23 maja
czwartek
Iwony, Dezyderego, Kryspina
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pożegnanie kłopotliwych gości

Ocena: 0
666

Mija trzydzieści lat od dnia, w którym ostatni żołnierze Armii Czerwonej opuszczali Polskę. Przez blisko pół wieku stacjonowali w polskich miastach, tworząc odrębny, nieprzenikniony świat.

fot. Damian Zieziula/Praca własna/CC BY-SA 3.0 pl/link

Była komendantura Wehrmachtu w Legnicy

W oficjalnym sowieckim czasopiśmie „Znamia Pobiedy” („Sztandar Zwycięstwa”) kontakty radzieckich oddziałów z Polakami opisywano w jasnych barwach. Na przykład: „zapaliła się ferma hodowlana należąca do polskiej spółdzielni. Nasi żołnierze natychmiast pospieszyli przyjaciołom z pomocą. (…) Palący się dach groził zawaleniem, jego część już się załamała, ale żołnierze nawet nie drgnęli. Dzięki ich poświęceniu ogień zaczął słabnąć, zanikały ostatnie języki płomieni”.

Poza bohaterskimi akcjami pomocy Polakom (część z nich nie była wymyślona) i uroczystościami z okazji socjalistycznych rocznic niewiele było okazji do spotkań. Mieszkańcy miast garnizonowych wspominali, jak w stanie wojennym zaopatrywało się u „Ruskich” w żywność i urządzenia elektroniczne. Zachowało się kilka wspomnień wspólnego spędzania świąt Bożego Narodzenia. Były to jednak wyjątki potwierdzające regułę – nawet jeśli rodziny czerwonoarmistów mieszkały w jednym bloku z Polakami, społeczność sowiecka tworzyła w Polsce zamkniętą enklawę.

 


ROBILI, CO CHCIELI

Do rzadkich chwil, kiedy dystans się zmniejszał, należała akcja ratowania kościoła św. Jana w Legnicy przez żołnierzy Armii Czerwonej w 1966 r. Jeden z księży wspominał: „Pamiętam, jak radziecki oficer wyciągnął broń i kazał swoim strażakom wspinać się z wężami po rynnach na dach klasztoru. Ich brawurowa akcja uratowała pobliski szpital przed ogniem”. Do dziś legniczanom trudno uwierzyć, że Sowieci zrobili to bezinteresownie. Dwanaście lat później w tym samym mieście podpalili przecież zabytkowy budynek w dniu przekazania go władzom miejskim. Wydaje się, że zniszczenie zabytku mogło być równie bezinteresowne jak wcześniejsze ratowanie kościoła. Wydarzeń podobnych do tego drugiego Polacy zapamiętali znacznie więcej.

W maju 1945 r., po zakończeniu II wojny światowej, sowieckie oddziały z frontu zostały przeformowane w grupy wojsk stacjonujące w państwach uzależnionych od ZSRR. W Polsce była to Północna Grupa Wojsk Armii Radzieckiej (PGWAR). Jej sztab osiadł w Legnicy. Tysiące mieszkańców oraz polskie instytucje publiczne zostały więc na rozkaz sowieckiego marszałka Konstantego Rokossowskiego wysiedlone z centrum miasta, żeby dowództwo PGWAR mogło je zagospodarować na własne potrzeby. Wydzieloną dla sztabu część miasta, zwaną Kwadratem, oddzielił wysoki betonowy mur.

Do 1956 r. krasnoarmiejcy stacjonowali w Polsce wyłącznie na podstawie ustnych umów, w świetle prawa międzynarodowego byli więc armią okupacyjną. Czuli się całkowicie bezkarnie. W źródłach pojawia się wiele wzmianek o sowieckich rabunkach, gwałtach, morderstwach. Bali się ich nie tylko zwykli obywatele, ale nawet najważniejsi funkcjonariusze partyjni w kraju. Wiedzieli, że obecność PGWAR ma zapewnić lojalność polskich komunistów wobec ich mocodawców ze Wschodu. Najjaskrawiej ujawniło się to w 1956 r., kiedy władze PRL postanowiły bez porozumienia z Moskwą ustalić nowe kierownictwo partii. Oddziały PGWAR ruszyły na Warszawę. Gdyby nie doszło wówczas do porozumienia między polskimi a radzieckimi komunistami, radzieckie wojska, jak stwierdził minister obrony ZSRR Gieorgij Żukow, „rozgniotłyby Polaków jak muchy”.

 


WOJENNE OGNIWO

Polacy nie mogli manifestować swojego stosunku do kłopotliwych gości. W garnizonowym Brzegu grupa zapaleńców przez dwa miesiące 1952 r. wypisywała na murach hasła z żądaniem opuszczenia miasta przez okupantów. Sprawcy zostali schwytani i ukarani więzieniem lub poprawczakiem. Kiedy w październiku 1956 r. doszedł do władzy Władysław Gomułka i w całym kraju spodziewano się liberalizacji, można było zobaczyć prawdziwe nastroje społeczne w tym mieście. Manifestacja przeciw Sowietom w 30-tysięcznym Brzegu zebrała 3 tysiące osób.

Gomułka doprowadził do poważnych zmian w statusie radzieckich wojsk w Polsce. Już w grudniu 1956 r. uregulował prawnie ich obecność w kraju. Maksymalną liczbę żołnierzy ustalono na ok. 65 tysięcy (pod koniec lat 40. było ich kilkakrotnie więcej). Nie oznacza to jednak, że kłopoty się skończyły. W miastach garnizonowych wiele było spraw sądowych przeciwko gościom ze Wschodu. W myśl ustaleń z 1956 r. powinni być traktowani na równi z obywatelami polskimi. W praktyce wykorzystano lukę prawną i żołnierze pozostali jak dawniej bezkarni. Nie zawsze chodziło o drobne, indywidualne kradzieże. Wiele przestępstw było popełnianych na rozkaz oficerów. Gdy w 1962 r. oddział radziecki stacjonujący w Bornem Sulinowie został przyłapany na kradzieży podkładów kolejowych, oficer, na którego rozkaz dokonano zaboru, tłumaczył prokuraturze, że „podkłady te były niezbędne dla potrzeb jednostki”.

Rola PGWAR była dla władz ZSRR zbyt doniosła, żeby siły te mogły zostać poddane nadmiernej kontroli Polaków. Nie chodziło nawet w pierwszym rzędzie o utrzymanie porządku w Polsce – choć na pewno groźba interwencji wojsk radzieckich była ważnym elementem politycznej rozgrywki. Przede wszystkim PGWAR była częścią relokacji sowieckich wojsk w całym bloku wschodnim i istotnym ogniwem na wypadek wojny z NATO. Miała np. zapewniać łączność z NRD, a także utrzymywać ogromną liczbę magazynów broni i amunicji (również atomowej) oraz paliw do tranzytu ok. 2 mln żołnierzy przez terytorium Polski na Zachód.

 


POWRÓT ZA BUG

Rozpad bloku wschodniego na początku lat 90. sprawił, że wszystkie te plany stały się nieaktualne. W listopadzie 1990 r. rozpoczęły się negocjacje dotyczące wycofywania wojsk radzieckich z terytorium Polski. Rozmowy były trudne. ZSRR nie chciał ponosić żadnych kosztów tranzytu, gotów był również rozciągnąć proces na wiele lat. Początkowo przyjął twarde stanowisko, a dowódca PGWAR stwierdził – jak wspominał przedstawiciel Polski w negocjacjach gen. Zdzisław Ostrowski – że wojska radzieckie będą wychodzić „z rozwiniętymi sztandarami i w sposób godny armii, która broniła Polski i zachodniej granicy tego kraju”.

Poczucie, że Polacy nie potrafią docenić dobrodziejstw, jakie przyniosła im obecność Sowietów przez ostatnie pół wieku, towarzyszyło także szeregowym żołnierzom wyjeżdżającym z Polski. Nie mogli zrozumieć, skąd bierze się otaczająca ich niechęć. To podejście ukształtowało w dużej mierze negocjacje polskiego rządu ze stroną sowiecką. Czerwonoarmiści domagali się od Polski np. zapłaty za obiekty wojskowe wybudowane przez PGWAR na terytorium naszego kraju. Ostatecznie, po kilkunastu turach rozmów, 26 października 1991 r. podpisano porozumienie, w którym obie strony rezygnowały z roszczeń finansowych. Ostatni żołnierz sowiecki miał opuścić Polskę do końca 1993 r.

Udało się to zrobić nieco wcześniej – 17 września 1993 r., czyli dokładnie 54 lata po wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski. Zgoda na tę symboliczną datę pożegnania wojsk nieistniejącego już imperium była gestem pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta Rosji Borysa Jelcyna, który w grudniu 1991 r. doprowadził do likwidacji ZSRR.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest historykiem, pracownikiem Centrum Myśli Jana Pawła II

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 23 maja

Czwartek, VII Tydzień zwykły
Święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana
Chrystus, chociaż był Synem,
nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): J 19, 25-34
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Nowenna do św. Urszuli Ledóchowskiej 20-28 maja



Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter