25 października
niedziela
Darii, Wilhelminy, Bonifacego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Ojcostwo - dar i zadanie

Ocena: 5
843

Jaki ojciec, taki przyszły ojciec! Dlatego coraz więcej mężczyzn docenia ojcostwo, jako wielki dar, ale i trudne zadanie.

fot: arch. Tato.Net

Trzeba jasno powiedzieć: chociaż ojcostwo zaczyna przeżywać swój renesans są to dopiero pierwsze jaskółki zmian. Uczestniczymy w postmodernistycznej wojnie cywilizacji, której rezultatem jest kryzys męskości, dotykający zwłaszcza młodych mężczyzn. Począwszy od tego, że znaczna ich część – nie widząc się w roli męża i ojca – wmawia sobie, że są powołani do bycia singlem. Nawet nie próbują zakładać rodziny. Z kolei wielu z tych, którzy rodziny zakładają – nie potrafią kochać ani żony, ani dzieci. Dlaczego tak jest?

– Tak dzieje się nie przypadkiem, ale w dużym stopniu jest wynikiem kryzysu ich ojców. Chłopak, patrząc na ojca, uczy się tego przede wszystkim, jaki sam ma być w dorosłym życiu, jako mężczyzna i ojciec. Jeśli więc jego rodzic zawodzi – jest nieodpowiedzialny, zaniedbuje, kłamie, ulega popędom, znęca się – syn nie nauczy się w rodzinnym domu normalnych wzorców postępowania. Podobnie córka – dorastając bez dobrych wzorców ojcostwa wiąże się potem, na szkodę swoją i swoich dzieci, z mężczyznami podobnymi do swoich ojców – mówi znany psychoterapeuta i duszpasterz ks. dr Marek Dziewiecki.

– Z kolei, jeśli ojciec przyszłego ojca jest dojrzały, kocha żonę odpowiedzialnie, wiernie, czule, jeśli odnosi się z miłością do dzieci – chłopak, mając taki wzór łatwiej, w sposób wręcz naturalny, podejmie, gdy dorośnie, życiową rolę dobrego męża i dojrzałego ojca – tłumaczy ks. Dziewiecki. Podkreśla także, że dobrzy bądź kiepscy kapłani także nie spadają z nieba, ale są dziećmi swoich czasów i swoich rodziców.

 


PRZEPUSTKA DO WIELKOŚCI

Na szczęście nie brakuje dobrych przykładów.

„Moje lata chłopięce i młodzieńcze łączą się przede wszystkim z postacią ojca […]. Patrzyłem z bliska na jego życie, jak umiał od siebie wymagać, jak klękał do modlitwy. To było najważniejsze w tych latach, które tak wiele znaczą w okresie dojrzewania młodego człowieka. Ojciec, który umiał sam od siebie wymagać, w pewnym sensie nie musiał już wymagać od syna. Patrząc na niego, nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i przykładać się do spełnienia własnych obowiązków.” Tak wspominał swojego ojca w książce André Frossarda „Nie lękajcie się! Rozmowy z Janem Pawłem II” nasz święty papież.

Poznając historię dwóch ojców – Karola Wojtyły seniora i Stanisława Wyszyńskiego – zaczyna być zrozumiała tajemnica wielkości ich synów: św. Jana Pawła II i Prymasa Tysiąclecia.

Tak samo, jak młody Wojtyła, w wieku 9 lat swoją matkę stracił Stefan Wyszyński. W przypadku obu zadanie wychowywania przejęli ojcowie.

„Mogłem na co dzień obserwować jego życie, które było życiem surowym. […] Życiem ciągłej modlitwy. Nieraz zdarzało mi się budzić w nocy i wtedy zastawałem mojego Ojca na kolanach, tak jak na kolanach widywałem go zawsze w kościele parafialnym. Nigdy nie mówiliśmy z sobą o powołaniu kapłańskim, ale ten przykład mojego Ojca był jakimś pierwszym domowym seminarium.” (Jan Paweł II, „Dar i tajemnica”) – tak właśnie rodził się dla świata i Boga św. Jan Paweł II Wielki.

Podobnie w życiu kard. Wyszyńskiego. – Ojciec, parafialny organista, był dla niego niezwykle ważny. Wiarę, patriotyzm, zaangażowanie społeczne, życie religijne – Stefan to wszystko wyniósł z rodzinnego domu. Nie raz wspominał ojca przez długie godziny klęczącego na posadzce kościoła parafialnego w Zuzeli. Rodzice Stefana z oddaniem pielgrzymowali do sanktuariów maryjnych; potem dyskutowali, czy bardziej skuteczna jest Matka Boża z Jasnej Góry, czy z Ostrej Bramy, a Stefan słuchał – mówi dr Ewa K. Czaczkowska, wykładowca UKSW, autorka m.in. wydanej niedawno znakomitej biografii „Prymas Wyszyński. Wiara, nadzieja, miłość”.

– Stanisław Wyszyński wprowadzał małego jeszcze Stefana w pracę na rzecz miejscowej społeczności i parafii: przy stawianiu przydrożnych krzyży, budowie kościoła, kiedy Stefek przynosił robotnikom cegły, pomagając – jako pisarz parafialny – załatwiać mieszkańcom Zuzeli sprawy w urzędach, a gotowe dokumenty po wsi roznosił Stefan. Był również zabierany na potajemne, nocne wyprawy mężczyzn z Zuzeli, by porządkować okoliczne groby powstańców styczniowych. Stanisław szanował zdanie Stefana. Kiedy po przeprowadzce do Andrzejewa i śmierci matki syn odmówił nauki w szkole carskiej, ojciec dwa lata wraz z korepetytorem uczył Stefana w domu. Przez całe życie był dla Stefana wsparciem modlitewnym, szczególnie w okresie trzyletniego uwięzienia już Prymasa Wyszyńskiego przez PRL-owskie władze. Do końca życia, a Stanisław umarł w wieku 93 lat, byli ze sobą bardzo mocno związani, mogli w każdej sprawie na siebie liczyć – opowiada dr Czaczkowska.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Związany z "Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A., były redaktor naczelny portalu idziemy.pl
radoslaw.molenda@idziemy.com.pl

 

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 26 października

Poniedziałek, XXX Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni
Albowiem droga sprawiedliwych jest Panu znana,
a droga występnych zaginie.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ef 4, 32 – 5, 8; Ps 1, 1-4 i 6; Łk 13, 10-17
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter