20 listopada
środa
Anatola, Sedzimira, Rafala
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Trzeba reagować

Ocena: 0
662

Prawo to jest bardzo surowe. To, czego brakuje, to law enforcement, czyli społecznego nacisku - mówi prof. Krzysztof Wojcieszek, specjalista ds. profilaktyki, w rozmowie z Moniką Odrobińską.

fot. pixabay.com / CC0

Skoro prawo zakazuje picia alkoholu w miejscach publicznych, to czego brakuje, by alkohol rzeczywiście zniknął z naszych ulic?

Prawo to jest bardzo surowe, np. sprzedanie alkoholu nieletniemu grozi cofnięciem koncesji na kilka lat. Problem w tym, że prawo to nie jest respektowane – gdyby było, z mapy znikłoby trzy czwarte sklepów sprzedających alkohol. To, czego brakuje, to law enforcement, czyli społecznego nacisku. Społeczeństwo nie jest gotowe na egzekwowanie prawa do wolności od alkoholu w przestrzeni publicznej, jakby się z jego obecnością pogodziło.

No bo w zasadzie komu szkodzi, że wypiję grzecznie piwko w parku? – pytają przeciwnicy zakazu.

Młodzi ludzie modelują swoje postawy na podstawie obserwacji otoczenia. Jeśli widzą, że jakąś czynność „się wykonuje”, uznają to za normę. Zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych ma chronić obywateli przed bezczelną postawą: „na moim terytorium rządzą moje prawa”. Porównałbym ją z zaznaczaniem terytorium przez obsikujące je psy. Takie osoby szukają symbolicznego poparcia, a jest nim już brak sprzeciwu.

Jeśli w przedziale pociągu ktoś zacznie aplikować sobie heroinę, prawdopodobnie spotka się z protestem. Otwierający puszkę z piwem nie napotka żadnych oporów. A alkohol jest substancją psychoaktywną o wiele groźniejszą niż narkotyki w skumulowanych skutkach (Nutt, 2010). Publiczne spożywanie alkoholu, demonstrowane często jako „relaksacyjne picie piwka”, wcale nim nie jest – to jawne łamanie prawa.

Są miejsca spod tego zakazu wyjęte. To dobrze?

Po jakimś czasie okazuje się, że takie miejsca zamieniły się w śmietnik, miejsce burd i ciągłych wizyt patroli porządkowych. Mało mówi się o tym, że w miejscach obowiązywania swobody publicznego spożywania alkoholu wzrasta liczba aktów przemocy. Badania pokazują, że objęcie ich zakazem np. nocnej sprzedaży alkoholu owocuje spadkiem przypadków napadów, bójek i aktów chuligaństwa.

Mamy dziwne wyobrażenie, że piwko pije kulturalny młody facet, który nie zakłóca przecież ładu społecznego, bo nie zachowuje się napastliwie. A on otwiera drzwi do sytuacji destrukcyjnych społecznie. Badania sprzed dwóch lat pokazały, że 60 proc. Polaków nie widzi różnicy między alkoholem a innymi produktami spożywczymi. Padli ofiarą przekraczania właśnie tego typu granic. W wielu krajach publiczne upijanie się jest źle odbierane, u nas na widok pijaka pod płotem ludzie kiwają z pobłażaniem głową: „Niech sobie chłopina odpocznie”.

Przeciwnicy zakazu publicznego picia alkoholu mówią, że walczą o swoje „prawo” do robienia tego, co im się podoba. Czy faktycznie mają takie prawo?

Chcą tym samym odebrać wolność tym, którzy nie życzą sobie alkoholu w przestrzeni publicznej, co zresztą gwarantuje im prawo. Wracam do przesuwania granic: jeśli mam prawo pić, to mam prawo się też upijać; kolejnym krokiem jest to, że w pijanym widzie „mogę” zaatakować. Osoby o postawie „piję w parku i co mi zrobicie” badają reakcje społeczne. Jeśli nie ma reakcji na ich zachowania, granica przesuwa się dalej. Wielu w ten sposób doszło od „niegroźnego” sączenia piwka pod trzepakiem do alkoholizmu. Szkodliwe społecznie jest nie tylko publiczne picie alkoholu, ale także obnoszenie się z tym.

A ataki na ustawę?

Ustawa powstała w 1982 r. jako jeden z sierpniowych postulatów „Solidarności”, dlatego sierpień jest dziś miesiącem trzeźwości. Hasło padło na podatny grunt, bo Wojciech Jaruzelski sam był abstynentem i uległ naciskom Kościoła, bractw trzeźwościowych i organizacji pozarządowych. Jej wprowadzenie naprawdę było momentem otrzeźwienia.

W 1918 r. Polska była jednym z najmniej pijących krajów w Europie, miała świetne prawo z 1920 r., potem wojna i komunizm rozpiły Polaków. Ustawa z 1982 r. była odruchem samoobrony. Tak wartościowych zapisów nie miał żaden kraj w Europie; wiele do tej pory ich nie ma. Mimo to zapisy te bywają nazywane reliktem komunizmu. Beneficjent ataków na ustawę jest tylko jeden: biznes alkoholowy, a reliktem komunizmu jest nie ustawa, ale pijaństwo.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 20 listopada

Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili.
Dziś w Kościele:
+ środa, XXXIII tydzień zwykły, wspomnienie obowiązkowe św. Rafała Kalinowskiego, prezbitera
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 2 Mch 7,1.20-31; Ps 17,1.5-6.8.15; Łk 19,11-28
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Nasze patronaty

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -