19 maja
czwartek
Iwa, Piotra, Celestyna
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pieniądze uratują dzietność?

Ocena: 0.833333
1012

 

W Polsce już co trzecie małżeństwo się rozpada, osłabia się trwałość rodziny. To też ma wpływ na demografię… 

Są takie regiony w Polsce, gdzie tylko co czwarte dziecko rodzi się poza małżeństwem, ale są i takie, gdzie nawet 75 proc. dzieci rodzi się poza małżeństwami. Sytuacja jest zatem bardzo zróżnicowana. 

Jeśli chodzi o każdą politykę, w tym politykę rodzinną, to często ma ona ograniczony wpływ na czynniki kulturowe, zwłaszcza w krótkim okresie. Na trwałość związków może wpłynąć edukacja i wychowywanie młodych ludzi do ich tworzenia. Dzisiaj młodzi nie mają wiedzy, nie nabywają umiejętności w swoich rodzinach, nie są przygotowani do życia rodzinnego. Funkcjonują w kulturze tymczasowości, co sprawia, że związki częściej się rozpadają. 

Potrzebujemy gruntownej formacji ludzi do tworzenia trwałych związków. Trwałe związki dają większe poczucie bezpieczeństwa zarówno dzieciom, jak i kobietom. Pozwalają rozwijać się kobiecie i mężczyźnie, wspierają dzietność. W polityce trzeba jednak unikać narracji, że musimy mieć tradycyjne, najlepiej katolickie rodziny. Tradycyjne wartości przestały być bowiem bliskie młodym Polakom, a zwłaszcza młodym Polkom. Należy zatem pokazywać, że trwałość związku to dobro niezależnie od wyznawanego światopoglądu. 

Chcę tu zwrócić uwagę na inny ważny fakt mający wpływ na dzietność. W Polsce za sprawą różnych czynników, społecznych i kulturowych, mamy do czynienia z narastającym wykluczeniem edukacyjnym młodych mężczyzn, którzy kończą edukację na poziomie szkoły średniej i zostają na prowincji. Jednocześnie młode kobiety w Polsce uciekają z prowincji do miasta na studia. Proporcja między nimi a mężczyznami na uczelniach wynosi 70:30. W efekcie w dużych miastach mamy nawet 120-130 kobiet na 100 mężczyzn. Z kolei na prowincji mamy odwrotnie: 120-130 mężczyzn na 100 kobiet. To przekłada się na spadek liczby zawieranych małżeństw. Jednocześnie wzrasta liczba nieformalnych związków, kiedy np. kobiecie w dużym mieście zależy na mężczyźnie, to godzi się na to, że on jest już w innym związku. 

 

Dlaczego nie sięgamy do sprawdzonych wzorców, np. węgierskich, gdzie wsparcie powiązane jest z trwałością rodziny i przełożyło się na wzrost dzietności? 

Byłbym ostrożny w przenoszeniu rozwiązań z innych krajów na polski grunt w skali 1:1. W każdym kraju jest inna specyfika, inne proporcje między kobietami a mężczyznami, inny model rodziny. Różnic jest wiele, np. jeśli chodzi o wspomnianą na początku orientację prorodzinną albo zawodową. 

W Szwecji, gdzie jest bardzo dobra polityka prorodzinna, dzietność w ostatnich latach zaczęła nieco spadać, ponieważ młode kobiety nastawione są już bardziej na karierę zawodową. Z kolei młode Francuzki, nie tylko imigrantki, przy dobrej polityce prorodzinnej nadal są nakierowane prorodzinnie. Wskaźnik dzietności wynosi tam 1,8. Uważam zresztą, że taki wskaźnik jest maksimum, jakie można osiągnąć w państwach rozwiniętych. 

W Polsce mamy specyfikę społeczeństwa dość mocno indywidualistycznego. To się pogłębia i będzie przekładało się na pewne wzorce i motywy zachowań kolejnych pokoleń. Dlatego raczej spodziewałbym się spadku dzietności albo – przy dużym zaangażowaniu polityki państwa – utrzymania tego wskaźnika na poziomie 1,3-1,4. Nie widzę perspektyw powrotu do współczynnika 1,6-1,7, a tym bardziej 2,0 – jak mówi rząd. Powodem są właśnie czynniki kulturowe. 

 

Skoro tak daleko nam do zastępowalności pokoleń, to stajemy się narodem zagrożonym wyginięciem? 

Już wiadomo, że bez podejmowania działań w kierunku poprawy demografii w 2050 r. będziemy drugim najstarszym społeczeństwem w Europie – obok społeczeństwa niemieckiego. Odsetek osób powyżej 60. roku życia będzie wynosił ponad 40 proc. Z danych projektu „Strategia Demograficzna 2040” wynika, że w roku 2100 Polska będzie miała 16 mln ludności, w roku 2300 – tylko 2 mln ludności. 

Trzeba tu powiedzieć, że nawet w perspektywie dwudziesto–trzydziestoletniej nie da się poprawić współczynników demograficznych wyłącznie dzietnością. Nie da się nadrobić skutków deficytu urodzeń bez migracji. Im prędzej wprowadzimy rzetelną politykę migracyjną, tym lepiej dla nas. Już teraz do Polski przybywa wielu migrantów, co dzieje się „po cichu”, udajemy, że tego nie widzimy. 

Migrantów w Polsce jest już wyraźnie ponad milion. Spodziewam się, że z powodów politycznych w perspektywie roku do Polski ruszą Białorusini. Będziemy mieć coraz więcej migracji z innych krajów byłego Związku Radzieckiego, ale także coraz więcej migrantów z takich krajów jak Indie, Pakistan, Filipiny, Wietnam, Nepal, Tybet. Jeżeli nie przygotujemy się na to wcześniej, to zaczną pojawiać się napięcia społeczne, które znane są w Europie Zachodniej. 

Trzeba dziś mówić o imigracji, bo jest to jedyne realne rozwiązanie, żeby zagwarantować w miarę stabilność na rynku pracy. 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 19 maja

Czwartek, V Tydzień Wielkanocny
Śpiewajcie Panu pieśń nową, *
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): J 15, 9-11
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz



POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter