16 września
poniedziałek
Edyty, Korneliusza, Cypriana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Świąteczne tradycje

Ocena: 0
1299

„Cukrowy baranek ma złociste różki, pilnuje pisanek na łączce z rzeżuszki. A gdy nikt nie patrzy, chorągiewką buja i cichutko meczy święte Alleluja!” – pisała dla dzieci poetka. Bo święcone i wielkanocny stół to znacznie więcej niż tylko smakołyki.

fot. Marta Kowalska

Sędziwa Otylia Bulanda z Kobyłki wspomina Święta Wielkanocne spędzane podczas wojny we wsi Radziechowy koło Żywca, i te w późniejszych latach, w Starym Paczkowie na Opolszczyźnie: – Podczas wojny nie mogliśmy zbyt wiele włożyć do koszyczka wielkanocnego, bo jedzenia ciągle brakowało, nie było za co go kupić. Każdy wkładał, co miał: chleb razowy, kawałeczek wędliny. Cudowne było to, że ci, którzy mieli więcej, dzielili się z tymi, którzy mieli mniej.

Niedługo po zakończeniu wojny, gdy Otylia miała 10 lat, jej rodzina przeniosła się na Opolszczyznę, gdzie mogła dostać dom i gospodarstwo. – Ksiądz proboszcz z nowej parafii zawsze przypominał, aby do koszyczka wielkanocnego wkładać sól, przyprawy i chrzan, „by dzieci były zdrowe”. Dodawaliśmy także słoninę i surowe jajka pomalowane kredkami lub posmarowane mokrą bibułą, aby puściła kolor. Ręce też mieliśmy kolorowe od tej bibuły. Raz dostałam baranka upieczonego z mąki pszennej na drożdżach z cukrem, ale nie był taki słodki jak te dzisiejsze. Miałam kiełki owsa, posadziłam go na tym jak na łące. Cieszyłam się, jaki jest śliczny.

Pani Otylia przypomina sobie także przygotowania dzieci do świąt w czasie Wielkiego Postu. – Przez cały post codziennie chodziliśmy do kościoła, lubiliśmy to bardzo, to było nasze jedyne zobowiązanie. Umieliśmy śpiewać z pamięci pieśni kościelne i Gorzkie Żale po polsku, Mszę po łacinie. Nie było dziecka, które nie umiało śpiewać. Dziś na Gorzkich Żalach widuję po troje dzieci. Przykro mi, że współcześni rodzice o to nie dbają.

Palmy robiło się własnoręcznie i, co ciekawe, starano się, aby wyglądały wszystkie podobnie. Dawano do nich tuje, bazie, wstążki, kokardki, żonkile albo forsycje. Święcić szły dzieci. Przyzwyczajone były także do długich i uroczystych liturgii Wielkiego Tygodnia i bardzo nimi przejęte. W sobotę u grobu Pana Jezusa każdy się cicho modlił, straż przy grobie pełnili dziewczęta i chłopcy powyżej lat 16, służący w Ochotniczej Straży Pożarnej, w mundurach strażackich i hełmach. Prawie z każdego domu służył jakiś strażak. Grób Pański był przepięknie ubrany.

Rano w niedzielę większość parafian szła na Zmartwychwstanie – tak nazywało się rezurekcję. Śniadanie jadło się w gronie domowników, a po południu każdy spotykał się z dalszą rodziną. Pani Otylia przypomina sobie także komiczne sytuacje: – W czasie Wielkiego Postu pościło się naprawdę rygorystycznie, a młodsza siostrzyczka nie mogła się doczekać, kiedy znowu będzie mogła jeść mięso. W Wielką Sobotę po święceniu schowały się z koleżanką za kościołem i napoczęły kiełbasę. Ksiądz obchodził kościół akurat od drugiej strony i je przyłapał. „Nie wiecie, że jeszcze post?” – wykrzyknął. Innym razem chrzestna poprosiła mnie o pilnowanie koszyka z pokarmami pod kościołem, chciała z kimś porozmawiać. W tym czasie przyszedł ksiądz święcić pokarmy. Nie mogłam unieść kosza, ale ciągnęłam po posadzce. Przyjrzałam się, że jest w nim cała szynka, długa kiełbasa, pół kilo cukru i mnóstwo jajek. „Czemu mama ci tak dużo dała?” – zapytał ksiądz ze śmiechem. W śmigus-dyngus cała młodzież wybiegała na drogę, aby się oblewać. Jeden z sąsiadów oblał pełnym wiadrem wody kobietę, która doiła krowę. A ona w emocjach wylała mu na głowę wiadro mleka.

 

Wspólne przeżycie

– Reklamy, które atakują nas w mediach, sprowadzają święta do gotowania i pieczenia – ostrzega dr Dorota Jasielska, psycholog z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie – a przecież do stołu zasiadamy z powodu Święta Zmartwychwstania. – Wspólnota stołu spaja rodzinę, pozwala poczuć wzajemną bliskość – stwierdza – ale gwarancją zadowolenia ze świąt jest wspólne przeżycie. Warto postawić na rodzinę, pozwolić sobie na przeżywanie radości i swobody, na nicnierobienie przez chwilę.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 16 września

"... nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. Lecz powiedz słowo, a mój sługa odzyska zdrowie"

Dziś w Kościele: poniedziałek, XXIV tydzień zwykły
+ wspomnienie świętych męczenników Korneliusza, papieża, i Cypriana, biskupa
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 1 Tm 2,1-8; Ps 28 (27),2.7.8-9, Łk 7,1-10
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

Lato z SalveNet - do końca lata zapraszamy do przeglądu filmów SalveNET prezentowanych podczas minionych wakacji.


- Reklama -


Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -