15 września
niedziela
Albina, Nikodema, Marii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

O tacie, co książki robił

Ocena: 0
1916

Kiedy urodziła mu się córeczka, odszedł z wysokiego stanowiska w korporacji i założył wydawnictwo, by dziecko miało dobre książki. Zyskał więcej, niż mógł się spodziewać.

Dziś Maja ma sześć lat. Wydawnictwo Sierra Madre rosło razem z nią. Najpierw były czarno-białe książeczki na niemowląt – wtedy absolutna nowość na polskim rynku, potem książki dla dwu-, trzylatków, aż do dziewięciolatków. Dwa lata temu do Mai dołączył Tymek. On także inspiruje tatę do nowych pomysłów. – Inne rzeczy interesują dziewczynkę, a inne chłopca – mówi Kamil Ziegler, tata i właściciel wydawnictwa. – Po inne chętnie sięgną tatusiowie, a po inne mamy, w czym doskonałą konsultantką jest moja żona. Nasz zamysł jest taki, by wszystkie te dziełka rodzice „czytali” razem z dziećmi. „Czytali” biorę w cudzysłów, bo w przypadku książeczek czarno-białych to proste rysunki, ale mają one pobudzić rodziców do opowiadania maluchom o świecie i w ten sposób pomagać w budowaniu więzi. Kolejne pozycje – eksperymenty, gotowanie czy sztuczki magiczne – to z kolei świetna rodzinna zabawa.

Od studiów pracował w dużych korporacjach. Dużo się nauczył, ale z czasem widział coraz więcej minusów. – Ciągnęło mnie, żeby robić coś twórczego i swojego – zdradza Kamil Ziegler. – Okazją były narodziny Mai. Dużo wtedy czytałem o dzieciach, gdzieś wyczytałem, że w pierwszych miesiącach życia niemowlęta widzą niewyraźnie i odróżniają tylko silne kontrasty, tymczasem w księgarniach pełno było kolorowej pstrokacizny.

Stąd wziął pomysł na czarno-białe książeczki. Wieczorami zgłębiał temat, szukał grafika, drukarni, dystrybutora. Wreszcie założył spółkę. Czarno-biała seria „Oczami maluszka” okazała się strzałem w dziesiątkę. Pan Kamil postanowił rzucić korporację i założyć wydawnictwo. – Zawdzięczam je Mai – przyznaje. – Dzięki niemu wymyślam bajki.

– Poważniejsze publikacje, np. „Eksperymentuj z dzieckiem”, Kamil nadal konsultuje z Mają, co napawa ją dumą, bo jest doradcą taty – opowiada Magdalena Ziegler. – Kiedy dzieciom w jej przedszkolu opowiedział o swojej pracy, o powstawaniu książki od etapu wytwarzania papieru po jej druk i zrobił z nimi książkę, zaimponowała kolegom.

Zanim rzucił korporację, Kamil Ziegler pracował po 10-12 godzin, często wyjeżdżał, żył w ciągłym napięciu. Jak przyznaje pani Magda, teraz też się stresuje, ale inaczej: czy firma pozwoli utrzymać stanowiska dla pracowników, czy drukarnia zdąży na czas. – Nawet po skończonej pracy nad daną książką nie potrafi powiedzieć, że czuje się usatysfakcjonowany, bo w tej branży wciąż trzeba czegoś nowego – mówi Magda Ziegler. – Z drugiej strony, nawet kiedy pracował w korporacji, zawsze kąpał Maję i poświęcał jej wieczór. Teraz zyskaliśmy trochę więcej wieczoru i spokojniejsze poranki: Kamil karmi dzieci i zaprowadza Maję do przedszkola.

Prowadzenie wydawnictwa to nie sielanka, bo to jednak własny biznes, ale przynajmniej pan Kamil nie stoi w korkach, nie pracuje przy biurku, a że ma dużą samodyscyplinę, to pracuje przez osiem godzin dziennie, jak na etacie. Przerzucił się na rower, pracuje w kawiarni lub nad Wisłą, a kiedy wraca z pracy, opowiada nie o „projekcie”, tylko np. o pięknie jesieni, które zobaczył z roweru. Ma więcej energii, uwolniła mu się głowa, dzięki czemu znajduje czas na własne pasje. Gra na gitarze, zrobił patent żeglarski. – Już obmyślam rodzinne wyprawy na łódki – mówi pan Kamil i wspomina ich podróż życia sprzed dwóch lat, kiedy na dwa miesiące wybrali się z dziećmi do obu Ameryk.

Korporację rzucił zaraz po tym, jak został awansowany na bardzo wysokie stanowisko. Wystarczyło, by poczekał jeszcze kilka lat, a już tylko odcinałby kupony. – Znajomi dziwili się, choć gratulowali – mówi pani Magda. – Prezes jeszcze przez rok trzymał dla niego stanowisko. Poziom zarobków co prawda bardzo spadł, ale nie żałujemy tej decyzji. Wśród kolegów Kamila z korporacji przybywa jego naśladowców!

– Dopóki nie jest się ojcem, to się nie ma pojęcia, jak to potrafi wzbogacić – przyznaje pan Kamil. Jest zachwycony dziećmi i zdobywa je poczuciem humoru. Na dąsy i stłuczone kolano najlepsza jest śmieszna mina i dowcip. – Kiedy nie miałem dzieci, myślałem, że dorośli nie tańczą, nie śpiewają głośno na ulicy, nie śmieją się do rozpuku – przyznaje.

Idealny tata? – To tata obecny, a nie dochodzący – tłumaczy pani Magda. – Próbuje poznać, co dziecko lubi, w czym jest dobre i na tej bazie budować z nim więź. Jednak najważniejsza dla szczęścia dziecka jest relacja taty z mamą – to silny fundament i wzór. Kamil wszystkie te kryteria spełnia!

Monika Odrobińska
fot. Monika Odrobińska/Idziemy

Idziemy nr 26 (560), 26 czerwca 2016 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

NIEDZIELNY DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 15 IX



Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -