12 grudnia
wtorek
Dagmary, Aleksandra, Ady
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

O upadku Zachodu

Ocena: 0
695

Chrześcijański Zachód jako podmiot społeczno-polityczny już nie istnieje. Prawie wszyscy udają, że tej oczywistości nie widzą, jest to bowiem wielkie wyzwanie i fakt niełatwy do zaakceptowania

Pisuary urządzone na ścianie kościoła św. Katarzyny w Brukseli pokazują stosunek Zachodu do chrześcijańskich świętości, fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Jeśli ktoś nie chce uznać prawdziwości tej tezy, niech odpowie sobie na pytanie, czy na przykład Stany Zjednoczone Ameryki można uznać za państwo chrześcijańskiej cywilizacji. Jest to państwo, w którym rocznie zabija się regularnie ok. 200 nienarodzonych dzieci na 1000, którym pozwolono przyjść na świat. Państwo, w którym w latach 40. XX w. wśród białej populacji rodziło się 2, przy czym w całej amerykańskiej populacji samotne matki rodzą 41% dzieci.

 

Chrześcijańskie Waterloo

Czy jest państwem chrześcijańskiej cywilizacji kraj, w którym prezydentem mógł zostać i być nim przez dwie kadencje – a chodzi o Baracka Obamę – człowiek konsekwentnie popierający okrucieństwo zabijania dzieci w trzecim trymestrze ciąży, nawet wtedy, gdy ciąża nie zagraża życiu matki? Procedura takiego zabójstwa jest nazywana aborcją przez częściowe narodziny (jej „elegancka” nazwa to późna aborcja). Ten sam człowiek był przeciwny prawnemu nakazowi podtrzymywania życia dziecka, które przyszło na świat żywe na skutek źle przeprowadzonej aborcji. Jak sam wyjaśniał, jego sprzeciw wynikał z obawy, że taki akt prawny zachęci Kongres do ograniczenia prawa do praktycznie niczym nieograniczonej aborcji, przyjętego wyrokiem Sądu Najwyższego w 1973 r.

Prezydent Obama łamał sumienia amerykańskich pracodawców
zmuszając ich do współfinansowania antykoncepcji

Warto jeszcze przypomnieć, że prezydent Obama starał się środkami administracyjnymi łamać sumienia amerykańskich pracodawców, wprowadzając nakaz współfinansowania przez nich, w ramach ubezpieczenia zdrowotnego pracobiorców, zakupu pewnych środków antykoncepcyjnych nabywanych bezpłatnie przez tych ostatnich. I warto też przypomnieć, że kandydatka demokratów w ostatnich wyborach prezydenckich miała podobnie lewackie poglądy na sprawy wiary i obyczajów jak Barack Obama.

W 1992 r. Sąd Najwyższy USA potwierdził prawo do aborcji, gdy płód osiągnął zdolność do życia poza organizmem matki, o ile ciąża zagraża jej życiu lub zdrowiu. Oto zdanie z uzasadnienia wyroku: „W sercu wolności leży prawo osoby do zdefiniowania własnych pojęć istnienia, znaczenia świata oraz tajemnicy ludzkiego życia”. To zdanie z pochrześcijańskiej już epoki.

Z kolei w 2000 r. Sąd Najwyższy USA orzekł rzekomą niekonstytucyjność ustaw stanowych pozwalających na późną aborcję jedynie wtedy, gdy zagrożone jest życie matki. Doskonały amerykański komentator katolicki śp. Joseph Sobran przestrzegał wówczas, że był to ostatni moment na postawienie w stan oskarżenia (impeachment) sędziów SN, jeśli chce się np. uniknąć legalizacji tzw. małżeństw homoseksualnych. Do czego doszło w 2015 r. i co inny, młodszej generacji komentator, Rod Dreher, trafnie nazwał „chrześcijańskim Waterloo”. Już dawno temu większość sędziów SN przyłączyła się do budowy pochrześcijańskiej epoki. Ale też ankieta Gallupa, która w roku 1966 pokazała, że 68 Amerykanów. Pochrześcijańska liberalna demokracja i w jej ramach uprawiana promocja tzw. praw człowieka odniosła ostateczny sukces. Dziś trwa walka o „prawa transseksualistów”.

 

Rządza barbarzyńcy

W dobie amerykańskiej rewolucji ojcowie założyciele byli pryncypialnymi przeciwnikami ustroju demokratycznego. A jednak ten szybkimi krokami zadomowił się w USA. Wybitny arystokratyczny liberał Alexis de Tocqueville, który w latach 20. XIX w. odwiedził Amerykę, szybko dostrzegł, że demokracja może w tym kraju przynosić dobre owoce tak długo, jak długo trwać będą jej społeczne fundamenty. I pokazał – zinstytucjonalizowane i żywe chrześcijaństwo, choć różnych, ale nie wrogich wobec siebie wyznań, rodzinę, pracowitość oraz – wielkie terytorium. To ostatnie przyczyniało się do tego, że każdy obywatel czuł się wolny w swoim gospodarstwie i lokalnej wspólnocie, władza federalna zaś była zbyt odległa, ponadto politycznie odeń oddzielona przez rząd stanowy, by mogła jego wolność ograniczyć.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły