14 grudnia
sobota
Alfreda, Izydora, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Słucham, telefon zaufania

Ocena: 0
1018

Linia Braterskich Serc, założona w Radomiu z inicjatywy bp. Jana Chrapka, uratowała dzięki telefonicznej pomocy wiele małżeństw i osób stojących na granicy życia i śmierci.

fot. Irena Świerdzewska/Idziemy

Całe biuro z trzema wyciszonymi rozmównicami zajmuje niewielką powierzchnię w siedzibie radomskiej Caritas. Pod bezpłatnym numerem 0 800 311 800 w godz. 18-22 dyżurują w poniedziałek – księża, we wtorek – policjanci i prawnicy, we środę – osoby zajmujące się poradnictwem rodzinnym, w czwartek – psycholodzy i terapeuci, w piątek – pedagodzy i katecheci. Codziennie na posterunku są specjaliści od uzależnień.

– Rocznie pomagamy około 2,5 tys. osób – mówi ks. dr Marek Dziewiecki, dyrektor telefonu zaufania od początku jego istnienia. W przyszłym roku Linia Braterskich Serc będzie miała już dwadzieścia lat.

„Słucham, telefon zaufania, w czym mogę pomóc?” – tak zaczyna się standardowa rozmowa.

– Naszym celem jest pomoc duchowa, gdyż człowieka dotyka nie tylko bieda ekonomiczna, bo ta jest obecnie coraz mniejsza. Największa i najboleśniejsza staje się bieda duchowa, która sprawia, że ktoś nie radzi sobie z samym sobą czy z relacjami z innymi ludźmi, począwszy od najbliższych. To zwykle boli bardziej niż niedostatek materialny – mówi ks. Dziewiecki.

Dotychczas ponad 20 tys. osób uzyskało pomoc przez radomski telefon, przede wszystkim w problemach w małżeństwie i rodzinie. – Wiele z nich dzwoni później, by podziękować i potwierdzić, że nasz telefon zaufania ma sens. Najczęściej zwracają się do nas, gdy nie radzą sobie w sytuacji kryzysu małżonka czy dorastającego lub dorosłego dziecka.

Czasem też dorosłe dzieci nie wiedzą, jak pomóc rodzicom w kryzysie. Sporo jest też rozmów z ludźmi, których bliscy wpadli w uzależnienie od alkoholu, narkotyków, hazardu, pornografii, nadmiernego korzystania z urządzeń elektronicznych. Coraz częściej ktoś dzwoni, bo nie wie, jak pomóc bliskiej osobie, która popadła w kryzys duchowy, moralny czy religijny – wyjaśnia ks. Dziewiecki.

Trzy połączone serca w logo telefonu zaufania, wymyślonego przez radomskiego ordynariusza bp. Jana Chrapka (1946-

-2002), streszczają inicjatywę pomocy. Pierwsze symbolizuje ludzi, którzy podejmą dyżury, drugie tych, którzy będą dzwonić do biura, trzecie – osoby, które modlą się za dzieło Linii Braterskich Serc. Są to m.in. siostry klaryski ze Skaryszewa, alumni radomskiego seminarium i koła różańcowe.

W 2017 r. Caritas Polska uhonorowała działalność radomskiego telefonu zaufania nagrodą „Ubi Caritas”.


 

URATOWANY SAMOBÓJCA

Angażowanie się w wolontariat jest dziś zjawiskiem deficytowym, tym bardziej ewenementem jest funkcjonowanie radomskiego telefonu, gdzie w pomoc włącza się niemal setka ludzi. Ksiądz Dziewiecki, pytany, jak udało się zgromadzić taka dużą liczbę osób bezinteresownie służących pomocą, odpowiada: – Sam stawiam sobie to pytanie.

– Zaczęliśmy w roku Jubileuszu Odkupienia, czyli dziewiętnaście lat temu. To był rok duchowej mobilizacji duchownych i świeckich. Z pewnością ułatwiło to zaangażowanie ludzi dobrej woli – opowiada ks. Dziewiecki. – Ponadto miałem już wcześniej duszpasterski kontakt z wieloma środowiskami w Radomiu. Dzięki temu wiele osób mogłem zaprosić osobiście. Są dwa główne kryteria przyłączenia się do naszych wolontariuszy: trzeba być specjalistą w danej dziedzinie i być gotowym, by raz na kilka tygodni poświęcić bezinteresownie cztery godziny ludziom potrzebującym, bo właśnie tyle trwa dyżur danego dnia.

Zofia Piontek jest wolontariuszką od początku istnienia telefonu zaufania. – Trzy lata przed uruchomieniem telefonu mój syn wszedł w świat narkotyków. Nie udało się go uratować. Kiedy więc zaproponowano mi dyżury, zgodziłam się. Pomogłam kilku osobom wyjść z nałogu. Mnie samej jest przez to lżej, mam poczucie, że śmierć mojego syna nie poszła na marne – opowiada. – Odbieram telefon i słucham rodziców, których dziecko bierze narkotyki. Dzwonią też narkomani. Początkowo podchodzą trochę lekceważąco, sądząc, że nie wiem, co to znaczy problem narkotykowy, ale kiedy słyszą że miałam syna i przez narkotyki już go nie mam, zmienia się ton. Jednym z najtrudniejszych przypadków były rozmowy z narkomanem z kilkunastoletnim uzależnieniem. Potem tańczyliśmy na sylwestra pierwszy taniec, a ja czułam się, jakbym tańczyła z moim synem.

Największym wyzwaniem był telefon z informacją o mężczyźnie, który zamierza popełnić samobójstwo. – Zadzwonił jego kolega, który znalazł kartkę z pożegnaniem. Wiedzieliśmy, że mężczyzna jest gotowy na wszystko. Trzeba było działać błyskawicznie. Dopytałam jeszcze o imię i rodzinę, żeby mieć punkt zaczepienia podczas rozmowy. Wybrałam numer. Cudem było, że odebrał. Dotarł już do lasu, szykował miejsce na mocowanie sznura. Głos nieznajomej kobiety w telefonie, która zwracała się do niego po imieniu, zaskoczył go zupełnie. Zaczęłam pytać o jego życie. Zostawiony przez żonę, sięgnął do kieliszka. Czuł się zupełnie opuszczony. Starałam się wydłużać rozmowę. „Ma pan jednak przyjaciół. Jak pan odłoży swoje plany, to jutro panu powiem kim jest ta osoba” – mówiłam do niego. A następnego dnia skontaktowałam się z żoną niedoszłego samobójcy – wspomina Zofia Piontek.


 

WSPANIAŁA SETKA

Ks. Robert Kowalski, sekretarz linii i dyrektor Caritas Diecezji Radomskiej, podkreśla, że Linia Braterskich Serc jest jednym z „mocniejszych” telefonów zaufania w Polsce. – Jego siłą jest doświadczenie i odpowiedzialność ludzi, którzy często sami przeszli wiele jako terapeuci grup AA czy grup wsparcia – stwierdza.

– Kiedy bp Chrapek zaproponował mi zaangażowanie się w telefon zaufania, miałam etat w szkole jako nauczycielka i mnóstwo pracy. „Ale ja panią widzę w tym zespole” – zachęcał biskup. Od dwudziestu lat pracuję z osobami uzależnionymi od alkoholu – opowiada Helena Łęcka, wolontariuszka. – Przez telefon udało się odwieść dziewczynę od samobójstwa, drugą od aborcji, uchronić małżeństwo przed rozpadem. Jesteśmy po to, by pomagać i przywracać nadzieję.

– Dzwoniący mogą liczyć na anonimowość i dyskrecję – podkreśla ks. Robert Kowalski. – Nie pytamy o pesel, miejsce zamieszkania, lecz stawiamy pytania dotyczące problemów. Słuchamy uważnie, każdy dzwoniący mówi to, co sam chce powiedzieć, nie zadajemy zbyt osobistych pytań.

– Mamy i takie osoby, zwykle samotne, które dzwonią z potrzeby porozmawiania z kimś – podkresla Helena Łęcka. – Są też dzwoniący wielokrotnie, z którymi relacja trwa od lat.

– Telefonowała do nas blisko dziewięćdziesięcioletnia pani spod Kielc. Jej marzeniem było pojechać na święcenia kapłańskie znajomego kleryka, który nią się opiekował. Ktoś wózkiem odwiózł panią do autobusu w Kielcach, ja z pożyczonym wózkiem czekałam w Radomiu. Była szczęśliwa – wspomina z uśmiechem Zofia Piontek.


 

LINIA BEZPŁATNA

Radomski telefon, choć chętnie wybierany, każdemu daje szansę na dodzwonienie się.

– Wcześniej obowiązywała rejonizacja, obecnie ludzie dzwonią z całej Polski. O tyle jest trudniej, że kiedy dzwoni ktoś np. z okolicy Zielonej Góry, a potrzeba wskazać ośrodek terapeutyczny, to nie znamy dobrze możliwości w tamtejszym terenie – ocenia ks. Kowalski.

Dla dzwoniących linia jest bezpłatna. Telefon finansuje miejscowa Caritas przy wsparciu funduszy z radomskiego urzędu miejskiego.

 

W lipcu Linia Braterskich Serca działa w poniedziałki w godz. 18-22, w sierpniu będzie nieczynna, we wrześniu wraca do stałego harmonogramu dyżurów.

Numer: 0 800 311 800

 

Wolontariusze wciąż podnoszą swoje kwalifikacje. Raz w miesiącu odbywają się spotkania formacyjne prowadzone przez dyrektora Linii Braterskich Serc. Ksiądz Dziewiecki, z tytułem doktora psychologii rzymskiego uniwersytetu salezjańskiego, przez wiele lat pełnił też funkcję krajowego duszpasterza powołań. Jest autorem wielu książek na temat wychowania, małżeństwa i rodziny, psychologii zdrowia, profilaktyki i terapii uzależnień, a także z zakresu komunikacji międzyludzkiej.

– Spotykamy się, by doskonalić umiejętności psychopedagogiczne oraz z zakresu zasad komunikowania. Wtedy też tworzymy listy dyżurów na najbliższe tygodnie. Koordynacja pracy jest dosyć prosta, bo współpracują z nami osoby dojrzałe i odpowiedzialne – mówi ks. Dziewiecki.

– Każda z nas osób pracujących w telefonie zaufania staje się po trosze psychologiem. Po drugiej stronie mamy osobę, która potrzebuje fachowej pomocy – uzasadnia Helena Łęcka. – W ubiegłym roku szkolenie mieliśmy zorganizowane w Sopocie, przed dwoma laty na południu Polski. Wymieniamy się doświadczeniami, uczymy się, że na zło mamy odpowiadać miłością. Przede wszystkim na pierwszym miejscu podnoszona jest miłość do Boga.

Otwarte serca, fachowość i miłość – to siła i fenomen radomskiej Linii Braterskich Serc. Trudno o drugą taką.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 14 grudnia

Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli.
Dziś w Kościele:
+ sobota, II tydzień Adwentu, wspomnienie św. Jana od Krzyża, prezbitera i doktora Kościoła
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Syr 48,1-4.9-11; Ps 80,2ac.3b.15-16.18-19; Mt 17,10-13
+ Komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Nasze patronaty

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -