20 września
środa
Filipiny, Eustachego, Euzebii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Róże dla mojej siostry

Ocena: 0
9013
Nie tylko wtedy za Jezusem szli bracia z jednego domu: Szymon i Andrzej oraz Jakub i Jan. Rodzeństwem byli święci Cyryl i Metody oraz św. Benedykt z Nursji i św. Scholastyka, zresztą bliźnięta. Także i dzisiaj „rodzinne powołania” nie są rzadkością.
Rodzeństwo Truszków: siostra Zuzanna i brat Paweł

– Jest jakaś tajemnica w powoływaniu rodzeństwa – mówi ks. prof. Henryk Seweryniak, wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Jego siostra Lucyna postanowiła pójść do karmelitanek. Czy powołanie jednego z rodzeństwa miało wpływ na powołanie drugiego?

– Nigdy o tym z siostrą nie rozmawialiśmy. Jestem od niej znaczenie starszy. Więc ta śliczna blondynka pewnie przyglądała się mojemu powołaniu, przeżywała święcenia, prymicje. Zawsze jednak szukała własnej drogi. I w końcu ją znalazła. Nie spodziewałem się tego – opowiada ks. Seweryniak.

W pewnym momencie oboje studiowali na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim – ona na polonistyce, on na teologii. Potem on wywędrował do Rzymu, ona pozostała na uczelni, pracując w redakcji „Encyklopedii Katolickiej”. – Była w grupie charyzmatycznej, chodziła z jakimś chłopakiem, uczyła się języków. Pewnego lata przez kilka tygodni byliśmy razem w jakimś podparyskim miasteczku – ona na nauce francuskiego, ja zbierając materiały do doktoratu. Pamiętam ciepły letni wieczór, okno otwarte na rozświetlony Paryż, charakterystyczny szum wielkiej metropolii. I moją siostrę, która mówi: „Słuchaj, byłam w Lisieux, pragnę wstąpić do Karmelu”. Po paru miesiącach dzwoni: „Pomóż przewieźć mi moje rzeczy do klasztoru”. Jadę blisko trzysta kilometrów moim maluchem, wchodzę do jej mieszkania. Zaskoczenie... wyniesione meble, puste ściany. Tylko w rogu stos paczek z książkami. Rozdała wszystko, a jedyne, co zabierała do klasztoru, to były książki i parę ubrań. Nagle przypomniałem sobie, jakimś fleszem pamięci, że kiedyś za żartowałem: „Siostrzyczko, jeśli wyjdziesz za mąż, to kupię Ci dwanaście sukien, jeśli zaś zostaniesz zakonnicą – dostaniesz ode mnie dwanaście róż”. Zatrzymałem się przy jakiejś kwiaciarni, kupiłem dwanaście czerwonych róż, zawiozłem siostrę pod klasztor. Ktoś podpowiedział, że jako członek rodziny powinienem ją pobłogosławić. Siostra klęka, a ja mówię jedyne słowa, jakie w tym momencie przychodzą mi do głowy: „Bóg Ojciec niech Ci błogosławi, Jezus Chrystus niech stanie się Twoją jedyną Miłością, Duch Święty niech będzie Twoją mocą i pieśnią”. Daję jej dwanaście róż. Wszyscy mamy łzy w oczach. Tylko ona jedna rozpromieniona. Otwierają się drzwi, widzę grono sióstr ze świecami. I tak stoję do dziś przed tymi drzwiami – niemy wobec tajemnicy powołania, którego niejako „sakramentem” jest dla mnie moja siostra.


RODZICE BEZ WNUKÓW


– Po bracie nikt nie spodziewał się takiej decyzji. Miał narzeczoną. Zawsze chciał być lekarzem, a tu nagle w Wigilię ogłosił swoją decyzję – mówi s. Zuzanna, kanoniczka Ducha Świętego. Ma tylko jednego brata. Oboje wybrali życie zakonne, Paweł jest kapucynem na misjach w Gabonie.

– Ja starałam się nie obarczać go swoimi dylematami. Powiedziałam mu, że idę do zakonu, kiedy już podjęłam decyzję. Zawsze fascynowało mnie jego zakochanie w św. Franciszku. Zabierał mnie na wakacje ze swoimi współbraćmi. Zachwycało mnie, że potrafią się cieszyć ze zwykłych rzeczy. Wędrowaliśmy śladami św. Franciszka po Mazurach, nie było narzekania – wspomina początki swojego powołania. – Rodzice nie zgadzali się na nasze życie konsekrowane. Chcieli mieć wnuki. Starają się akceptować naszą decyzję, ale nie jest im łatwo – dodaje s. Zuzanna.

W rodzinie s. Filipiny, także ze Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego, panowała – jak siostra przyznaje – zdrowa pobożność wiejska, w której Bojaźń Boża była silnie obecna. Z siedmiorga rodzeństwa dwoje poszło do zakonu. Ona i jej brat Wojciech. – Ja o życiu zakonnym mówiłam już w czwartej klasie podstawówki. Na przekór tym, którzy wyśmiewali się, że chodzę do kościoła w pierwsze piątki. Wujek mówił, że jak pójdę do zakonu, to mu kaktus wyrośnie na dłoni. Pan Jezus jednak drążył – wspomina. – Brat coś przeczuwał. Pewnego razu pojechałam na pielgrzymkę do Lichenia, żeby przemodlić swoją decyzję. I kogo tam spotykam? Mojego brata! – Idziesz do zakonu? – zapytał. – Skąd wiesz? – zdziwiłam się. – Wiem – odpowiedział. Dał mi wtedy spis adresów zgromadzeń zakonnych, mówiąc: – Wybierz sama.

Teraz brat jest misjonarzem Świętej Rodziny, pracuje w Norwegii za kołem polarnym, na Wyspie Barentsa.


ŚWIĘTA RODZINA

Ksiądz Grzegorz Kałkowski ze Zgromadzenia Misjonarzy Świętej Rodziny (MSF), dziś rektor domu prowincjalnego w Poznaniu, pociągnął swoją młodszą siostrę Małgosię na drogę duchowego rozwoju.

– Świetnie się rozumieliśmy, w rozmowach poruszaliśmy tematy religijne – opowiada. – Miałem kontakt z elżbietankami. Pewna sędziwa siostra, odpowiedzialna za grupę Rycerstwa Niepokalanej, której byłem członkiem, stała się moją duchową przewodniczką. Chciałem Małgosię do niej wysłać – przyznaje.

Ona znalazła się jednak w Zgromadzeniu Sióstr Benedyktynek Samarytanek Krzyża Chrystusowego (OSB). Oboje przyznają, że życie religijne zawdzięczają rodzinie. – Religijności nauczyła nas babcia – wspomina ks. Grzegorz. – Kiedy wracaliśmy z kościoła, odpytywała, o czym była homilia, jaka była Ewangelia. To nas uczyło świadomego uczestniczenia we Mszy Świętej.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły