10 sierpnia
poniedziałek
Borysa, Filomeny, Wawrzynca
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pozdrowienia dla górników

Ocena: 0
776

Mignął mi w kalendarzu czwarty grudnia: imieniny wszystkich miłych mi Basiek i Barbar, ale przede wszystkim święto górniczej braci i całego Śląska, ludzi mocnych, odważnych – niezłomnej podziemnej armii.

A właśnie znajoma galeria zaprasza na wernisaż fotografii artystycznej i filmowych etiud związanych z górnictwem. Z ekranu laptopa, za pomocą którego artysta prezentował swoje dzieła, patrzył na mnie tamten świat – świat późnych lat 40. Polski tak zwanej Ludowej. Nasunęły mi się wspomnienia, których czas nie zdołała zatrzeć w mojej pamięci.

Oto ja, studentka pedagogiki i warszawianka bez żadnego śląskiego doświadczenia, znalazłam się w węglowej stolicy – Katowicach. Jakże wyraźnie widzę kontury kopalni „Wujek”, którą przyjechała zwiedzać nasza studencka gromadka. Otrzymaliśmy tę wycieczkę w nagrodę za pokazowe lekcje w tamtejszych szkołach. Miał to być nasz chrzest bojowy przed obroną pracy magisterskiej, konieczny do jej zaliczenia. A że przewodził nam sam ówczesny minister oświaty Stanisław Skrzeszewski, cała kopalniana ekipa była nami zainteresowana. Myślę, że też i młodość studentek miała tu znaczenie. Przechowuję we wdzięcznej pamięci uśmiechy okraszone śląską gwarą, sympatyczne żarciki, miłe przekomarzanki. Gospodarze naprawdę byli życzliwi i pełni chęci, aby nasza wizyta się udała.

Rozmieszczeni w osobnych pokoikach z wanną, łazienką i szafką na ubranie – nie wiedziałam wtedy, że były to służbowe pomieszczenia sztygarów – zaczęliśmy „przebierać się” za górników. Niestety – mała, drobna i szczupła miałam z tym nieliche kłopoty. Nic na mnie nie pasowało! Kombinezon za duży, kask spadający na oczy – za ciężki. Nogi, choć owinięte w onuce, ślizgały się w obszernych butach. Do tego latarka ważąca kilogramy – i już byłam załatwiona. Straciłam chęć do zjazdu windą pod ziemię, ale przecież nie mogłam dać satysfakcji tym żartownisiom – o nie! nabijać się ze mnie nie będą. Robiąc więc dobrą minę do złej gry, zdołałam jakoś podołać wyzwaniu.

Taplając się w stojącej wszędzie wodzie, przy nikłym oświetleniu podziemi, brodząc wśród licznych kabli, lin, torów kolejki wiozącej wagoniki z węglowym urobkiem, zginając się w pół w najniższych korytarzach, przy huku młotów pneumatycznych kruszących węglowe skały – wpatrzona w plecy przewodnika, parłam uparcie przed siebie. Spocona i brudna wydostałam się wreszcie na powierzchnię. Mogłam się dokładnie umyć i odpocząć. Doceniłam wtedy górniczy niewymierny trud. Byłam wykończona wysiłkiem zwiedzania kopalni. A oni przecież tak codziennie, wiele godzin pod ziemią, zmęczeni, narażeni na niebezpieczeństwo utraty zdrowia – bo to choroby oczu, pylica płuc, wybuchy metanu itd. – a czasem życia.

Dziś widzę ich twarze brudne i spocone, ale pełne siły i godności. W hełmach z latarką nad czołem ci rycerze podziemia wydawali mi się po prostu piękni. I takimi zostali do dziś. Być może to czas tak działa. Jego mgła zaciera usterki i upiększa ludzkie rysy. Czas odsłania mi urok hałd, rozkwitających na wiosnę zasadzoną tam zielenią. Czas ukazuje wdzięk familoków – domeczków z ogródeczkiem i ławeczką dla seniora górnika, gdzie śnieżna biel firanek w oknach jest tak silnie przestrzegana. Z odległości czasu inaczej dziś dostrzegam kopalniane pomieszczenia, potęgę maszyn, poezję opuszczonych kopalń. Dlatego troską i bólem przepełniły mnie w stanie wojennym wieści o strajku w mojej – tak, od tamtej pory uważałam ją za moją – kopalni „Wujek” i jego krwawym stłumieniu. Wiem, że wówczas w innych fabrykach, kopalniach i hutach było ciężko i nawet strasznie, ale ta była mi przecież najmilsza.

Cóż mogę zrobić dziś dla górniczej braci w ich święto? Może choćby parę słów pamięci i wdzięczności w naszym tygodniku… i prośbę przesłać świętej ich patronce Barbarze o dalszą troskę i opiekę nad nimi.

PS. Niniejszy tekst powstał pod wpływem mego pobytu w warszawskiej galerii „Na prawym brzegu Wisły”, gdzie poznałam Andrzeja Koniakowskiego, rodowitego Ślązaka, górnika kopalni „Wujek” – artystę , który pragnie piękno przekazać innym.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 10 sierpnia

Poniedziałek, XIX Tydzień zwykły
+ Święto św. Wawrzyńca, diakona i męczennika
Ten, kto miłuje swoje życie, traci je,
a kto nienawidzi swego życia na tym świecie,
zachowa je na życie wieczne.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): 2 Kor 9, 6-10; Ps 112, 1-2. 5-6. 7-9; J 12, 24-26
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

Nowenna do Matki Bożej Łaskawej w intencji Ojczyzny (5-14 sierpnia)
Dziś: 10 sierpnia - Parafia Św. Jana Kantego w Legionowie

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter