22 września
sobota
Tomasza, Maurycego, Joachima
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pytania o młodzież

Ocena: 0.8
1230

– Liczby pokazują, że szkolne lekcje religii nie zaspokajają duchowych potrzeb młodych ludzi – mówi prof. Krzysztof Koseła

fot. Iwona Świerżewska/Idziemy

Z prof. Krzysztofem Kosełą, socjologiem, rozmawia Irena Świerdzewska

 

Coraz częściej słychać, że młodzież rezygnuje z lekcji religii. Czy coś złego dzieje się z religijnością młodych ludzi?

Jeśli zmiany uczestniczenia w szkolnych lekcjach religii uznać za trafną oznakę zachodzących zmian, to rzeczywiście dzieje się coś złego z religijnością młodzieży. Badanie uczniów ostatnich klas szkół średnich (ponadgimnazjalnych), zrealizowane przez CBOS w 2016 roku, pokazało spadek z poziomu 89 proc. deklaracji w 2013 roku do 75 proc. deklaracji udziału w szkolnych lekcjach religii w 2016 roku. Wcześniej socjologowie rejestrowali niewielkie wahania tego odsetka, widać więc, że w ostatnich latach zachodzą przyspieszone zmiany – największe w liceach ogólnokształcących, mniejsze w szkołach zawodowych, najmniejsze w technikach. Społeczne przyczyny tego spadku nie są rozpoznane, ale liczby pokazują, że szkolne lekcje religii nie zaspokajają duchowych potrzeb młodych ludzi. Drogi najstarszych nastolatków i Kościoła rozchodzą się. W ciągu ostatnich dwóch dekad, czyli od 1996 do 2016 roku, odsetek uczniów przyznających, że nie uczestniczą w praktykach religijnych, wzrósł z 16 do 29 proc. Niestety, nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie o przyczyny tych zmian.

 

Nie wiemy, co za nimi stoi?

Zdecydowanie możemy stwierdzić, że nie jest tak, iż młodzi ludzie wyprowadzają się ze świata wartości swoich rodziców. Rodzina, miłość, dobra praca są na czele hierarchii wartości, odkąd socjologowie zaczęli systematycznie mierzyć te sprawy, czyli od lat 60. ubiegłego stulecia. Wiemy także, że w społeczeństwach podobnie rozwiniętych na młodzież oddziałują podobne czynniki, czyli nie można mówić o jakiejś polskiej specyfice. W naszym kraju badania młodzieży wykonywane są bardzo systematycznie, więc długo się wydawało, że trudności w przekraczaniu progu dorosłości związane są z przyspieszoną modernizacją Polski, z wielorako rozumianą transformacją.

Liczby pokazują, że szkolne lekcje religii
nie zaspokajają duchowych potrzeb młodych ludzi.

Okazało się, że problemy z uzyskiwaniem wykształcenia, poszukiwaniem pracy i towarzysza czy towarzyszki na dalsze życie, usamodzielnianie i rozczarowania płynące z odkrycia, że młodzi ludzie być może nie osiągną tego, co udało się osiągnąć ich rodzicom – to są zjawiska obserwowane powszechnie we wszystkich tzw. rozwiniętych krajach – we Francji, w Niemczech, we Włoszech, w Japonii i innych. Co ciekawe, na podobne problemy młodych osób w różnych częściach świata podobnie odpowiadają ich rodzice. Zmiany gospodarcze zachodzą w rytmie 15-20 lat, dlatego amerykańscy socjologowie używają nazwy pokolenia dla tak licznych grup wiekowych.
 

Jak określają dzisiejszą młodzież?

Obecne pokolenie młodzieży nazywają millenialsami, czyli młodymi z przełomu tysiącleci. To pokolenie zmaga się z niepewnością drogi życiowej; jego członkowie muszą liczyć się z tym, że wielokrotnie zmienią kwalifikacje i zawód. Ich rodzice widzą trudności, więc towarzyszą potomstwu, wspomagając „młodych dorosłych”. Włosi mają swoich mafiosów i skorzystali z giętkości swojego języka, dorzucając słowo „mamioso” na oznaczenie sytuacji, w której np. mama obsługuje swojego 40-letniego synka. Wcześniej „wypychano” młodych ludzi z domu, ale teraz młodzi to dość powszechnie „gniazdownicy”, którzy nie chcą opuścić wygodnego gniazda. Zjawisko stało się dosyć powszechne w tzw. rozwiniętych społeczeństwach.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI