24 kwietnia
środa
Horacego, Feliksa, Grzegorza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Świąteczne tradycje

Ocena: 0
863

„Cukrowy baranek ma złociste różki, pilnuje pisanek na łączce z rzeżuszki. A gdy nikt nie patrzy, chorągiewką buja i cichutko meczy święte Alleluja!” – pisała dla dzieci poetka. Bo święcone i wielkanocny stół to znacznie więcej niż tylko smakołyki.

fot. Marta Kowalska

Sędziwa Otylia Bulanda z Kobyłki wspomina Święta Wielkanocne spędzane podczas wojny we wsi Radziechowy koło Żywca, i te w późniejszych latach, w Starym Paczkowie na Opolszczyźnie: – Podczas wojny nie mogliśmy zbyt wiele włożyć do koszyczka wielkanocnego, bo jedzenia ciągle brakowało, nie było za co go kupić. Każdy wkładał, co miał: chleb razowy, kawałeczek wędliny. Cudowne było to, że ci, którzy mieli więcej, dzielili się z tymi, którzy mieli mniej.

Niedługo po zakończeniu wojny, gdy Otylia miała 10 lat, jej rodzina przeniosła się na Opolszczyznę, gdzie mogła dostać dom i gospodarstwo. – Ksiądz proboszcz z nowej parafii zawsze przypominał, aby do koszyczka wielkanocnego wkładać sól, przyprawy i chrzan, „by dzieci były zdrowe”. Dodawaliśmy także słoninę i surowe jajka pomalowane kredkami lub posmarowane mokrą bibułą, aby puściła kolor. Ręce też mieliśmy kolorowe od tej bibuły. Raz dostałam baranka upieczonego z mąki pszennej na drożdżach z cukrem, ale nie był taki słodki jak te dzisiejsze. Miałam kiełki owsa, posadziłam go na tym jak na łące. Cieszyłam się, jaki jest śliczny.

Pani Otylia przypomina sobie także przygotowania dzieci do świąt w czasie Wielkiego Postu. – Przez cały post codziennie chodziliśmy do kościoła, lubiliśmy to bardzo, to było nasze jedyne zobowiązanie. Umieliśmy śpiewać z pamięci pieśni kościelne i Gorzkie Żale po polsku, Mszę po łacinie. Nie było dziecka, które nie umiało śpiewać. Dziś na Gorzkich Żalach widuję po troje dzieci. Przykro mi, że współcześni rodzice o to nie dbają.

Palmy robiło się własnoręcznie i, co ciekawe, starano się, aby wyglądały wszystkie podobnie. Dawano do nich tuje, bazie, wstążki, kokardki, żonkile albo forsycje. Święcić szły dzieci. Przyzwyczajone były także do długich i uroczystych liturgii Wielkiego Tygodnia i bardzo nimi przejęte. W sobotę u grobu Pana Jezusa każdy się cicho modlił, straż przy grobie pełnili dziewczęta i chłopcy powyżej lat 16, służący w Ochotniczej Straży Pożarnej, w mundurach strażackich i hełmach. Prawie z każdego domu służył jakiś strażak. Grób Pański był przepięknie ubrany.

 

Czytaj dalej w e-wydaniu lub wydaniu papierowym
Idziemy nr 16 (705), 21 kwietnia 2019 r.
Artykuł w całości ukaże się na stronie po 5 maja 2019 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
 
- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -