22 maja
wtorek
Heleny, Wieslawy, Ryty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Rower i relatywizm

Ocena: 0
1655

To, co „zawsze się robiło” niekoniecznie nadal musi się sprawdzać

Pierwowzór roweru został opatentowany w 1818 r. Pojazd wprawiano w ruch przez odpychanie się nogami od ziemi. Kilkanaście lat minęło do wynalezienia jednośladu napędzanego tylnym kołem. Był on wyposażony w systemem wahliwych pedałów i popychaczy, połączonych z wykorbioną osią tylnego koła. Przełomem było opracowanie napędu przekładnią łańcuchową. Koło z drucianymi szprychami było kolejnym krokiem. Szprychy, wbrew temu, co może się wydawać laikom, pracują na rozciąganie! Zmiany te umożliwiły wykonywanie kół o bardzo dużej średnicy i powstanie bicykli. Dla uzyskania szybkości zwiększyła się średnica przedniego koła, niekiedy do prawie dwóch metrów, ale to oznaczało, że użytkownik musiał mieć niemal cyrkowe zdolności, aby nie upaść. Dwadzieścia lat musiało upłynąć do prostej zmiany na koła równej wielkości. John Starley w 1884 r. opracował pierwowzór współczesnego roweru: wyposażonego w kierownicę połączoną bezpośrednio z widelcem i tylne koło napędzane przekładnią łańcuchową. Pojazd nazywał się Rover (wędrowiec), stąd pochodzenie polskiej nazwy. Ostatnia ważna zmiana to patent Johna Dunlopa: opony pneumatyczne, które sprawiły, że jazda na rowerze stała się znacznie wygodniejsza.

Specjaliści od managementu chętnie sięgają do historii roweru, aby pokazać trudności przy zmianach paradygmatu myślenia. Niełatwo było przełamać przekonanie, że przednie koło „zawsze było” dużo większe od tylnego, czyli że tak „zawsze musi być”.

Papież Franciszek od początku pontyfikatu zaprasza cały Kościół do apostolskiego ożywienia. Pisał, że „duszpasterstwo w kluczu misyjnym wymaga rezygnacji z wygodnego kryterium pasterskiego, iż »zawsze się tak robiło«” (Evangelii gaudium, 33). Pojawia się oczywiste pytanie o obszary, w jakich możliwe są zmiany, i o te, które wymagają wierności. Łatwo przecież przychodzi człowiekowi relatywizować sprawy, którym powinien się podporządkować, natomiast absolutyzować sprawy z natury relatywne. Przykładem tego paradoksu jest „dyktatura relatywizmu”.

Pozostawiając na boku sprawy wierności, można się zastanowić, co trzeba dostosować do zmieniającego się otoczenia: od rzeczy tak drobnych, jak godziny Mszy Świętych, do tak drażliwych, jak finanse Kościoła, czy tak trudnych, jak kształcenie kleryków lub duszpasterstwo ludzi mocno pogubionych... Oczywiście, nie każda zmiana sama w sobie musi być zmianą na lepsze, ale też to, co „zawsze się robiło” niekoniecznie nadal musi się sprawdzać.

 

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest duchownym Prałatury Opus Dei w Warszawie



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły