24 września
poniedziałek
Gerarda, Ruperta, Tomiry
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pod niemieckim butem

Ocena: 0
1463

Polacy w czasie II wojny światowej ratowali także włoskich jeńców wojennych.

fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Bolesław Paciorek, przesłuchiwany 11 stycznia 1962 r. w Sądzie Powiatowym w Kozienicach, zeznał (dotyczy to obozu jenieckiego założonego przez Niemców w 1941 r. w Głusicach k. Zajezierza): „Pod koniec 1942 r. ułatwiłem ucieczkę 10 Włochom i pięciu oficerom radzieckim. Zaopatrzyłem ich w dowody osobiste. Spośród uciekinierów włoskich trzech dostało się do organizacji podziemnej Bataliony Chłopskie. Jednego z nich dobrze znałem, przebywał u mnie, nazywał się Franco Metelli, porucznik-inżynier. W czasie walki z Niemcami w Grzywaczu w marcu 1943 r. Franco Metelli został ranny w obojczyk i, według lekarza dr. Kiełczyńskiego, należało dokonać koniecznej operacji. Dowódca Batalionów Chłopskich wydał rozkaz, aby stamtąd udali się do Kozienic. Po drodze obaj zatrzymali się w Psarach, aby stamtąd udać się do Kozienic. (…) W czasie przejazdu do Kozienic obu zatrzymała żandarmeria niemiecka. Zostali rozstrzelani przed szpitalem w Kozienicach, było to w kwietniu 1943 r. Zwłoki ich zostały przewiezione i pochowane na cmentarzu katolickim w Oleksowie, gdzie do tej pory przebywają (…). Pozostali jeńcy włoscy udali się z przewodnikiem Czechem w kierunku Brna. W miesiąc później otrzymałem od jednego jeńca włoskiego kartkę z Brna. Od tego czasu kontakt mój z tymi jeńcami został przerwany. Czy żyją i gdzie obecnie przebywają jeńcy, nie wiem”.

 

Bez mundurów

Według zeznań Mariana Hory, komendanta Miejskiej Straży Pożarowej w Siedlcach, dowiadujemy się, że na terenie niemieckich koszar w Siedlcach przebywało około tysiąca oficerów armii włoskiej. Z rozmowy z podoficerem niemieckim, Ślązakiem z pochodzenia, Hora dowiedział się, że mają oni zostać zgładzeni (w czasie rozmowy podoficer wykonał charakterystyczny gest, przeciągając dłonią po szyi). Po upływie pewnego czasu świadek dowiedział się, że około 3/4 z ogólnej liczby oficerów włoskich została przez miejscowe gestapo rozstrzelana w lesie położonym w pobliżu koszar. Trupy zostały wywiezione w nieznanym kierunku.

Od lata 1943 r. Niemcy transportowali rozbrojonych Włochów ze wschodu trasą kolejową Łódź – Piotrków Trybunalski. Jan Leszczyński zeznał 13 kwietnia 1964 r. w Sądzie Powiatowym dla Warszawy-Pragi: „Na stację Koluszki wtoczono transport rozbrojonych Włochów. Panowała wówczas temperatura znacznie poniżej zera, na przemian padał deszcz ze śniegiem, a ziemia była pokryta lodowatą skorupą. W wagonach było od 40 do 120 osób. Transportów było kilkanaście, w ilości po 40 wagonów każdy. Niemcy nie pozwalali zbliżać się do tych transportów, strzelali. Z okrzyków i jęków dochodzących z wagonów, na przykład Aqua, aqua, rozumieliśmy, że Włosi są skrajnie wyczerpani. Różnymi sposobami starałem się zidentyfikować jednostki włoskie, które w ten sposób wieziono. W kilku wypadkach udało mi się zdobyć listy, które Włosi wyrzucali, a które otrzymywali z domów. Były to świetne dowody, gdyż ustalały jednostkę wojskową i nadawcę (…). Wiem, że Rzepecki próbował wykorzystać miejscowych Niemców do zawiadomienia rodzin we Włoszech, ale szybko musiał zrezygnować, gdyż poczta niemiecka natychmiast zorientowała się, o co chodzi i Niemiec, który miał wysyłać listy, wycofał się. Konwojowani Włosi z reguły byli pozbawieni odzieży, ani jeden nie miał munduru, zastępowały go papierowe worki po cemencie lub nieprawdopodobne łachmany. Podobno mundury zostały im odebrane na polecenie niemieckich władz. Po otwarciu wagonów wypadali na torowisko i zjadali wszystko, co rosło obok, pozostawione tam jako nieużyteczne. Po zjedzeniu tego wszystkiego Włosi dostali straszliwych bóli. Sam przyniosłem ziemniaków i buraków surowych, które pożerali na miejscu. Niemcy nie mogli zapędzić ich do wagonów. Zaczęli strzelać i bić Włochów. Próbowali wrzucać Włochów do wagonów, ale dawało to taki skutek, że wrzucając ich do wagonów, rozbijali im głowy. Ostatecznie w ciągu kilku godzin transport załadowano ponownie. Do jednego z wagonów wrzucono zwłoki zastrzelonych żołnierzy włoskich, około 74. Kilka lub kilkanaście zwłok nie miało widocznych obrażeń, z czego wnioskowałem, że zostali uduszeni w wagonach bądź zagłodzeni. Widok był wstrząsający. Każdy z wagonów mógł liczyć od 100 do 120 Włochów, ciała były układane warstwami, a nie były mowy o zajęciu pozycji stojącej lub siedzącej”.

Jeńcy włoscy, którzy nie doczekali końca wojny, pozostali na polskiej ziemi na zawsze. Na Cmentarzu Żołnierzy Włoskich w Warszawie na Bielanach przy ul. Marymonckiej w latach 1957-1967 pochowano 1415 obywateli Włoch zmarłych i pomordowanych także w niemieckich obozach jenieckich podczas II wojny światowej, ekshumowanych z różnych miejsc.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI