21 lutego
środa
Eleonory, Fortunata, Roberta
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nie tylko w szkole

Ocena: 0
877

Ich klasą jest cały świat. Tak mówią o sobie dzieci uczące się w systemie edukacji domowej, w tym dzieci polonijne. Czy wskutek reformy szkolnictwa kolejne roczniki zostaną pozbawione możliwości takiej edukacji?

fot. Lidia Molak

Według danych MEN na 5 mln uczniów edukacją domową w Polsce objętych jest blisko 14 tys. dzieci. Jak zapewniają zaangażowani w domową naukę, nie ma jednego sposobu nauczania, ale wszyscy nauczający rodzice podpisują się pod tezą, że edukacja jest „podpałką płomienia, a nie napełnianiem zbiornika”.

 

Mityczna socjalizacja

Kinga Urbańska, dziś mężatka i pielęgniarka, w domu uczyła się od samego początku. – Moja mama uczy już siódme z ośmiorga dzieci – mówi. – Uważam, że decyzja, jaką rodzice podjęli o naszej edukacji, była najlepszą z możliwych. Mama zawsze mówiła, że podstawą uczenia się jest zdobycie umiejętności czytania ze zrozumieniem, pisania i podstaw liczenia, a dalej… pójdzie samo. Więcej kontroli dziecko potrzebuje w trzech pierwszych latach nauki, później coraz bardziej się usamodzielnia. Dzięki indywidualnemu tokowi pracy sama mogłam wybierać, ile czasu potrzebuję na każdą dziedzinę. To dało mi możliwość rozwijania zainteresowań. Ich zwieńczeniem jest teraz praca w wymarzonym zawodzie.

Decyzję o podjęciu edukacji domowej rodzice tłumaczą najczęściej
potrzebą indywidualnego podejścia do dziecka.

– Na edukację domową przeszłam najpierw w VI klasie na rok, o czym zdecydowali rodzice, a potem na ostatnie dwa lata przed maturą, o czym zadecydowałam już sama – mówi Zofia Olszowska, studentka drugiego roku. – W tym systemie nauki czułam się bezpiecznie.

Uczniowie przyznają, że nieregularny tryb nauki nie przeszkodził im w osiągnięciu dobrych wyników – przewyższających zresztą średnią krajową (patrz: apla). Maturzyści mówią, że państwowe egzaminy nie są wymierną oceną poziomu wiedzy, a i sama matura to nie wszystko. – Liczy się także umiejętność korzystania z niej, radzenia sobie z życiowymi wyzwaniami, podejmowania właściwych wyborów – mówi Zofia Olszowska.

   
WYNIKI TESTÓW DZIECI POLONIJNYCH UCZĄCYCH SIĘ
W SYSTEMIE EDUKACJI DOMOWEJ
VI kl. SP:
• język angielski: 98 proc. (71 proc. średnia krajowa)
• jęz. polski i matematyka: 76 proc. (63 proc. średnia krajowa)
III kl. G:
• język angielski: 97 proc. (średnia krajowa 64 proc.)
• część humanistyczna: 66 proc. (średnia krajowa 62,5 proc.)
• część matematyczno-przyrodnicza: 57 proc. (średnia krajowa 55 proc.)
Dane pochodzą z roku szkolnego 2016/17 z pięciu szkół.

Za: Stowarzyszenie Edukacji w Rodzinie

Decyzję o podjęciu edukacji domowej polscy rodzice tłumaczą najczęściej potrzebą indywidualnego podejścia do dziecka. – Wśród przyczyn są też: chęć realizowania przez rodziców własnych pomysłów edukacyjnych, źle przez rodziców oceniane szkolne metody nauczania – nie tylko nieprzynoszące oczekiwanych rezultatów edukacyjnych – przy sporej eksploatacji dziecka i bliskich, ale także tłumiące jego chęć do nauki – mówi ks. Andrzej Lubowicki ze Szkół Benedykta, wspierający rodziców w edukacji domowej.

Mitycznym problemem edukacji domowej jest „brak socjalizacji”. Rodzice i uczniowie temu zaprzeczają. – Edukację domową wybraliśmy m.in. ze względu na budowanie relacji rodzinnych i między dziećmi oraz w środowisku zamieszkania, aby miały czas pobawić się z sąsiadami, rozeznać potrzeby starszej pani z naprzeciwka czy samotnej mamy z okolicy – mówi Agnieszka Sobolewska, w edukacji domowej z czwórką dzieci od siedmiu lat. – Nasze dzieci, kiedy znajdą się w nowych okolicznościach, błyskawicznie nawiązują znajomości. Edukacja domowa to nie siedzenie w domu, polega na ciągłym wychodzeniu: na warsztaty, lekcje muzealne, zajęcia dodatkowe. Przyjaciół dzieci poznają też w harcerstwie, duszpasterstwie i innych wspólnotach.

 

Rodzice bez wyboru

W świetle zmian zaistniałych na skutek reformy szkolnictwa rodzice podkreślają dwa postulaty formalne: utrzymanie możliwości swobodnego wyboru szkoły z terenu całej Polski i fakultatywność opinii z poradni psychologiczno-pedagogicznej. Od stycznia do września prace prowadził zespół ds. edukacji domowej powołany przez minister Annę Zalewską, zrzeszający rodziców i urzędników resortu. To, co się po dziewięciu miesiącach obrad urodziło, nie zadowala żadnej ze stron.

Dlaczego decyzji o podjęciu edukacji domowej rodzice nie mogą podjąć sami? Przecież znają swoje dziecko lepiej niż specjalista widzący je ledwo dwie godziny. – Wymóg przedstawienia opinii z poradni psychologiczno-pedagogicznej istniał zawsze, teraz badania te są bezpłatne dla każdego – tłumaczy Monika Łukaszewicz z MEN. – Jednak, wprowadzając ten przywilej, resort zrobił z niego przymus – komentują rodzice. Profesor Marek Budajczak z Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM przypomina jednak, że wymóg ten istnieje nie od zawsze, ale dopiero od 2009 r., w dodatku kłóci się z zapisem rozporządzenia o poradniach psychologiczno-pedagogicznych, że badania w nich są dobrowolne.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły