31 marca
wtorek
Beniamina, Dobromierza, Leonarda
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Po co szkoła katolicka?

Ocena: 4.9
2491

Być może, posyłając dziecko do szkoły katolickiej, rodzice chcieli je uchronić przed złem tego świata, kierowali się tym, że z takich szkół wychodzą wartościowi ludzie, albo po prostu pragnęli zagwarantować mu edukację na wysokim poziomie. Ale może nie uzgodnili tego wcześniej z dzieckiem? Może to, z czym się w tej szkole spotkało, przekraczało jego możliwości percepcji intelektualnej, psychicznej, wreszcie duchowej? Być może czuło się tam wyobcowane, bo brakowało spójności między wychowaniem domowym i szkolnym?

Bywa, że rodzice ze szkół katolickich narzekają na codzienną modlitwę przed zajęciami, przed posiłkiem, Anioł Pański, Msze szkolne, które „zabierają” część lekcji. Może tego jest za dużo?

Takie zarzuty wcale nie zdarzają się tak często, jakby się mogło wydawać. Jest za to szereg osób, które dzięki formacji w takiej szkole odnalazły drogę do Boga, Kościoła. Dyrektorzy takich szkół opowiadają, że trafiają do nich czasem dzieci poranione emocjonalnie, a kończą je, odnalazłszy swoje miejsce we wspólnocie.

Zarzuty o zbyt dużo czasu poświęconego modlitwie i formacji pokazują, że być może na wstępie zabrakło dostatecznej informacji na temat tego typu aktywności w szkole. Wierzę bowiem, że jeśli rodzice są o niej poinformowani, to – zważywszy na szali wszystkie za i przeciw szkole katolickiej – zdecydowali się przyjąć jej warunki z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Wychowankowie szkół katolickich w Polsce i na Zachodzie są w czołówce pod względem wyników z egzaminów – donosił jeden z dzienników w 2015 r. Czy rzeczywiście samo posłanie dziecka do szkoły katolickiej jest gwarancją dobrej formacji i edukacji?

Zaletą szkół katolickich jest to, że równolegle z edukacją, rozumianą jako nauczanie i wychowanie, odbywa się formacja rodziców. Znam szkoły katolickie, w których każdego miesiąca zapraszani są oni na spotkanie – z nauczycielami, pedagogami, specjalistami, których sami mogą zaproponować, którzy przybliżają im świat dziecka, jego problemy, jego język. To stała zachęta do tego, by rodzice mieli więcej czasu dla swoich dzieci i by nie cedowali wychowania dzieci na placówkę. Rodzice chętnie wchodzą w ten dialog, chętnie uczestniczą w tworzeniu programu wychowawczego. Szkoły katolickie stawiają na współpracę z całymi rodzinami, same mogą niewiele.

Mówi się, że poziom agresji w szkołach katolickich jest mniejszy, a jeśli agresja się pojawi, wywołuje natychmiastową reakcję. To kwestia charakteru katolickiego szkoły czy jednak prywatnego, zakładającego mniej uczniów na jednego nauczyciela?

Nie ma środowisk bezkonfliktowych. W każdym prędzej czy później pojawiają się nieporozumienia. Z tym, że w szkole katolickiej – przy założeniu, że jest ona wspólnotą – łatwiej uzdrawiać relacje. Przymiotnik „katolicka” wyznacza bowiem kierunki ewangelicznego rozwiązywania problemów: w duchu prawdy, a jednocześnie miłości, co oznacza troskę o drugiego człowieka – by nie błądził, a jeśli zbłądzi, by z tego błądzenia go wyciągać, a nie w nim utwierdzać czy zostawiać go z tym samego.

Skoro tyle jest korzyści dla dorastających obywateli, może szkoły te powinny być bardziej dofinansowane z budżetu państwa?

Dyrektorzy szkół katolickich przyznają, że nie zawsze traktowani są przez samorządy na równi ze szkołami publicznymi, które mają większe możliwości pozyskiwania pieniędzy państwowych. Rada Szkół Katolickich także cyklicznie o tym rozmawia z różnymi departamentami ministerstwa edukacji.

Przyznam, że w świetle Deklaracji wobec środowisk LGBT+, jaką podpisał prezydent Warszawy, obawiałabym się postawy miasta „coś za coś”.

Miasto dopłaca, a w zamian za to szkoła – katolicka czy nie – ma hołubić tę społeczność?

Właśnie.

To nie powinno mieć miejsca. Należy odróżnić finansowanie od programowania. O tych dwóch sprawach nie może decydować ten sam organ.

Już słyszę to larum o dofinasowaniu szkół, które „naruszają świecki charakter edukacji”.

Nie rozumiem tego określenia. Szkoła przede wszystkim ma być publiczna, nawet jeśli tego nie ma w nazwie. Wszystkim rodzicom należy się komfort bezpieczeństwa – świadomość, że szkoła nie pozbawi ich dzieci tych wartości, którymi żyją w rodzinie. Obecna ekipa rządząca zaczyna sprawiać wrażenie, jakby rozumiała, że człowiek to nie tylko ciało i intelekt, ale także psychika i duch. I tak MEN sygnalizuje, że będzie możliwość wsparcia finansowanego w szkołach katolickich pewnych akcji. Nie będą to na razie ulgi, ale pewne działania pomocowe. Nie chcemy dualizmu: szkoły publiczne kontra katolickie. Wszystkie one powinny iść w jednym kierunku, zgodnie z jednym programem mającym na uwadze integralny rozwój człowieka. Z tym, że w wychowaniu tym szkoła katolicka może sobie pozwolić na kultywowanie wartości chrześcijańskich w sposób nieskrępowany.


Bp Marek Mendyk (1961) – doktor nauk teologicznych, biskup pomocniczy legnicki, przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego, członek Komisji Duszpasterstwa i Rady ds. Duszpasterstwa Młodzieży, asystent Rady Szkół Katolickich; członek Rady Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 31 marca


Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie.

Dziś w Kościele: Wtorek, V Tydzień Wielkiego Postu
Czytania liturgiczne (rok A, II): Lb 21,4-9; Ps 102,2-3.16-21; J 8,21-30
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań
+ Wielkopostne Kościoły Stacyjne
31 marca –  Parafia Najczystszego Serca Maryi (ul. Chłopickiego 2, DW-P)
+ "Ziarna Słowa" Jana Pawła II

E-WYDANIE

Tygodnik Idziemy dostępny w e-wydaniu!
Zachęcamy także do prenumeraty wydań drukowanych.

- Reklama -


Najczęściej czytane komentarze



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter