na rzecz rodziny dodatkową pracę czy dyżur.

– Zasady muszą być jasne i przestrzegane, daje to duże poczucie bezpieczeństwa dzieciom. Ale dom to nie koszary, więc jeśli dzieje się coś nadzwyczajnego, to, rzecz jasna, są odstępstwa – mówi Janusz Wardak. – Jako rodzice staramy się wysypiać, nie siedzimy po nocach. Wiemy, że brak snu powoduje wyczerpanie, potem będziemy źli na siebie albo zaczniemy chorować.

Starsze dzieci pomagają w kuchni, gdzie są tygodniowe dyżury. W weekend to głównie one zajmują się przygotowaniem obiadu. W razie potrzeby mają też dyżury przy młodszych. Wieczorem cała rodzina modli się wspólnie. – Codziennie dziękuję chociażby za to, że wszyscy wróciliśmy szczęśliwie do domu – mówi Anna.

– Sobota jest dla nas dniem roboczym, jeździmy z wykładami. W niedzielę staramy się nie planować zajęć. Zdarza się jednak, że po Mszy prowadzimy zajęcia przy parafiach – opowiada Janusz.

Mamy dzieci, bo ich oczekiwaliśmy i pragnęliśmy.

Jako małżonkowie starają się znajdować czas dla siebie. – To rzecz priorytetowa. Pielęgnowanie miłości rodziców musi być w rodzinie na pierwszym miejscu: jeśli nie będziemy o nią dbać, odbije się to także na dzieciach – mówi Anna.

W wychowaniu dzieci bardzo pomagają im też szkoły Stowarzyszenia Sternik, które współtworzyli z innymi rodzinami, aby dzieci miały w szkole przekazywane wartości spójne z tymi, którymi cała rodzina żyje każdego dnia.

 

Czułość na co dzień

– Dzieci wiedzą, że są kochane bezwarunkowo. Chcemy, by były szczęśliwe, a inni z nimi też. Nie chcemy realizować naszych ambicji kosztem dzieci, ale żeby rozwijały swoje pasje i uzdolnienia. Jedna z córek jest finalistką olimpiady ekonomicznej, już myśli o studiach. Druga za to jest świetną organizatorką, bardzo dobrze radzi sobie w kuchni, ale generalnie nauka jako taka nie jest jej pasją. Zachęcamy ją zatem, by wybrała technikum gastronomiczne – opowiada Anna.

– Każde dziecko musi wiedzieć, że jest kimś wyjątkowym dla mamy i taty. Kiedy więc któreś przychodzi porozmawiać, to staram się maksymalnie skupiać na nim. Potem w następnych dniach pytam o te sprawy, pamiętam o nich. Staram się – nawet przechodząc obok – okazywać im gesty czułości, jak choćby potarmosić za czuprynę, przytulić czy poklepać po ramieniu – mówi mama.

Są rodziną średnio zamożną, ale na rzeczy niezbędne środków nie brakuje. – Najstarsze dzieci, od liceum wzwyż, mają smartfony. Młodsze nie – z założenia, nie tylko dlatego, że szkoda nam na to pieniędzy, ale przede wszystkim nie byłoby to dla nich dobre – ocenia tata.

Swoją liczną rodzinę traktują jako specyficzne powołanie. – Dla mnie prawdziwy dom to taki, który pulsuje życiem – mówi Ania. – Dzieci w dużej rodzinie uczą się budowania relacji, są bardziej zaradne, potrafią wiele rzeczy zorganizować, wiedzą, że trzeba dzielić się z innymi.

Nie obawiali się, że Jadzia jako dziecko 46-letniej mamy może być zagrożona chorobą genetyczną. – Na ulicach spotyka się również całkiem młode dziewczyny z chorymi dziećmi – dodaje jego żona.

– Ja miałam nieco inną trudność – przyznaje po chwili. – Zawsze myślałam o tym przykrym momencie, kiedy będziemy musieli sobie powiedzieć, że nie będzie już więcej dzieci w naszej rodzinie, chociażby z powodu wieku rodziców.

Oboje podkreślają, że dzieci są rodzicom powierzone przez Pana Boga na pewien czas. – Nie możemy ich zatrzymywać dla siebie. Pragniemy, by w odpowiednim czasie usamodzielniły się, dobrze radziły sobie w życiu, były wspaniałymi ludźmi i w końcu – trafiły do nieba.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 15 listopada

Nabierzcie ducha i podnieście głowy,
ponieważ zbliża się wasze odkupienie.

Dziś w Kościele:
+ piątek, XXXII tydzień zwykły, wspomnienie dowolne św. Alberta Wielkiego, biskupa i doktora Kościoła
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Mdr 13,1-9; Ps 19,2-3.4-5ab; Łk 17,26-37
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Nasze patronaty


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -